Z każdym tygodniem nasilają się opinie, że Liverpool gra we własnej lidze. Najgroźniejsi rywale „The Reds” w walce o tytuł masowo gubią punkty, natomiast zespół z Anfield Road odprawia kolejnych przeciwników z kwitkiem. Mimo komfortowej przewagi podopieczni Jürgena Kloppa stale jednak powtarzają, że losy mistrzostwa nie są jeszcze przesądzone. Wykształcają wręcz kult następnego meczu, który stał się fundamentem obecnych sukcesów drużyny z czerwonej części Merseyside.Wystarczy rzut oka na tabelę Premier League, by zauważyć punktową przepaść między Liverpoolem a grupą pościgową. Przepaść tym większą, jeśli pod uwagę weźmie się niesamowitą dyspozycję zespołu z Anfield Road. W obecnej kampanii angielskiej ekstraklasy podopieczni Jürgena Kloppa odprawili już każdego z rywali. Niektórych, jak np. Tottenham Hotspur, nawet dwukrotnie.
Liverpool ściga się sam ze sobą, wyrównując bądź poprawiając kolejne rekordy. Mistrzowski tytuł dla „The Reds”, pierwszy od trzydziestu lat, wydaje się tylko kwestią czasu. Część brytyjskich ekspertów, z Garym Linekerem na czele, zdążyła już pogratulować sukcesu drużynie z czerwonej części Merseyside – w grudniu…
Euforia w mediach nie udzieliła się jednak zawodnikom, menedżerowi, a nawet kibicom Liverpoolu. Nie, na Anfield Road wszyscy, prawdopodobnie nauczeni doświadczeniem, siedzieli cicho. Cieszyli się z kolejnych zwycięstw, owszem, ale słowo mistrzostwo jakby było zakazane. W zamian w kolejnych wywiadach jak mantrę, wręcz niczym sekta, gracze Jürgena Kloppa powtarzali, że koncentrują się na kolejnym spotkaniu. Powtarzali, iż walka o tytuł nadal trwa, że obecna sytuacja w tabeli niewiele znaczy. W ślad za zawodnikami udali się kibice. Nadzieje na sukces rosły z każdą kolejką, lecz mało kto z sympatyków Liverpoolu uznawał już kampanię za rozstrzygniętą. Kult następnego meczu po piłkarzach niemiecki menedżer zaszczepił także kibicom.
Do czasu. Do momentu drugiego trafienia w ostatnim ligowym spotkaniu przeciwko Manchesterowi United. Na Anfield Road zapanował wtedy dziki szał.
We’re gonna win the league
Druga bramka, która definitywnie pozbawiła odwiecznych rywali Liverpoolu złudzeń o korzystnym rezultacie, sprawiła, że na Anfield Road eksplodowała bomba euforii. Nikt z sympatyków nie krył się już z nadziejami na mistrzowski tytuł. Nie, cały stadion po raz pierwszy w obecnym sezonie chóralnym śpiewem oświadczył, że wygrają ligę (z ang. ).











