Tomasz Lipiński, dziennikarz tygodnika „Piłka Nożna” i komentator Canal+, podzielił się swoją opinią na kilka tematów. Mówił głównie o polskich piłkarzach związanych z Serie A i poruszył wiele ciekawych wątków.
Jak się zaczęła Pana praca w Canal+?
Był to 1998 rok. Canal+ akurat wykupił prawa do ligi włoskiej i zadzwonił do mnie Janusz Basałaj. Byłem wtedy w redakcji „Piłki Nożnej” i zapytał mnie, czy bym chciał pracować przy lidze włoskiej, wówczas jeszcze ze śp. Robertem Rymarowiczem. Następnie, trzy, cztery dni po tym telefonie, był mecz Napoli – Juventus ze studiem i bezpośrednią relacją. Najpierw były transmisje raz na miesiąc, później coraz częściej – tak to się wszystko potoczyło. Już trochę lat minęło, ale wszystko zaczęło się od Janusza Basałaja.
Jak Pan sobie radzi z tym, że nie ma Serie A w ofercie Canal+?
Bartosz Salamon (fot. Forzaitalianfootball.com)
Radzę sobie. Jakoś to przeżyłem i przebolałem. Jednocześnie żyję nadzieją, że się to kiedyś zmieni. Na razie rozgrywki śledzę zupełnie prywatnie. Oglądam mecze, staram się być na bieżąco i czytać. Życie toczy się dalej, ja zajmuję się teraz ligą polską i innymi sprawami. Specjalnie nie płaczę z tego powodu.
Od kiedy interesuje się Pan ligą włoską?
Od dzieciństwa. Najwcześniej był to rok 1982, w którym Zbigniew Boniek tam wyjechał. Kiedy grał w Juventusie, wzmogło się moje zainteresowanie. Później zbiegło się to z mistrzostwem świata dla Włochów. Później zacząłem się uczyć języka itd.
Jakie wskazówki dałby Pan tym, którzy chcą iść w Pana ślady?
Trzeba mieć przede wszystkim pasję i ją rozwijać, bo to jest najważniejsze. Należy znaleźć pasję oraz zainteresowania i drążyć to. Najważniejsza jest pasja. Jeśli się ją ma, to później wystarczy odrobina szczęścia i ludzie, którzy pomogą nam realizować cele. Nic więcej nie trzeba.
Ostatnio spekuluje się, że Paweł Wszołek i Bartosz Salamon są w kręgu zainteresowań Milanu. Uważa Pan, że ci piłkarze poradziliby sobie w ekipie „Rossonerich”?
Salamon lepiej by sobie poradził. Po pierwsze, na jego pozycji w Milanie jest w tej chwili mniejsza konkurencja. Po drugie, ma już otrzaskanie we Włoszech, jest tam ponad pięć lat. Wyjechał jako bardzo młody chłopak i ma tam bardzo wysokie notowania. Zatem trudno jest mi powiedzieć, czy on teraz w Milanie by grał. Paweł Wszołek to duży znak zapytania. Jest to piłkarz, który ma duże możliwości i we Włoszech może by się podobał, bo gra z rozmachem i bez kompleksów. Ma taki zadatek na bycie Roberto Donadonim w dawnym stylu, ale trudno cokolwiek spekulować na ten temat. W Salamona mocno wierzę i jest on bliżej sukcesu niż w przypadku Wszołka.
Rafał Wolski jest piłkarzem Fiorentiny. Myśli Pan, że może odnotować duży postęp we Włoszech i w przyszłości zrobić taką karierę jak Marek Koźmiński, który był na włoskich boiskachbardzo dobrym graczem?
Na pewno będzie to dla niego duży krok. W tym wieku trafił do Fiorentiny, do ligi włoskiej. Jeśli będzie grać i trenować na co dzień z takimi piłkarzami, jacy są we Fiorentinie, czy też występować obok zawodników Serie A, to siłą rzeczy nie ma możliwości, żeby nie zrobił postępów. W tym wypadku są tylko same plusy. Nawet jak zostanie lada moment wypożyczony do jakiegoś innego słabszego klubu, to nie ma możliwości, żeby się nie rozwijał. Myślę, że może zrobić większą karierę niż Marek Koźmiński, który był oczywiście dobrym zawodnikiem, bo wiele czasu spędził we Włoszech, ale skala talentu Wolskiego jest dużo większa, dlatego myślę, że może być piłkarzem większego formatu.
