– Sądzę, że w przyszłości Major League Soccer będzie jedną z najlepszych lig na świecie. Ten kraj, ci ludzie, kultura i zaangażowanie w sport. Mają wszystko, by to osiągnąć – te słowa z maja tego roku popłynęły z ust „Chicharito”. Nie brakuje w MLS również światowej sławy zawodników, których nazwiska znają fani soccera futbolu na całym świecie – co u nich słychać?
Prosto z Polski wylatujemy do Los Angeles. Nikogo nie będzie tu dziś obchodzić Hollywood, stolica celebrytów i gwiazd ze szklanego ekranu. Rzućmy okiem na inny gwiazdozbiór – plejadę piłkarzy zespołu LA Galaxy. Nazwa zobowiązuje – to oni mają największą liczbę zawodników kojarzonych ze światowych boisk.
Ostoją defensywy jest Ashley Cole, który wystąpił dotychczas w siedmiu spotkaniach. Obrona pod jego wodzą radzi sobie bardzo dobrze – w Konferencji Zachodniej „Galaktyczni” popisują się nie tylko najskuteczniejszą ofensywą, ale również najlepszym murowaniem bramki. W ośmiu meczach tracili średnio jedną bramkę na spotkanie. Jedynie bramkarz Toronto FC, do którego przejdziemy później, wyjmował piłkę z siatki jeden raz mniej. Za działania w defensywie odpowiada również defensywny pomocnik, Nigel de Jong.
Po drugiej stronie boiska znajdują się Giovanni dos Santos i Robbie Keane. Irlandczyk pojawia się w tym roku na boisku okazyjnie – głównie ze względu na problemy z kolanem. Kapitan LA Galaxy wystąpił w trzech spotkaniach, wpisując się na listę strzelców dwukrotnie. Kłopoty zdrowotne nie ominęły Meksykanina, który podobnie jak kolega z boiska miał kłopoty z nogą. Mimo złego startu sezonu w ostatnich trzech spotkaniach za każdym razem wpisywał się na listę strzelców, lądując w notesie za bramki czterokrotnie. Nie możemy zapomnieć o Stevenie Gerrardzie, który w 364 minuty zaliczył dwie asysty i jednego gola.
Co było lepsze? Strzał dos Santosa czy podanie Gerrarda?
Nie wiemy, co w tej sytuacji zrobił bardzo zaangażowany defensor z numerem 21 na plecach – być może nie chciał odnowić mu kontuzji. Szanujemy.
Prosto z Los Angeles lecimy do Nowego Yorku, gdzie już za dokładnie dwa tygodnie (21.05.) odbędą się wielkie derby miasta. Na początku zawitajmy do „Czerwonych Byków”, ich największą gwiazdą jest Bradley Wright-Phillips, który przez pierwszy rok w NYRB znajdował się w cieniu Thierry’ego Henry’ego. W tej chwili Anglik znajduje się w klasyfikacji strzelców wszech czasów na drugiej lokacie, tuż za Juanem Pablo Angelem. Wraz z nim po boisku biega brat, który zrobił większą karierę w Europie, jednak na „stare lata” postanowił znów zagrać w jednej drużynie z młodszym członkiem rodziny. Co ciekawe, na koniec sezonu 2015 klub rozwiązał z nim kontrakt, by podpisać go w styczniu 2016 roku.













