No i wystartowała. Wróciła z przytupem, wszak jeszcze przed jej rozpoczęciem poleciała już pierwsza głowa. Zaatakowała natychmiast, „Panenką” w wykonaniu Furmana. Dobiła ostatecznie meczem dla koneserów we Wrocławiu. Lotto Ekstraklasa. Tęskniliśmy za Tobą. A piłkarze? Zmęczeni ostrym sezonem sparingowym, starciami z mocnymi czwartoligowymi przedstawicielami, niektórzy zaś poturbowani przez macedońskich mocarzy, wybiegli na boiska. Na szczęście pogoda dopisała, żar z nieba ustąpił, temperatura zelżała, więc przynajmniej jedna wymówka odpadła. Czego byliśmy świadkami w 1. kolejce?
Jedenastka Asów
Problem mieliśmy z obsadą bramki. Malarz, Kelemen, Kelemen, Malarz… niemalże co chwilę zmienialiśmy nasz pogląd w tej kwestii. Ostatecznie postanowiliśmy docenić golkipera Legii, który po fatalnym dla siebie Superpucharze Polski, jakby to ujął Henryk Kasperczak, „zareagował pozytywnie”.
To zdecydowanie była kolejka pomocników, wśród których nie mogło zabraknąć przede wszystkim znakomitego Covilo. Do tej pory świadomi byliśmy jego umiejętności gry głową, lecz bramka zdobyta po strzale z dystansu? Tego jeszcze nie grano.
Ogólnie zresztą nie powinna dziwić przede wszystkim obecność w składzie zawodników Cracovii i Zagłębia. Chociaż wynik tych pierwszych martwi, bo pokazuje, że taka Szkendija prawdopodobnie w cuglach zdobyłaby mistrzostwo Polski. Nie zmienia to faktu, że w niedzielę przy Kałuży zagrało mnóstwo elementów. Począwszy od solidności Dąbrowskiego, do której się już przyzwyczailiśmy, do niezłego przywitania Mateusza Szczepaniaka z publicznością.
Miło również pisać o Patryku Małeckim, któremu ewidentnie na początku spotkania, jakbyśmy to powiedzieli, „już mu się Bale włączył”. Coraz przyjemniej patrzy się na progres skrzydłowego Wisły. Z drugiej strony, przecież jeszcze kilka lat temu był to jeden z najlepszych zawodników na poziomie ekstraklasy. Nie da się przecież aż tak zapomnieć o grze w piłkę, prawda?
Trenerem kolejki – Piotr Stokowiec. Bez żadnych wymówek, pokazał, że da się grać co trzy dni.
Jedenastka Ogórków
Na miejsca w pierwszej tegorocznej ogórkowej jedenastce zasłużyli sobie głównie piłkarze Korony i Piasta. Nad tymi pierwszymi nie ma co się już pastwić. Wystarczy, że od samego patrzenia robiło się po prostu żal, zwłaszcza Tomasza Wilmana. Jak wyznał Cezary Olbrycht, „nowy trener Korony, miłośnik zespołu Pink Floyd, zmierzył się ze ścianą”. Nic dodać, nic ująć.
Do dwójki stoperów z Kielc dokooptowaliśmy parę obrońców z Gliwic, która, mówiąc delikatnie, daleka jest od optymalnej dyspozycji. Po meczu z Cracovią coraz trudniej się dziwić tej całej ucieczce Latala.
Może to niektórych zaskoczy, ale Michał Masłowski póki co nie okazał się wielkim zbawieniem wicemistrzów Polski. Trudno zresztą się tego spodziewać po zawodniku, którego dobrego występu nie pamiętamy od… no właśnie, sami nie wiemy od kiedy. Z przodu znaleźliśmy miejsce dla Barisicia oraz Nielsena. Ten drugi swoim występem udowodnił, że będą mieć w Poznaniu wesoło z napastnikami.











