Projekt Piszczka w Tychach się kończy. Co dalej z GKS-em?


Po fatalnych wynikach i kompromitujących porażkach GKS Tychy jest już jedną nogą w drugiej lidze.

10 marca 2026 Projekt Piszczka w Tychach się kończy. Co dalej z GKS-em?
Łukasz Sobala / PressFocus

Sytuacja GKS-u Tychy z beznadziejnej stała się katastrofalna. Drużyna Łukasza Piszczka przegrała dwa kluczowe spotkania i jest już jedną nogą w drugiej lidze. Mimo wielu zimowych transferów GKS nadal gra zdecydowanie poniżej oczekiwań. Piszczek miał pełnić rolę „strażaka” i spokojnie wyprowadzić klub na prostą. Na razie jednak pożar w samym klubie tylko się powiększył. Jak więc potoczą się losy GKS-u w najbliższych tygodniach?


Udostępnij na Udostępnij na

GKS Tychy i ich mecze „być albo nie być”

Już kilka tygodni temu, w wcześniejszym tekście o GKS-ie Tychy, wspomniałem, że dwa najbliższe spotkania będą bardzo istotne. Pomimo fatalnego początku pracy trener Piszczek wciąż miał okazję, aby się odbić. Mecze z Puszczą Niepołomice oraz ze Stalą Mielec wyglądały jak szansa na wprowadzenie choćby promyka nadziei i optymizmu w projekt pod tytułem „Piszczek”. Niestety, mówiąc o tej szansie, trzeba powiedzieć wprost w tym przypadku została ona niewykorzystana.

Domowy mecz z Puszczą to podręcznikowy przykład tego, jak obecnie gra zespół z Tychów. Początek spotkania był dobry, bo gospodarze szybko zdobyli bramkę. Po dalekim zagraniu Luisa Da Silvy z połowy boiska piłka trafiła w słupek bramki rywali. Szczęście GKS-u polegało na tym, że piłka idealnie odbiła się w stronę Piotra Krawczyka, który dostał patelnię na pustą bramkę. Mecz należał raczej do wyrównanych, choć lekką przewagę miała Puszcza. Nie była ona  duża, ale na zespół trenera Piszczka wystarczyła. W 40. minucie Amorildo Gjoni z trudnej sytuacji strzelił świetnego gola i w Tychach było już 1:1.

Po przerwie mecz układał się spokojnie aż do 60. minuty, gdy czerwoną kartkę obejrzał Igor Łasicki. Kapitan GKS-u Tychy w głupi sposób zatrzymał Wojciecha Hajdę, gdy ten wybiegał na wolną pozycję. Od tego momentu Puszcza przejęła inicjatywę i udokumentowała ją golem Piotra Mrozińskiego w 84 minucie. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1 dla Puszczy, a GKS z nożem na gardle podchodził do meczu ze Stalą Mielec. Wydawało się, że był to mecz ostatniej szansy nie tylko dla Łukasza Piszczka, ale i dla całego GKS-u Tychy. Ewentualna porażka sprawiała, że miejsce poza strefą spadkową oddalało się na tyle, iż jego odrobienie mogło stać się praktycznie niemożliwe.

30 minut i po zawodach. GKS Tychy – Stal Mielec

GKS Tychy w tym spotkaniu mimo wszystko nie był wskazywany jako zespół, który może doświadczyć tego, co ostatecznie się wydarzyło. Może i faktycznie ostatnie zwycięstwo miało miejsce jeszcze w wakacje, ale Stal Mielec wcale nie wydawała się znacząco lepszym zespołem. Drużyna prowadzona przez Ireneusza Mamrota zaledwie tydzień wcześniej wygrała swój pierwszy mecz od sierpnia. Atmosfera w Mielcu była więc odrobinę lepsza, lecz każdy wiedział, że obie drużyny będą bić się o utrzymanie. Samo spotkanie pokazało jednak, kto rzeczywiście ma większe szanse, aby utrzymać się na poziomie pierwszej ligi.

Stal Mielec w tym meczu wyglądała momentami jak za najlepszych lat w Ekstraklasie. Takiego luzu w rozgrywaniu akcji w Mielcu dawno nie było. Obrońcy Stali z łatwością wychodzili z pressingu rywali, a skrzydłowi mieli tyle miejsca na boisku, że aż prosiło się, aby właśnie tam skoncentrować swoje ataki. I dokładnie to zrobili, zdobywając w tym meczu cztery gole po akcjach skrzydłami. Sam początek spotkania był jeszcze obiecujący dla GKS-u. Faktycznie niewiele brakowało, aby to ekipa Łukasza Piszczka otworzyła wynik meczu po dobrym strzale Bartłomieja Barańskiego sprzed pola karnego. Po 15. minucie i pierwszym golu dla Stali wszystko jednak znowu się posypało. W 28. minucie na tablicy widniał już wynik 3:0 i w tym momencie naprawdę trudno było powiedzieć coś więcej.

