Powiedzieć, że mecz z Irlandią to był mecz Łukasza Piszczka, to tak jakby nic nie powiedzieć. Prawy obrońca naszej kadry wzbił się na wyżyny swoich umiejętności i pokazał wszystkim niedowiarkom, że jego czas w reprezentacji jeszcze nie minął. Takiego Łukasza chcemy oglądać na Euro 2016!
To był dziwny rok dla 30-letniego obrońcy Borussii Dortmund, choć niestety głównie stał pod znakiem kontuzji. Wypadał ze składu i wracał. I tak w kółko. Trudno o stabilizację formy, kiedy wychodząc na murawę, nie masz pewności, czy dotrwasz do ostatniego gwizdka sędziego.
W lutym zmagał się z kontuzją stawu skokowego, w sierpniu ucierpiało biodro, a we wrześniu na krótko wyeliminował go przywodziciel. Spędzał chyba za dużo czasu z Kubą Błaszczykowski, bo zaraził się skłonnością do łapania urazów.
Kiedy jednak trzeba było się zmobilizować i przypomnieć sobie o najlepszych latach, to wskoczył na poziom nieosiągalny dla Pawła Olkowskiego, dlatego trzeba chuchać i dmuchać na niego, zamknąć w sterylnym pokoju do czasu imprezy we Francji. Kiedy już się zastanawialiśmy, czy postawić na dżumę (Olkowskiego) czy cholerę (Piszczka), ten drugi zagrał kosmicznie. Może teraz zauważyliśmy, jaki potencjał jeszcze w nim drzemie. Kiedyś takie występy traktowaliśmy jak coś zupełnie naturalnego. Piszczek w składzie to była gwarancja jakości. Dopiero kiedy coś stracisz, zaczynasz to doceniać. Łukaszu, już nikt nie wątpi w Twoje umiejętności!
Akurat tak się złożyło, że jego dwa najlepsze mecze w tych eliminacjach to były… najlepsze mecze całej kadry. Potrzebujemy Piszczka w formie, jak ryba wody, jak Barcelona Messiego, jak Lech Trałki, jak Dolcan Ząbki Krzywickiego.
Już w meczu ze Szkocją było widać zalążek wielkiej formy, choć w pierwszej połowie był jeszcze nieco zamroczony. Druga to już poziom, do którego nas przyzwyczaił. Łukasz Piszczek w akcji (z góry przepraszamy za irytującą muzykę w tle):
Piłka ani przez moment mu nie przeszkadzała. Częste wyjścia z własnej połowy, dośrodkowania w punkt i… (tutaj zaskoczenie) – niezły występ w defensywie. W takiej formie bez obaw możemy go ustawić w jednej linii z Kamilem Glikiem i mamy pewność, że w zamian otrzymamy jakość. Taki obrońca, który dużo widzi i nie boi się niekonwencjonalnych zagrań, to skarb dla zespołu. Oczekiwaliśmy w ostatnich dwóch meczach stabilności, a Piszczek sprawił nam niemałą niespodziankę i był wiodącą postacią. (Mam nadzieję, że Krychowiak i Lewandowski się nie obrażą). O ile od wspomnianych dwójki można było oczekiwać świetnego występu, o tyle prawy defensor ostatnio nie raczył nas wysoką formą i mieliśmy spore obawy przed czwartkowym i niedzielnym meczem.











