W cieniu 142. Revierderby na Coface-Arena odbyło się starcie lokalnego FSV Mainz z dużo bardziej renomowanym Bayerem Leverkusen. Jedyna bramka padła z rzutu karnego, a jej strzelcem był w 61. minucie Ivanschitz.
Jeszcze przed meczem wiadomo było, że obie drużyny zagrają mocno osłabione. W ekipie gospodarzy z powodu kontuzji niedostępni byli Nikita Rukawycja, Junior Diaz i Jan Kirchhoff. Obawiano się również braku Elkina Soto, jednak ostatecznie piłkarz gotowy był do gry i od pierwszych minut przeciwstawiał się drużynie przyjezdnej. Trener Mainz nie mógł skorzystać również z nie w pełni zdrowego Niko Bungerta oraz zawieszonego za kartki Radoslava Zabavnika. Znacznie mniej kłopotów miał trener Bayeru, który nie mógł wystawić jedynie Omera Topraka, Philippa Wollscheida oraz Karima Bellarabiego.
Sobotnie spotkanie było wyjątkowym dla Andre Schürlego, który powrócił na stare śmieci, na stadion w Mainz, gdzie stawiał pierwsze kroki w profesjonalnym futbolu. W 66 spotkaniach pierwszej drużyny klubu z Moguncji strzelił 20 bramek. W 25 spotkaniach w barwach „Aptekarzy” zmusił bramkarza do siedmiokrotnego wyjmowania piłki z siatki.
Pierwsza groźna akcja została przeprowadzona sześć minut po rozpoczęciu meczu. Błąd defensywy Leverkusen mógł wykorzystać Adam Szalai, jednak jego uderzenie po rykoszecie wyszło na zaledwie rzut rożny, który nie przyniósł gospodarzom oczekiwanych rezultatów. Kilkadziesiąt sekund później Michal Kadlec grający w miejsce Sebastiana Boenischa nie dopilnował Muellera, który wyprzedzając go w polu karnym, nie trafił w piłkę dośrodkowywaną z mniej więcej 30. metra.
Gospodarze próbowali atakować głównie skrzydłami, jednak najgroźniejsza akcja prowadzona była środkiem boiska. Piekielnie mocne uderzenie Adama Szalaiego mogło otworzyć wynik, jednak futbolówka kopnięta z 20. metra odbiła się od spojenia poprzeczki i słupka. Ku sporej niespodziance wszystkich w pierwszych minutach dominowali gospodarze, którzy co rusz atakowali bramkę strzeżoną przez Bernda Leno. „Aptekarze” starali się jednak odpowiadać na ataki gospodarzy, jednak żaden strzał nie leciał nawet w światło bramki.
Kolejne minuty przyzwyczaiły gości do takiego, a nie innego stylu gry gospodarzy, a wysoki pressing pozwolił im coraz częściej tworzyć sobie groźne sytuacje, takie jak ta z 25. minuty gry. Znakomite, długie zagranie z pod własnego pola karnego minęło całą defensywę graczy z Moguncji, którzy zostawili w sytuacji sam na sam Kiesslinga z Wetklo, ten jednak pewnie obronił strzał lecący prosto w niego.
Okazało się również, że spotkanie z Coface-Arena było ciekawsze niż Revierderby, a na trybunach pojawił się sam Joachim Loew. Kolejne doskonałe zagranie mógł wykorzystać Ivanschitz, który znalazł się sam na sam z Leno, jednak tak jak Kiessling uderzył prosto w bramkarza. W końcu jednak piłka znalazła się w siatce, lecz pakujący ją do pustej bramki Reinartz znajdował się na spalonym.
Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie. Mieliśmy więc bezbramkowy remis w starciu Mainz – Bayer.
Druga połowa od początku nie porwała. Obie drużyny zaczęły grać bardzo chaotycznie i niedokładnie. Brakowało opanowania i chłodnej głowy, co niestety nie przyniosło kibicom zbyt wielu pięknych akcji, strzałów ani sytuacji podbramkowych.









