Cała piłkarska Polska żyje od kilku dni tzw. nadwiślańskim El Clasico, czyli rywalizacją Legii Warszawa i Lecha Poznań. Zanim jednak piłkarze obu jedenastek wybiegną na zieloną murawę poznańskiego stadionu przy Bułgarskiej, nie lada gratkę otrzymają sympatycy górnośląskiego futbolu. Na Roosevelta w Zabrzu, przy komplecie publiczności do walki o ligowe punkty staną zawodnicy Górnika Zabrze i Piasta Gliwice.
Szpil
Fusbal – jak w śląskiej gwarze nazywa się piłkę nożną – to jedna z najważniejszych dyscyplin sportowych w tej części kraju. Szpil, czyli mecz, jest prawdziwym świętem Ślązaków, dlatego też należy do niego podchodzić uroczyście i z należny mu szacunkiem. Szczególnie jeśli naprzeciw sobie stają dwa zespoły, których sympatycy – delikatnie rzecz ujmując – nie przepadają za sobą. O tym, jak ważna jest niedzielna potyczka dla fanów „Piastunek”, można było się przekonać po zeszłotygodniowej porażce podopiecznych trenera Waldemara Fornalika przy Okrzei z Arką Gdynia (0:1 – przyp. red.). Po ostatnim gwizdku sędziego gospodarze usłyszeli wiele cierpkich, nierzadko niecenzuralnych słów pod swoim adresem. Nie obyło się też bez gróźb karalnych. Przekaz był prosty – w Zabrzu liczą się tylko trzy punkty.
Łatwo na pewno o to nie będzie, nie tylko dlatego, że najbliższy rywal gliwiczan w ligowym zestawieniu spogląda na wszystkich z góry. Trzeba pamiętać, że w obecnej kampanii przed własną publiką zawodnicy trenera Marcina Brosza zwyczajnie nie zwykli przegrywać. Z pięciu rozegranych spotkań wygrali trzy, dwukrotnie dzielili się punktami (ze Śląskiem Wrocław i Arką Gdynia). Z kolei Piast, który po dziesięciu kolejkach LOTTO Ekstraklasy w tabeli wyprzedza tylko Cracovię, z delegacji przywiózł zaledwie cztery oczka. Na inaugurację sezonu zremisował 1:1 z – jak się okazuje – bardzo przeciętną Cracovią właśnie, natomiast z końcem sierpnia jakimś cudem ograł 1:0 w Białymstoku aktualnego wicemistrza Polski, Jagiellonię. Na korzyść „Niebiesko-czerwonych” nie przemawia także kiepski bilans bramkowy. Srebrny medalista sezonu 2015/2016 nie zachwyca w ofensywie (dziewięć strzelonych goli), na domiar złego ma również drugą najsłabszą formację obronną w całej lidze (17 straconych). Więcej razy piłkę z własnej bramki wyciągać musieli tylko podopieczni trenera Michała Probierza.
Małe derby?
Ktoś może zarzucić, że po pierwsze – statystyki nie grają, a po drugie, w Gliwicach pojawiła się nowa miotła w postaci byłego selekcjonera Polski, która skutecznie pozamiata po Dariuszu Wdowczyku, sprawiając, że zespół wreszcie zagra na miarę oczekiwań. Ktoś może również uznać, że spotkania tego typu od zawsze rządzą się swoimi prawami i nie należy przesadnie skupiać się przed pierwszym gwizdkiem arbitra wyłącznie na liczbach. W obu przypadkach (teoretycznie) można poszukać nici porozumienia, wydaje się jednak, że drugi z argumentów jest łatwy do obalenia. Wystarczy zasięgnąć języka po drugiej stronie barykady.
Derby – patrząc na położenie geograficzne Zabrza i Gliwic, nie należy mieć wątpliwości, że właśnie do takiej szufladki należy wrzucić niedzielne spotkanie. Zagorzali kibice Górnika stwierdzą jednak, że prawdziwe Wielkie Derby Śląska są tylko wtedy, gdy po przeciwnej stronie stają „Niebiescy” z ul. Cichej. Z kolei tzw. Śląski klasyk górnicy rozgrywają jedynie z GKS-em Katowice. Dla nich mecz z Piastem derbami jest tylko z nazwy i nie należy przesadzać z nadużywaniem tego terminu. Może odpowiednim byłyby małe derby, a może derby pocieszenia?










