Jako że najlepsze zespoły, na czele z Realem, Barceloną i Sevillą, rozegrały swe mecze wczoraj, zaś Valencia wybiegnie na boisko jutro, skupmy się więc na Mallorce i coraz lepiej poczynającym sobie Atletico.
Wyspiarze w ostatnim meczu poradzili sobie z Valladolid, zaś wobec porażki Sevilli z Realem mieli szansę na zrównanie się z Andaluzyjczykami. Warunkiem – wygrana ze Sportingiem.
Od pierwszych minut spotkania sporą inicjatywę wykazywali gospodarze, czyli zespół Mallorki. Aktywny był zwłaszcza Diego Castro. Wysiłki podopiecznych Gregorio Manzano przyniosły skutek już w 12. minucie, kiedy ni to strzał, ni dośrodkowanie Julio Alvareza znalazło drogę do bramki. 1:0!. Chwilę później Juan Pablo, bramkarz gości, wybronił strzał Victora. Do końca pierwszej połowy poważnych okazji kibice na ONO Estadi nie uświadczyli, Mallorka nie pozwalała gościom na dojście do klarownych sytuacji, sama jednak również nie potrafiła skonstruować groźniejszych akcji.
Zmieniło się to w dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy, kiedy akcję w trójkącie Valero – Aduriz – Victor zakończył ten ostatni strzałem na bramkę gości. Później gospodarze wykonywali dwa rzuty rożne, jednak ani Aduriz, ani Castro nie potrafili ich skutecznie wykorzystać. Chwilę później ten sam zawodnik groźnie uderzał na krótki słupek. Przewaga Mallorki w posiadaniu piłki i prowadzeniu gry była bezdyskusyjna, a gol wisiał w powietrzu.
Po raz kolejny gospodarze dopięli swego za sprawą Victora, który odpowiednio, z kilku metrów, wykończył rajd Castro. 2:0! Druga bramka jeszcze bardziej rozbiła gości, nie wykazywali już dużego zaangażowania w przeszkadzaniu gospodarzom w prowadzeniu gry. Efektem była trzecia bramka, wprowadzonego kilka minut przed końcem Webo, który strzałem w długi róg tuż przy słupku wykończył dośrodkowanie Corallesa.
Mallorca wygrywa pewnie 3:0, nie dając się wypchnąć ze strefy pucharowej La Liga.
Mozolny marsz w górę tabeli miało nadzieję kontynuować Atletico, zaś jego rywalem na Vincente Calderon był zespół z Saragossy.
W pierwszych minutach to jednak goście wykazali więcej inicjatywy, szczególnie aktywny był Arizmendi, który raz po raz nękał Atletico rajdami lewą stroną boiska. W 7. minucie gospodarze wybili piłkę za linię końcową, zaś dośrodkowanie z rzutu rożnego, dobrym strzałem głową zamienił na gola Jarosik. Niespodzianka na Calderon, Saragossa prowadzi 1:0! Atletico rzuciło się do odrabiania strat, ale akcje były przerywane przez defensorów gości, wydawało się, że Ponzio za faul na Reyesie powinien być ukarany kartką. Chwilę później Saragossa mogła podwyższyć prowadzenie, jednak akcję Gabiego ostatecznie przerwała interwencja De Gei. Do końca pierwszej części spotkania najwięcej ciekawego działo się na prawej stronie boiska, gdzie pojedynki, nie zawsze o czysto sportowym charakterze, toczyli Reyes i Ponzio. Argentyńczyk za jeden z fauli na Hiszpanie otrzymał żółtą kartkę. Okazji bramkowych z obu stron jednak brakowało.
Drugą połowę można podsumować krótko – nieudolne starania Atletico, przypominające bicie głową w mur. Podopieczni Quique Floresa nie byli w stanie nie tylko zdobyć bramki, ale i stworzyć dogodnych do tego sytuacji. Trener próbował różnych rozwiązań, w 58. minucie w miejsce bezproduktywnego Forlana pojawił się Jurado. I to jednak nie przyniosło skutku, to wręcz Saragossa była bliżej podwyższenia rezultatu, jednak David de Gea nie dał się zaskoczyć. W 68. minucie nieprzepisowo powstrzymywany przez Eliseu był Reyes, który próbując wyrwać się z niemal zapaśniczego uścisku, uderzył zawodnika gości w twarz. Sędzia Teixeira po raz kolejny wykazał się brakiem umiejętności i ukarał zawodnika Atletico czerwoną kartką.










