Ostatnie trzy spotkania pokazały, że piłkarze Jürgena Kloppa to tylko ludzie, a nie roboty. Widać, że w tym trudnym sezonie Liverpool dopadł mały kryzys formy. Na razie nie ma co panikować, bo piłkarze z Anfield wciąż znajdują się na pierwszym miejscu w tabeli. Niemiecki szkoleniowiec musi jednak szybko przywrócić blask swojej drużynie, bo już w następnej kolejce zmierzy się ona z rozpędzonym Manchesterem United.
Piłkarze Liverpoolu przyzwyczaili nas w ostatnich latach do niesamowitej dyspozycji. Weszli na poziom nieosiągalny dla innych zespołów w Anglii i na świecie, ale coś zaczyna szwankować w maszynie Jürgena Kloppa. Mecze z West Bromem, Newcastle i Southampton pokazały, że w tym trudnym sezonie „The Reds” nie są już zespołem z innej galaktyki.
Problem ze słabszymi rywalami
„Mentalne potwory”. Dwa słowa Jürgena Kloppa, które w zeszłym sezonie stały się wizytówką Liverpoolu. Żadna drużyna w Europie nie potrafiła w tak efektywny, a czasem i dramatyczny, sposób odwracać losów spotkania. Mecze z Aston Villą, Wolves czy Tottenhamem z ubiegłych rozgrywek są tego najlepszym potwierdzeniem. Nie było spotkania (szczególnie przed przerwaniem rozgrywek), którego losów „The Reds” nie potrafiliby odwrócić na swoją korzyść. Na samym początku można było mówić, że ekipa Jürgena Kloppa miała po prostu szczęście. Z każdym kolejnym spotkaniem stawało się to jednak normą, a o żadnym przypadku czy zbiegu okoliczności nie było mowy.
W tym sezonie jednak określenie „mentalne potwory” nie pasuje już w stu procentach do Liverpoolu. Ostatnie trzy spotkanie najlepiej to potwierdzają. West Brom, Newcastle i Southampton stawiły podopiecznym Jürgena Kloppa poważny opór. „The Reds” nie potrafili potwierdzić swojej dominacji w tych meczach golami. To właśnie ich najbardziej brakowało. Liverpool stwarzał sobie sytuacje, ale nikt nie potrafił zwieńczyć akcji bramką. W zeszłym sezonie gracze z Anfield byli do bólu skuteczni i to często decydowało o końcowym wyniku. W obecnym natomiast coraz częściej zdarza się jednak, że piłkarze Jürgena Kloppa nie są już w stanie, kolokwialnie mówiąc „przepychać” spotkań z teoretycznie słabszymi od siebie drużynami.
Liverpoolowi w tym sezonie zdecydowanie brakuje mistrzowskiego genu. Przede wszystkim w starciach z rywalami z dolnych rejonów tabeli. Piłkarze z Anfield gubili przecież punkty z takimi drużynami jak Fulham, Brighton, West Brom, Newcastle. Nie są to najlepsze drużyny w Anglii, a mimo to mistrzowie Premier League nie potrafili znaleźć na nich sposobu. Przeczy to zupełnie postawie Jürgena Kloppa w meczach, których ranga szybowała znacznie wyżej. W starciach z Chelsea, Wolves, Tottenhamem czy Manchesterem City Liverpool był zupełnie inną drużyną. Pewną siebie i zabójczo skuteczną. Atut











