Piłka powoli wraca do żywych. Po lidze niemieckiej oraz hiszpańskiej grę wznowiła również Premier League. Tak się złożyło, że na start zmierzą się ze sobą drużyny z Liverpoolu. Chociaż forma obu zespołów może być wielką niewiadomą, to i tak faworyt jest tylko jeden – „The Reds”, którzy pewnie zmierzają do pierwszego mistrzostwa Anglii od 30 lat.
Jürgen Klopp i jego drużyna mogą odetchnąć – zmagania ligowe zostały wznowione, co oznacza, że najpewniej zdobędą puchar Premier League. Gdyby postanowiono anulować rozgrywki, spokojnie można by było mówić o fatum. Tak się jednak nie stało.
Liverpool i jego słodko-gorzki sezon
Obecna kampania Premier League jest prawie idealna dla „The Reds”. 27 zwycięstw, jeden remis, jedna porażka oraz 22 punkty przewagi nad drugim Manchesterem City. Jedyną zadrą w oku okazało się starcie nie z drużyną z TOP 6, lecz z walczącym o utrzymanie Watfordem. Jeszcze pod koniec lutego zdobywca Ligi Mistrzów sensacyjnie poległ na stadionie „Szerszeni” aż 3:0.
Wynik ten oznaczał, że Liverpool nie dołączy do grona Preston North End oraz Arsenalu, czyli drużyn „The Invincibles”. Nie miałoby to i tak większego znaczenia, gdyby zdecydowano o anulowaniu dotychczasowych wyników: – Zmartwiłem się, kiedy ludzie zaczęli mówić o ewentualnym anulowaniu rozgrywek Premier League. Poczułem, że taka sytuacja byłaby dla mnie naprawdę bardzo trudna – powiedział Klopp w rozmowie z „The Mirror”. Tak się jednak nie stało. Jeśli natomiast Liverpool wygra z Evertonem, a Manchester City nie wywiezie kompletu punktów z Burnley, drużyna Pepa Guardioli straci matematyczne szanse na przegonienie Liverpoolu, co już ostatecznie rozstrzygnie sprawę mistrzostwa.
Tegoroczna edycja Ligi Mistrzów nie poszła po myśli niemieckiego szkoleniowca. Celem Kloppa – oprócz naturalnie mistrzostwa – była obrona Champions League. Chociaż jest to trudne, Real Madryt udowodnił, że jak najbardziej możliwe. Jednakże już pierwsza kolejka w fazie grupowej pokazała, że Liverpool może mieć problemy. „The Reds” przegrali bowiem z Napoli 2:0. Mimo tego w grupie z Włochami, Genkiem oraz Red Bull Salzburg bez większych problemów wyszli z pierwszego miejsca, zdobywając 13 punktów.
W 1/8 finału Liverpool trafił natomiast na trudnego przeciwnika. Chociaż Atletico zawodziło w lidze, w Champions League drużyna Diego Simeone wychodzi zawsze podwójnie zmotywowana. 1:0 w Madrycie oraz 3:2 po szalonej dogrywce przekreśliły marzenia kibiców „The Reds” o obronie trofeum. Mistrzostwo Anglii nie będzie jednakże jedynym sukcesem Liverpoolu. W grudniu bowiem wygrał on klubowe mistrzostwa świata, pokonując w finale brazylijskie Flamengo 1:0 po dogrywce.