Dlaczego większość polskich piłkarzy wybiera kierunek niemiecki, turecki, francuski, a nie spróbują swych sił na Półwyspie Apenińskim?
El Shaarawy, AC Milan (fot. Sport360.com)
Dlatego że tam ich bardziej chcą. W Niemczech mają w postaci trzech zawodników z Dortmundu dobrą reklamę, że niemieckie kluby lepiej patrzą na polskich zawodników. Łatwiej jest też o pracę w Turcji, a we Włoszech powoli się to wszystko przeciera, bo dawno nie było takiej zimy, żeby zainteresowanie polskimi piłkarzami było tak duże. Paweł Wszołek, Bartosz Salamon, Rafał Wolski, Kamil Glik, jeszcze przecież Lewandowski, którego nazwisko ciągle się przewija, chociaż szanse na jego przyjście są niewielkie. Dawno nie było takiego zainteresowania, bo Włosi zmienili taktykę transferową. Kiedyś szykowali się na grube ryby, czyli wielkich zawodników z wielkimi osiągnięciami i nazwiskami. Teraz szukają młodszych perspektywicznych i przede wszystkim tańszych piłkarzy i w tym gronie mieszczą się Polacy.
Ostatnio Kamil Glik zbiera bardzo dobre noty we Włoszech. Uważa Pan, że obrońca reprezentacji Polski zrobi większy postęp i przeniesie się do silniejszej drużyny?
Myślę, że jeżeli będzie tak grał, będzie to kwestią czasu, ale Torino to w Polsce mało doceniany klub, który ma przed sobą duże możliwości i perspektywy. Rzeczywiście jest to zespół, który ma wspaniałą historię i jest skazany na to, aby być silniejszym z każdym rokiem. Jeśli zatem Glik zostanie tam przez dwa, trzy sezony, to nie będzie to dla niego staniem w miejscu. Może cieszyć przede wszystkim to, że tak dobrze sobie radzi, jest chwalony, bo Torino traci mało goli, występuje w pierwszym składzie i został dostrzeżony. Myślę, że jeżeli wszystko będzie szło w tym kierunku, to transfer do silniejszego klubu jest kwestią czasu, ale Torino to dla niego właściwa drużyna.
Czego brakuje polskiemu piłkarzowi, kiedy decyduje się na grę w Serie A?
Niczego. Jeżeli ma umiejętności, jest otwarty na świat, nie ma kompleksów, to niczego. Dobry piłkarz poradzi sobie w każdej lidze, nawet we włoskiej. Trochę zaznajomi się z taktyką, bo nie jest to wcale stereotyp, że Włosi są na tym punkcie bardzo wyczuleni. Zatem po paru lekcjach i po paru tygodniach zobaczymy, jak to wygląda od strony technicznej. Myślę, że Polacy nie są na tyle źle wyszkoleni i nie grają w piłkę gorzej niż Włosi.
Wcześniej we Włoszech występowali tacy piłkarze jak Kamil Kosowski i Radosław Matusiak. Dlaczego Pana zdaniem ich przygoda z calcio tak szybko się skończyła?
Matusiakowi zabrakło charakteru, co do tego nie mam wątpliwości. Dość szybko się zniechęcił, poza tym miał pecha, że natrafił na taką postać jak Edinson Cavani, z którym zaczęto go porównywać i na samym starcie przegrał rywalizację, a miejsc w ataku nie było zbyt wiele. Może też rola napastnika grającego we Włoszech jest na tyle niewdzięczna i jest dużo trudniej, dlatego Matusiak sobie nie poradził. Kamil Kosowski za późno trafił do ligi włoskiej, może też do niewłaściwego klubu, bo Chievo to nie był zespół, który by go motywował. Przede wszystkim ta ekipa walczyła o utrzymanie. Kosowski przyszedł do Włoch, żeby zdobyć doświadczenie, a nie po to, żeby zawojować ligę włoską.
