Emocjonujące końcówki w meczach rozgrywanych w Łodzi na Stadionie Króla powoli stają się tradycją. W niedzielę ŁKS pokonał Pogoń Szczecin, strzelając gola w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Łodzianie już drugi raz z rzędu wygrali spotkanie na własnym boisku po bramce zdobytej tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego. Dzięki zwycięstwu zrównali się punktami z „Portowcami”.
Ełkaesiacy przystępowali do pojedynku z drużyną z Pomorza po przegranej w prestiżowym derbowym starciu z Widzewem. Mecz z Pogonią wydawał się idealną okazją do rehabilitacji po porażce z lokalnym rywalem. Szczecinianie jeszcze w czwartek rozgrywali rewanżowe starcie z KAA Gent w III rundzie eliminacji Ligi Konferencji Europy. I choć drugi mecz z belgijską drużyną nie miał większego znaczenia (losy dwumeczu rozstrzygnęły się w Gandawie, gdzie „Granatowo-bordowi” przegrali aż 0:5), to dodatkowe kilometry wybiegane przez „Portowców” działały na korzyść gospodarzy.
ŁKS – Pogoń: złoty gol Hotiego
Być może faktycznie to trudy czwartkowego spotkania okazały się decydujące dla losów niedzielnego meczu PKO BP Ekstraklasy. Jedno jest pewne – to łodzianie lepiej wytrzymali grę w okropnym upale. ŁKS w całym meczu przebiegł ponad 5,5 kilometra więcej od rywala. A co najważniejsze – znowu walczył do końca. Podopieczni Moskala już w doliczonym czasie gry najpierw trafili w słupek po uderzeniu Nacho, a chwilę później przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Fantastycznym strzałem z dystansu popisał się inny obcokrajowiec – Engjell Hoti. Dla Albańczyka z niemieckim paszportem było to premierowe trafienie w polskiej lidze.
ŁKS – Pogoń: pierwsze czyste konto Bobka
Wygrana beniaminka ma szczególne znaczenie dla Aleksandra Bobka. Utalentowany golkiper drużyny z Łodzi był chwalony po pierwszych meczach sezonu, ale nie miało to zbytniego przełożenia na dorobek punktowy jego zespołu. W niedzielę bramkarz ŁKS-u nie zanotował wielu spektakularnych interwencji. Udało mu się za to po raz pierwszy zachować w PKO BP Ekstraklasie czyste konto.
– Nasz przykład pokazuje, że warto grać do końca i wierzyć w wygraną. W meczach u siebie bardzo pomagają nam kibice. Cieszę się, że pod koniec pierwszej połowy wyczekałem sytuację Kamila Grosickiego i pozwoliłem mu się ostatecznie pomylić – mówił po meczu golkiper ŁKS-u.










