Zawodnicy Malagi skromnie, ale pewnie ograli ekipę Valencii 1:0. Gola na wagę trzech punktów zdobył Nacho Camacho. Andaluzyjczycy są coraz bliżej Ligi Mistrzów, Lewantyńczycy coraz bliżej jakiejś wielkiej katastrofy.

Ten mecz miał przesadzić o tym, kto zajmie trzecie miejsce w tabeli Primera Division. Malaga miała tylko trzy punkty starty do Valencii i w wypadku zwycięstwa mogła liczyć na przeskoczenie Lewantyńczyków w tabeli. Manuel Pellegrini nie zaskoczył. Posłał do boju najlepszą możliwą jedenastkę, wiedząc, jak wysoka jest stawka. Za to Unai Emery po raz kolejny udowodnił, że jest trochę obłąkany. Posadził na ławce Jonasa i Topala, a w ich miejsce desygnował do gry Piattiego i Maduro.
Pierwsze minuty rozgrywanego na La Rosaleda meczu nie były zbyt ciekawe. Obie ekipy grały bardzo wolno, skupiając się raczej na metrowych podaniach niż konstruowaniu akcji ofensywnych. Jako pierwsza obudziła się Valencia. Mathieu i Soldado przeprowadzili dwie całkiem niezłe akcje, które jednak zakończyły się prostymi stratami. Malaga do głosu doszła w 15. minucie. Wtedy z 25. metra cudowne atomowy strzał oddał Eliseu. Vicente Guaita ofiarną interwencją sparował futbolówkę na słupek. „Los Ches” chyba się wystraszyli, bo od momentu uderzenia Portugalczyka nie zrobili w pierwszej połowie już niczego. Przyjezdni, nie mogąc przedrzeć się przez sprawnie funkcjonującą obronę Andaluzyjczyków, próbowali zdominować środek pola. Bardzo starał się Hedwiges Maduro, jednak były to starania nakierowane raczej na zrobienie krzywdy rywalom. Holender w ciągu kilku minut wykonał dwa brutalne faule. Pierwszy zasługiwał na żółtą, drugi – na Enzo Maresce – na czerwoną. Sędzia Teixeira Vitienes był jednak łaskawy i pozwolił mu grać dalej.

Valencia po raz kolejny prezentowała futbol bezmyślny, nastawiony na przetrwanie, nie wygrywanie. Nikt nie był zdziwiony, gdy w 27. minucie Ignacio Camacho zdobył gola na 1:0. Hiszpan uderzył głową (albo plecami), a futbolówka przelobowała Guaitę i wpadła do siatki. Dla wychowanka Atletico była to pierwsza bramka od czterech lat. Prowadzenie jeszcze bardziej uspokoiło Malagę i jeszcze bardziej rozbiło Valencię. Eksperymentalny skład zawodził. Gospodarze napędzani przez niesamowity duet Cazorla – Isco spokojnie klepali piłkę. Dwaj najlepsi zawodnicy Malagi pokaz swoich umiejętności dali dwie minuty przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę. Isco przejął piłkę w na 30. metrze od własnej bramki i pognał z nią w pole karne Valencii, a następnie, po szybkiej wymianie podań z Rondonem, wystawił ją Santiemu. Asturyjczyk uderzył mocno, po ziemi i wprost w ręce Guaity. Niedługo potem sędzia zaprosił piłkarzy do szatni na piętnastominutową przerwę.











