Łotwa – gdzie się podziała drużyna z 2004 roku?


Awans na Euro 2004 przeszedł do łotewskiej historii sportu

24 marca 2019 Łotwa – gdzie się podziała drużyna z 2004 roku?
https://usercontent1.hubstatic.com/12605304.jpg

25 stycznia, rok 2002. Losowanie grup eliminacyjnych do mistrzostw Europy 2004 odbywające się w Portugalii. Reprezentacja Łotwy losowana jest z czwartego koszyka. Trafia do mocnej grupy ze Szwecją oraz Polską, drużynami, które zagrają na mundialu w Korei i Japonii. Z trzeciego koszyka wylosowano Węgry, a outsiderem grupy zostało San Marino. W tamtym momencie jeszcze nikt nie wiedział, że Łotwa zostanie największą niespodzianką tych eliminacji.


Udostępnij na Udostępnij na

Podczas losowania Łotwa znajdowała się na 31. miejscu rankingu UEFA i nikt o zdrowych zmysłach nie wskazałby jej jako faworyta do wyjścia z grupy. Zwłaszcza że jeszcze w poprzednich eliminacjach do mistrzostw świata 2002 w Korei i Japonii Łotwa zajęła przedostatnie miejsce w grupie… przed najsłabszą drużyną w Europie, San Marino.Nawet w starciu z tym zespołem nasi wschodni sąsiedzi nie potrafili zdobyć kompletu punktów. Jeden mecz wygrali skromnie 1:0, natomiast w drugim na stadionie klubu Skonto Ryga padł remis 1:1. Dzień później trener Łotyszy, Gary Johnson, został zwolniony. Jego miejsce zajął dotychczasowy asystent, Aleksandrs Starkovs, ojciec sukcesu Skonto Ryga, z którym jedenaście razy z rzędu sięgnął po mistrzostwo kraju.

Historyczne eliminacje

Starkovs dokończył eliminacje (trzy porażki) i zaczął przygotowania do następnych. Zaufał piłkarzom, których prowadził w Skonto Ryga. Byli to gracze z dużym bagażem doświadczenia, lubiący się i rozumiejący na boisku, co miało być ich głównym atutem. Dostępu do bramki miał strzec Aleksandrs Kolinko grający w Crystal Palace, w środku pola miał rządzić Vitalijs Astafjevs i Marians Pahars, który grał w Southampton. Za zdobywanie bramek miał być odpowiedzialny Maris Verpakovskis. Przygotowanie mentalne, pewność siebie oraz charakter do gry miały nadrabiać braki w umiejętnościach piłkarskich.

Już na samym początku eliminacji Łotwa zadziwiła piłkarski świat. Z reprezentacją Szwecji, w której składzie grał między innymi 21-letni Zlatan Ibrahimović, padł bezbramkowy remis. Następny mecz również okazał się sporą niespodzianką. Na stadionie Legii Warszawa reprezentacja Łotwy po golu strzelonym zza pola karnego przez Jurisa Laizansa wygrała z Polską 1:0.

W ostatnim starciu w roku kalendarzowym Łotysze mieli sporo szczęścia, gdy w ostatnich minutach spotkania piłkę do własnej siatki skierował obrońca San Marino, Carlo Valentini. Była to jedyna bramka w tym meczu. Dzięki zdobytym siedmiu punktom reprezentacja Łotwy sensacyjnie przewodziła grupie D. Po kolejnym zwycięstwie nad San Marino (3:0) przyszły dwie porażki – z Węgrami (1:3) oraz Polską (0:2). Udany rewanż nad ekipą „Madziarów” (3:1) pozwalał wierzyć Łotyszom w możliwość powalczenia w barażach.

Ostatnim przeciwnikiem na drodze „Sarkanbaltsarkani” (przydomek drużyny reprezentacyjnej) była Szwecja. Ekipa prowadzona przez Larsa Lagerbäcka miała zapewnione pierwsze miejsce w grupie, co w pewien sposób mogło zaburzyć koncentrację wśród Szwedów i pozwolić Łotyszom wywalczyć korzystny rezultat (do drugiego miejsca w grupie wystarczał remis). Bramka w 22. minucie zdobyta przez jedną z gwiazd reprezentacji, Marisa Verpakovskisa, była jedyną w tym spotkaniu. Sensacyjne zwycięstwo na wyjeździe ze Szwecją pozwoliło wejść do baraży, gdzie przeciwnikiem miał być brązowy medalista mistrzostw świata z 2002 roku, Turcja.

W pierwszym meczu na stadionie w Rydze zjawiło się około 10 tys. kibiców liczących na to, że ich piłkarze sprawią kolejną niespodziankę. Pierwszy krok w kierunku awansu wykonał niezawodny Verpakovskis, który otworzył wynik meczu. Turcy nie mieli zbyt wielu okazji do strzelenia gola, grali wolno, stwarzali mało sytuacji, a od 72. minuty musieli grać w osłabieniu. Wynik nie uległ już zmianie.

Amerykańska telewizja informacyjna CNN podała, że to spotkanie to największe wydarzenie w historii kraju, zaraz po zdobyciu niepodległości w 1991 roku. – Tureccy piłkarze odrobinę nas zlekceważyli, my nie mieliśmy z kolei nic do stracenia i nie ogarnął nas strach przed mocnym rywalem – powiedział obrońca Łotyszy, Korablovs. – Nie pojedziemy do Turcji jako turyści, jedziemy tam jako profesjonaliści, by wygrać mecz – mówił selekcjoner reprezentacji Łotwy.