Milanu zajmuje szóste miejsce w ligowej tabeli i nie jest tajemnicą, że przechodzi poważny kryzys. Sądzi Pan, że szybko z niego wyjdzie?
Nie. Może nie będzie się mówiło o kryzysie, bo ludzie się przyzwyczają, że możliwości finansowe Milanu są takie, a nie inne. To nie jest już klub, który będzie ściągał piłkarzy z najwyższej półki. Będzie się starał polepszać swoją pozycję – w miarę silną, ale nie najsilniejszą – poprzez sprowadzanie nowych zawodników i ich szkolenie. Nie sądzę, by władze było stać na wydanie 20-30 milionów euro na transfery. Zatem to będzie silny klub, ale nie najsilniejszy w ciągu dwóch, trzech lat we Włoszech czy w Europie.
W tym sezonie gigantyczny postęp zrobił Stephan El Shaarawy. Będzie on przez wiele lat barwną postacią w linii ataku mediolańczyków czy włodarze klubu postanowią sprzedać tego zawodnika do innego klubu?
Myślę, że nie, bo dla Milanu jest to duże szczęście, że objawił się ktoś, kto został sprowadzony za niewielkie pieniądze, ktoś, na kogo nikt nie liczył. W ogóle czarna rozpacz, jeżeli popatrzymy na Milan w tym sezonie. El Shaarawy jest to gość, wokół którego można budować nieco lepszą przyszłość, jest bardzo młody, ma 21 lat, więc nie sądzę, żeby go sprzedano. Uważam, że kibice mocno by się załamali. El Shaarawy zostanie w Milanie, tego jestem pewny, chyba że ktoś byłby w stanie zapłacić 30-40 milionów euro, ale w tej chwili takich możliwości nie ma.
Dlaczego w Milanie młodzi perspektywiczni zawodnicy, tacy jak chociażby Simone Ganz i Andrea Petanga, nie dostają swich szans?
Są inni zawodnicy, na przykład Sciglio, który się świetnie sprawdza i potrzebuje czasu. Nie można nagle, kiedy drużynie się nie wiedzie, wprowadzić kilku zawodników z Primavery do pierwszej drużyny, bo daleko się na tym nie zajedzie. Trzeba to wszystko robić stopniowo. I tak Milan jest dość młody, bo jak Allegri stawia na trójkę ofensywnych piłkarzy, którzy łącznie mają 60 lat, takich jak Niang, El Shaarawy i Bojan Krkić, to jest jakaś rewolucja. Niedawno mówiło się o Milanie jako drużynie piłkarskich emerytów. Zatem z pierwszego zespołu nie może się zrobić Milan Primavera. Jeżeli będą utalentowani, to przyjdzie na nich czas, ale spokojnie.
Edinson Cavani przewodziobecniew klasyfikacji strzelców Serie A, co budzi zainteresowanie wielueuropejskichklubów. W rachubę wchodzą bardzo duże pieniądze. Aurelio De Laurentiis skusi się na sprzedaż swojego snajpera czy zawodnik nadal będzie radował sympatyków z Neapolu swoimi bramkami?
Prezes Aurelio De Laurentiis cały czas twierdzi, że Cavani nie jest na sprzedaż. Jednak jeśli znajdzie się klub, który zapłaci dokładnie 63 miliony euro, to wtedy De Laurentiis nie będzie miał nic do powiedzenia i będzie musiał go sprzedać, bo taka jest klauzula odstępnego. Zatem nie ma co dyskutować, bo 63 miliony euro to jest cena za Cavaniego, taką kwotę ma wpisaną do swojego kontraktu. Jeśli pojawi się zespół, który tyle zapłaci, a Cavani zdecyduje się odejść, uzna, że ta oferta jest atrakcyjniejsza, to wtedy odejdzie. Na razie takiego klubu nie ma, więc Cavani robi swoje dla Napoli i ku zadowoleniu wszystkich neapolitańczyków.
