Przegrane baraże o PKO Ekstraklasę, plaga kontuzji, słaba postawa na własnym boisku, a do tego jeszcze problemy finansowe. Ostatnie miesiące nie są łatwe dla kibiców ŁKS-u.
Przeklęte baraże
20 czerwca 2021 roku, godz. 22:33. Jarosław Przybył zagwizdał po raz ostatni, a to oznaczało, że trafienie Serhija Krykuna wystarczyło, by to Górnik Łęczna, a nie ŁKS awansował do krajowej elity. Marzenia ełkaesiaków o szybkim powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej legły w gruzach.
Jeszcze przed decydującym meczem barażowym w Łodzi wierzono, że zła passa „Biało-czerwono-białych” wreszcie dobiegła końca. Po udanym starcie rozgrywek łodzianie walczyli nie tylko z boiskowymi rywalami, ale i epidemią koronawirusa w drużynie i spadkiem formy. W efekcie w pierwszych kolejkach zdobyli 31 punktów, a w ostatnich pięciu meczach rozegranych jesienią tylko jedno oczko. Drużyna słabo rozpoczęła też piłkarską wiosnę, czego skutkiem była zmiana na stanowisku szkoleniowca. Ireneusz Mamrot, który zastąpił Wojciecha Stawowego, nie potrafił jednak wydobyć potencjału drużyny i przed końcem rozgrywek pożegnał się z posadą.
W końcówce sezonu ŁKS prowadził dotychczasowy drugi szkoleniowiec, Marcin Pogorzała. Łodzianie złapali wiatr w żagle, wygrali z Bruk-Betem, zremisowali z GKS-em Tychy, w końcu pokonali na wyjeździe Arkę w pierwszym pojedynku barażowym. I gdy wydawało się, że teraz już wszystko musi się udać, ełkaesiacy na własnym boisku ulegli Górnikowi Łęczna i przegrali walkę o awans. Jak się później okazało, był to kluczowy moment ostatnich miesięcy rzutujący na dalszą działalność klubu.
W domu… najgorzej?
Jeszcze latem nic nie wskazywało na to, że utracony awans spowoduje duże problemy w zespole z al. Unii 2. Łodzianie planowo rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu – z nowym trenerem i nowymi zawodnikami w składzie. Drużyna zachowała trzon zespołu z poprzednich rozgrywek, a transfery doświadczonych zawodników jak Kozioł i Szeliga pozwalały wierzyć, że ŁKS ponownie będzie jednym z faworytów do awansu. Rzeczywistość jednak zweryfikowała mocarne plany łodzian. O ile początek rozgrywek w wykonaniu „Rycerzy Wiosny” nie wyglądał najgorzej, o czym pisaliśmy tutaj, tak z każdą następną kolejką drużyna zaczęła tracić swój styl gry i gubić punkty z potencjalnie słabszymi zespołami.
Fanów łódzkiej drużyny najbardziej denerwuje słaba postawa „Biało-czerwono-białych” na własnym boisku. Ełkaesiacy w roli gospodarza wygrali tylko ze Skrą Częstochowa (nie bierzemy pod uwagę zwycięskiego spotkania z Sandecją, które ŁKS rozgrywał w Łodzi oficjalnie jako gość). W pozostałych czterech meczach u siebie podopieczni Kibu Vicuny zdobyli jeszcze tylko punkt. Taki dorobek plasuje łodzian dopiero na 14. miejscu w tabeli uwzględniającej postawę pierwszoligowców w domowych spotkaniach. Co ciekawe, w podobnym zestawieniu obejmującym mecze wyjazdowe ełkaesiacy plasują się na drugiej lokacie. Łączny dorobek punktowy łodzian przekłada się na ósme miejsce w ligowej tabeli. Do miejsc barażowych ełkaesiacy tracą wprawdzie tylko dwa oczka, ale od strefy gwarantującej bezpośredni awans dzieli ich już osiem punktów (przy czym ŁKS ma jeszcze jedno zaległe spotkanie do rozegrania).












