ŁKS Łódź zremisował 1:1 z Górnikiem Zabrze w spotkaniu 7. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Goście na prowadzenie wyprowadził Nakoulma. Wyrównał w drugiej połowie meczu Sebastian Szałachowski.
Początek spotkania należał do ŁKS-u. Łodzianie dłużej utrzymywali się przy piłce i kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. W tym czasie zdołali jednak oddać zaledwie jeden strzał na bramkę, którego autorem był Mladen Kasćelan. Jego uderzenie bez problemów wyłapał Skorupski.

Po 10 minutach do głosu zaczęli dochodzić zabrzanie. Coraz lepsza gra przyniosła skutki w 18. minucie. Prostopadłą piłkę do Kwieka zagrywał Mączyński. Podanie było jednak za mocne i wydawało się, że przejmie ją obrońca lub bramkarz ŁKS-u. Nieustępliwy Kwiek postanowił powalczyć o futbolówkę, co niespodziewanie przyniosło efekt. Pomocnik Górnika uprzedził bramkarza i wykopnął piłkę tuż sprzed nosa Velimirovicia. Ta trafiła na głowę Nakoulmy, który głową umieścił futbolówkę w pustej bramce.
Po kilku minutach podopieczni Adama Nawałki po raz kolejny zaatakowali. Tym razem po wstrzeleniu piłki w pole karne przez Thomika bramkarza gospodarzy postanowił sprawdzić sam Kwiek. Podanie partnera z zespołu było jednak na tyle mocne, że pomocnik zabrzan nie zdążył odpowiednio złożyć się do strzału i futbolówkę wyłapał Velimirović.
Sporo szczęścia łodzianie mieli również po dośrodkowaniu Adama Marciniaka. Do wrzuconej z lewej strony boiska piłki doszedł bowiem Nakoulma. Strzelec bramki z 18. minuty tym razem uderzył jednak nieczysto i mógł jedynie złapać się za głowę.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli piłkarze górniczego klubu, którzy mieli doskonałą sytuację do podwyższenia prowadzenia. Po zagraniu Nakoulmy sam na sam z bramkarzem znalazł się Kwiek, który minął Velimirovicia i zamiast zostawić futbolówkę stojącemu na wprost bramki Thomikowi zdecydował się sam kończyć akcję. Jak się okazało, był to błąd, ponieważ rozgrywający niezłe spotkanie pomocnik trafił tylko w boczną siatkę.
O tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, piłkarze Górnika przekonali się w 70. minucie. ŁKS, który do tej pory miał problemy z wymienieniem między sobą kilku podań, przeprowadził akcję zakończoną golem Szałachowskiego. Były legionista został doskonale obsłużony przez Marka Saganowskiego, który w tempo zagrał do wbiegającego w pole karne partnera. Szałachowski, będąc sam na sam ze Skorupskim, przepuścił piłkę między nogami bramkarza gości, a po chwili mógł unieść ręce w geście tryumfu, ponieważ futbolówka zatrzepotała w siatce.
Kilkadziesiąt sekund później łodzianie mogli wyjść na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzał Klepczarek. Piłka zmierzała w stronę bramki drużyny z Zabrza, ale w odpowiednim miejscu stał Nakoulma, który wybił ją z linii bramkowej.