GKS od pierwszego meczu Piszczka gra w obronie po prostu katastrofalnie. Napastnicy rywali traktują obrońców z Tychów jak pachołki na treningu. Kwintesencją całego sezonu GKS-u była bramka na 4:0 dla Stali Mielec po koszmarnym błędzie Jakuba Mądrzyka. Najważniejszy mecz sezonu zakończył się porażką 4:0 i cały projekt pod batutą Łukasza Piszczka wydaje się być po prostu skończony. Zresztą można to było zauważyć po samym trenerze i jego krótkiej konferencji po meczu.

Gratulacje dla Stali. Dla nas to duży wstyd i rozczarowanie Łukasz Piszczek na konferencji prasowej

Chwilę później zapytany o swoją najbliższą przyszłość w klubie odpowiedział:

„Na razie nie chcę się odnosić na gorącoŁukasz Piszczek

Na tych słowach konferencja GKS-u się zakończyła, a sama ta sytuacja dała wielu kibicom sporo do myślenia.

Łukasz Piszczek w Tychach – od początku to był zły pomysł?

GKS Tychy od lat słynie z dziwnych decyzji. Na papierze klub ma wszystko, aby awansować do Ekstraklasy, a mimo to z każdym sezonem coraz bardziej się od niej oddala. Kiedyś uważano, że to tylko kwestia czasu, aż GKS w końcu do niej awansuje, jednak nigdy do tego nie doszło. Nowy stadion wybudowany za grube miliony oraz przejęcie klubu w 2023 roku przez spółkę Tychy Investment Company Limited miały być początkiem nowej ery. Firma ta jest mocno powiązana z międzynarodowym koncernem Pacific Media Group, który posiada udziały w takich klubach jak chociażby OGC Nice. Nowym prezesem GKS-u Tychy został Max Kothny, znany działacz na niemieckim rynku piłkarskim. Wszystko to miało sprawić, że w Tychach w końcu pojawi się Ekstraklasa, a wraz z nią przynajmniej solidne wyniki.

Problem w tym, że klub jest źle zarządzany. O ile stadion miejski i ośrodek treningowy prezentują się dobrze, o tyle sytuacja finansowa wygląda już znacznie gorzej. Mimo to GKS wydaje pieniądze, choćby w ostatnim oknie transferowym. Prezes Kothny tłumaczył to tym, że właściciel zdecydował się przeznaczyć większe środki na utrzymanie zespołu w lidze. Gdy jednak zapytano go, dlaczego latem nie można było zwiększyć budżetu na ten sezon, prezes tłumaczył się ograniczeniami klubu i obowiązującymi limitami. Zrozumiała jest chęć oszczędzania jednak w tamtym momencie z klubu odeszło bardzo dużo piłkarzy, którzy byli istotnymi elementami całego zespołu.

Jeśli chodzi o samego Piszczka, tutaj również można przyczepić się do kilku nieścisłości. Poprzedni trener, Skowronek, nie mógł liczyć na taki kredyt zaufania, jaki otrzymał obecny szkoleniowiec GKS-u. Wydawało się to dość dziwne, tym bardziej że poprzedni sezon dla GKS-u był naprawdę dobry. Można się domyślać, że zatrudnienie Piszczka miało być chwytem marketingowym. W pewnym stopniu to się udało, ale nie w tak, jak tego wszyscy oczekiwali. GKS-owi zdecydowanie brakuje planu, a klub bardzo na tym traci co wręcz  najlepiej pokazuje obecne miejsce w tabeli.

Czy GKS Tychy może się utrzymać?

W teorii tak, w praktyce powątpiewam. Zespół jest totalnie rozbity i trudno uwierzyć, że mecz ze Śląskiem cokolwiek zmieni. Wydaje się mało prawdopodobne, aby GKS jeszcze się z tego wygrzebał. Co do projektu Piszczka to wyniki mówią same za siebie. Pomysł na grę mógł być dobry, ale trener najwyraźniej zbyt mocno zaufał swojej wizji, nie zwracając uwagi na to, kogo ma do dyspozycji.

Era Łukasza Piszczka w Tychach dobiegła końca. Porażki i fatalne wyniki sprawiły, że projekt, który jeszcze niedawno miał przynieść nową jakość, dziś wygląda na kompletnie nieudany. Sam trener prawdopodobnie otrzyma jeszcze szansę w innym klubie, jednak pytanie brzmi: co dalej z samym GKS-em? Nowym trenerem pierwszego zespołu został Rene Poms. Austriak jest znany przede wszystkim z tego, że przez dziesięć lat pracował jako asystent Nenada Bjelicy. Ma również za sobą przygodę w austriackim Grazer AK, z którym walczył o utrzymanie. Przed nowym trenerem stoi bardzo trudne zadanie – utrzymanie zespołu w Betclic 1. Lidze. Misja ta wydaje się niezwykle trudna, ponieważ drużyna znajduje się w totalnej rozsypce, a czasu na poprawę sytuacji jest niewiele. Mimo to już w najbliższą niedzielę będziemy mogli zobaczyć, jak poradzi sobie w nowej roli.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze