Zawodnicy Manuela Pellegriniego wygrali na własnym stadionie z Realem Betis aż 4:0. Gole dla zwycięzców strzelali Joaquin, Saviola i Isco. Czwarte trafienie było samobójcze. Na wynik starcia duży wpływ miała z pewnością czerwona kartka, którą już w 10. minucie obejrzał bramkarz gości, Casto.
Mecz na La Rosaleda rozpoczął się dość leniwie. Pierwsze dziesięć minut to spacerowe tempo bez żadnych okazji strzeleckich. Dopiero później zrobiło się ciekawie. Szybka kontra gospodarzy zakończyła się faulem Casto Espinosy, bramkarza Betisu, na Eliseu. Sytuacja miała miejsce w polu karnym, więc sędzia nie miał wyboru. Hiszpan dostał czerwoną kartkę, a Malaga rzut karny. Poza golkiperem boisko opuścił też Salvador Agra, który zrobił miejsce Adrianowi, trzeciemu bramkarzowi Betisu (Fabricio, drugi portero Andaluzyjczyków, ma spore problemy z dogadaniem się z trenerem). Chwilę później do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Joaquin. Wychowanek Betisu wziął lekki rozbieg i bez trudu dał Maladze prowadzenie. Goście, nie mając nic do stracenia, ruszyli do ataku, ale sił starczało im tylko na dotarcie w okolice 40. metra od bramki Willy’ego Caballero. Dalej obrona gospodarzy wszystko czyściła. W 19. minucie czwarta siła poprzedniego sezonu La Liga mogła podwyższyć prowadzenie. Bardzo dobrze dziś dysponowany Joaquin zgrał piłkę do Eliseu, a ten uderzył mocno po ziemi. Na szczęście dla przyjezdnych, Adrian był na posterunku.
Trzy minuty później futbolówka po rzucie wolnym i przedłużeniu przez Camacho trafiła w słupek. Nic nie wskazywało na to, by chłopcy Pellegriniego mieli dziś okazać podopiecznym Pepe Mela chociaż odrobinę litości. W 27. minucie w końcu stało się to, co musiało się stać. Saviola trafił na 2:0 po znakomitej dwójkowej wymianie piłki z Paco Portillo. Późniejsze telewizyjne powtórki pokazały, że młody wychowanek Malagi był w pewnym momencie na spalonym. Pepe Mel chwilę po zmianie wyniku doszedł najwyraźniej do wniosku, że nie ma co kalkulować. Zdjął z boiska defensywnego pomocnika Rubena Pereza i wpuścił na murawę na wskroś ofensywnego Nono. A tymczasem na boisku ciągle rządziła Malaga. Jeszcze przed przerwą wynik podwyższyć mógł Joaquin, ale Andaluzyjczyk nie był w stanie dosięgnąć dośrodkowywanej przez Saviolę piłki. Obrona Betisu, pozbawiona Paulao, była dziś naprawdę słaba. Gospodarze bez większego trudu wprowadzali piłkę w pole karne. W ostatniej akcji pierwszej połowy po dośrodkowaniu Benata z rzutu wolnego na bramkę Caballero groźnie uderzał Jorge Molina. I to by było w pierwszej połowie na tyle.
Początek drugiej części starcia wyglądał tak samo jak cała pierwsza jego połowa. Betis próbował, ale nie był w stanie niczego zrobić. Malaga grała na luzie. Kolejne gole wisiały w powietrzu. Tymczasem Pepe Mel szykował już trzecią dziś zmianę. Przy linii bocznej ustawił się Ruben Castro. Doświadczony zawodnik zastąpił na placu gry Juana Carlosa. Gospodarze od czasu do czasu wpuszczali rywali w okolice własnego pola karnego, ale były to akcje w rodzaju: trzech napastników kontra siedmiu obrońców. W 53. minucie szansę na drugiego gola w meczu miał Javier Saviola. Niewysoki Argentyńczyk został jednak w ostatniej chwili uprzedzony przez obrońcę Betisu. Dosłownie parę sekund później miejscowi mieli okazję co najmniej stuprocentową. Trudno znaleźć odpowiednie określenie dla akcji, w której zawodnik strzela na pustą bramkę. Demichelis mógł zrobić wszystko. Miał miejsce i czas. Trafił jednak prosto we wbiegającego w bramkę Nacho. Lewy obrońca Betisu uratował swoją ekipę przed ostatecznym pogrzebaniem szans na ugranie czegokolwiek. Niedługo potem dobre okazje zmarnowali też Eliseu i Monreal.