Bez strachu i z wielką pewnością siebie Łotwa pojechała na rewanżowe spotkanie. W 64. minucie meczu zrobiło się jednak nerwowo, gdy gwiazda Turcji, Hakan Sükür, zdobył bramkę na 2:0. Niecały kwadrans później Łotysze wyrównali, a starcie zakończyło się remisem 2:2. Łotwa sprawiła niespodziankę i po raz pierwszy w historii piłki nożnej awansowała na duży europejski turniej.

Kopciuszek na wielkim turnieju

Łotwa była jedyną drużyną spośród szesnastu zespołów, która debiutowała na wielkiej imprezie. Podopieczni Starkovsa trafili do grupy D. Tam czekali na nich wicemistrzowie świata Niemcy, półfinaliści ostatnich mistrzostw Europy Holendrzy oraz mający świetną generację piłkarzy Czesi. Grupa zatem trudna, a swoich szans Łotysze upatrywali w solidnej defensywie, kontratakach oraz w swojej gwieździe, Marisie Verpakovskisie (sześć bramek w eliminacjach). Napastnik pół roku przed mistrzostwami za 2 miliony euro przeniósł się do Dynama Kijów. Kibice bardzo liczyli na zawodnika, który w 2003 roku (później również w 2004) został wybrany najlepszym piłkarzem w kraju.

Już sam udział w tak wielkiej imprezie był świętem narodowym. Natomiast prawdziwa eksplozja radości wybuchła pod koniec pierwszej połowy meczu z Czechami. Verpakovskis zdobył wtedy pierwszą i do tej pory jedyną bramkę dla reprezentacji Łotwy na turnieju tej rangi. Czesi po przerwie potrafili odrobić straty i pokonać swojego przeciwnika.

Drugie spotkanie na turnieju przeszło już jednak do historii, kiedy debiutant na europejskiej scenie zremisował bezbramkowo z ekipą „Die Mannschaft”. – To jest historyczny moment. Chciałoby się powiedzieć, że to było fantastyczne zwycięstwo, ale tak naprawdę był to fantastyczny remis. Jestem bardzo szczęśliwy i dumny z mojej drużyny oraz kraju – posumował po meczu Starkovs. W trzecim i niestety ostatnim pojedynku Holendrzy nie dali szans Łotyszom i pewnie pokonali ich 3:0.

Eksperci przed turniejem byli bezlitośni dla Łotwy, która miała zostać zmiażdżona przez silniejszych od siebie rywali. Tymczasem ekipa Starkovsa wracała do domu z podniesioną głową. Wstydu nie przynieśli. Z Czechami walczyli jak równy z równym, a w starciu z wicemistrzem świata zdobyli pierwszy historyczny punkt na wielkiej imprezie.
Po fantastycznej przygodzie na Euro drużynę opuścił ten, któremu zawdzięczano najwięcej, Aleksandrs Starkovs. Selekcjoner odszedł do Rosji, gdzie objął Spartak Moskwa. Starkovs wracał do kadry dwukrotnie. Nie udało mu się powtórzyć ani nawet zbliżyć się do sukcesu z 2004 roku.

Upadek drużyny

W trakcie mistrzostw Europy, średnia wieku łotewskiej drużyny była najwyższa wśród wszystkich uczestników. Chciano zatem przeprowadzić wymianę pokoleniową, lecz trudno było znaleźć zdolnych graczy z charakterem. W kadrze pojawiały się te same twarze. Warto nadmienić, że o sile reprezentacji długo stanowił Vitalijs Astafjevs, który grał w drużynie aż do 39. roku życia. W sumie wystąpił w aż 167 meczach, co jak na zawodnika grającego w polu robi ogromne wrażenie. Brakowało również następców Marisa Verpakovskisa, którego licznik zatrzymał się na 104 grach i 29 zdobytych bramkach. Do dzisiaj pozostaje najskuteczniejszym strzelcem w historii reprezentacji.

W kadrze Łotwy (a także w naszej ekstraklasie) pojawili się tacy napastnicy jak Deniss Rakels czy Eduards Visnakovs. Nie potrafią pójść w ślady swojego starszego kolegi i w kadrze, delikatnie mówiąc, zawodzą. Największe nadzieje związane były z ekszawodnikiem Lecha Poznań. Artjoms Rudnevs, bo o nim mowa, zaliczył 38 gier w kadrze i strzelił… dwa gole. Za mało jak na piłkarza robiącego karierę w Bundeslidze. Z drużyny grającej na Euro 2004 pozostały tylko wspaniałe wspomnienia, a nadzieje na powtórzenie osiągnięcia gasną z dnia na dzień.

Komentarze
antykleryk (gość) - 2 lata temu

cyt. "w starciu z tym zespołem (San Marino), NASI WSCHODNI SĄSIEDZI nie potrafili zdobyć kompletu punktów". A od kiedy to Łotwa jest naszym sąsiadem? Pamiętam tamte eliminacje. Niespodziewanie, przegraliśmy z nimi u siebie i nawet udany rewanż w Rydze, nie zdał się na nic. Głównie dzięki Szwedom, którzy przeszli obok meczu z nimi w ostatniej kolejce. W barażach z Turcją, nie dawałem im szans. "Kebaby" pokpiły jednak sprawę, chyba nawet bardziej od nas

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze