Łukasz Piszczek został nowym trenerem LKS-u Goczałkowice-Zdrój. 41-latek wraca do klubu ze swojej rodzinnej miejscowości po mocno nieudanej przygodzie w GKS-ie Tychy. Obecnie LKS rywalizuje w Betclic 3. Lidze, co może sprawiać wrażenie sporego kroku wstecz w trenerskiej karierze Piszczka. Czy praca w Goczałkowicach pozwoli odbudować mu swoją pozycję w piłce?
Powrót do rodzinnej miejscowości
Powrót Łukasza Piszczka do Goczałkowic można odbierać na różne sposoby. Sam szkoleniowiec z pewnością jest zadowolony z takiego rozwiązania, a na tym etapie kariery to może być dla niego kluczowe. Po nieudanej pierwszej przygodzie w roli trenera musi odbudować swoją pozycję. Trudno o lepsze miejsce niż klub z rodzinnej miejscowości, gdzie doskonale zna otoczenie i będzie pracował pod zdecydowanie mniejszą presją. Jeśli LKS za jego rządów nie zacznie regularnie zawodzić, Piszczek powinien mieć komfort spokojnej pracy.
Z drugiej strony trudno nie zwrócić uwagi na to, jak mocno wyhamowała jego kariera trenerska. Na początku sezonu 2024/2025 był asystentem pierwszego trenera Borussii Dortmund, a jego zespół rywalizował w Lidze Mistrzów. Po zwolnieniu Nuriego Sahina również opuścił klub i wydawało się, że szybko znajdzie kolejne miejsce na wysokim poziomie. W listopadzie 2025 roku objął GKS Tychy, jednak tej przygody nie może zaliczyć do udanych. Teraz ponownie wraca do Goczałkowic, tym razem jako pierwszy trener. To pokazuje, jak duży krok wstecz zrobiła jego trenerska kariera. Mimo to wielu kibiców nadal wierzy w jego warsztat i liczy, że zdoła odbudować swoją markę.
Przed Piszczkiem stoi jednak wymagające zadanie. Betclic 3. Liga to bardzo specyficzne rozgrywki i, mimo że są czwartym poziomem rozgrywkowym w Polsce, nie brakuje w nich jakościowych zespołów. LKS należy do solidnych drużyn, ale wciąż sporo brakuje mu do walki o awans. Poprzedni sezon zakończył na 6. miejscu, tracąc do liderującej Lechii Zielona Góra blisko 20 punktów. W klubie z pewnością liczą, że Piszczek wniesie zespół na wyższy poziom, jednak nie będzie to łatwe zadanie. Tym bardziej, że jego praca w GKS-ie Tychy zakończyła się dużym rozczarowaniem.
Łukasz Piszczek w Tychach nie zapisał się najlepiej
Przygodę Łukasza Piszczka w GKS-ie Tychy można podsumować słynną okładką „Faktu” z hasłem „Wstyd i kompromitacja”. Już od początku ten projekt wydawał się bardzo ryzykowny dla obu stron. GKS liczył, że za medialnością zatrudnienia byłego reprezentanta Polski pójdą również wyniki, których w tamtym momencie bardzo brakowało. Sam Piszczek także podejmował spore ryzyko, ponieważ ewentualne niepowodzenie mogło negatywnie odbić się na jego wizerunku jako trenera. Ostatecznie ten scenariusz się sprawdził. Zarówno klub, jak i szkoleniowiec sporo na tej współpracy stracili. Sam początek nie należał już do udanych, jednak wielu kibiców wiązało nadzieje z rundą wiosenną, która miała przynieść zmiany w tyskim zespole.