Juventus na razie nie ma sobie równych we Włoszech. Czy ta drużyna może być lepsza od Interu Jose Mourinho?
Może. Jest to zupełnie inna drużyna i zobaczymy, jak będzie jej szło w Lidze Mistrzów. Jest to na pewno ekipa bardzo ciekawa i rozbudowana – ma szeroką kadrę. Brakuje tam napastników, ale z tego, co widać, to włodarze pracują nad tym, żeby kogoś sprowadzić. Potencjał jest ogromny, dlatego Conte można spokojnie porównywać z Mourinho, bo to jest wymagający człowiek. Nie zadowala się tym, co w tej chwili osiągnął, ale ciągle patrzy do przodu i pod tym względem można porównać Juventus z poprzednim Interem. Ja z niecierpliwością czekam na Ligę Mistrzów, bo Celtic wydaje się łatwym rywalem, a zobaczymy, co będzie później.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Tomasz Lipiński, dziennikarz tygodnika „Piłka Nożna” i komentator Canal+, podzielił się swoją opinią na kilka tematów. Mówił głównie o polskich piłkarzach związanych z Serie A i poruszył wiele ciekawych wątków.
Jak się zaczęła Pana praca w Canal+?
Był to 1998 rok. Canal+ akurat wykupił prawa do ligi włoskiej i zadzwonił do mnie Janusz Basałaj. Byłem wtedy w redakcji „Piłki Nożnej” i zapytał mnie, czy bym chciał pracować przy lidze włoskiej, wówczas jeszcze ze śp. Robertem Rymarowiczem. Następnie, trzy, cztery dni po tym telefonie, był mecz Napoli – Juventus ze studiem i bezpośrednią relacją. Najpierw były transmisje raz na miesiąc, później coraz częściej – tak to się wszystko potoczyło. Już trochę lat minęło, ale wszystko zaczęło się od Janusza Basałaja.
Jak Pan sobie radzi z tym, że nie ma Serie A w ofercie Canal+?
Bartosz Salamon (fot. Forzaitalianfootball.com)
Radzę sobie. Jakoś to przeżyłem i przebolałem. Jednocześnie żyję nadzieją, że się to kiedyś zmieni. Na razie rozgrywki śledzę zupełnie prywatnie. Oglądam mecze, staram się być na bieżąco i czytać. Życie toczy się dalej, ja zajmuję się teraz ligą polską i innymi sprawami. Specjalnie nie płaczę z tego powodu.
Od kiedy interesuje się Pan ligą włoską?
Od dzieciństwa. Najwcześniej był to rok 1982, w którym Zbigniew Boniek tam wyjechał. Kiedy grał w Juventusie, wzmogło się moje zainteresowanie. Później zbiegło się to z mistrzostwem świata dla Włochów. Później zacząłem się uczyć języka itd.
Jakie wskazówki dałby Pan tym, którzy chcą iść w Pana ślady?
Trzeba mieć przede wszystkim pasję i ją rozwijać, bo to jest najważniejsze. Należy znaleźć pasję oraz zainteresowania i drążyć to. Najważniejsza jest pasja. Jeśli się ją ma, to później wystarczy odrobina szczęścia i ludzie, którzy pomogą nam realizować cele. Nic więcej nie trzeba.
Ostatnio spekuluje się, że Paweł Wszołek i Bartosz Salamon są w kręgu zainteresowań Milanu. Uważa Pan, że ci piłkarze poradziliby sobie w ekipie „Rossonerich”?
Salamon lepiej by sobie poradził. Po pierwsze, na jego pozycji w Milanie jest w tej chwili mniejsza konkurencja. Po drugie, ma już otrzaskanie we Włoszech, jest tam ponad pięć lat. Wyjechał jako bardzo młody chłopak i ma tam bardzo wysokie notowania. Zatem trudno jest mi powiedzieć, czy on teraz w Milanie by grał. Paweł Wszołek to duży znak zapytania. Jest to piłkarz, który ma duże możliwości i we Włoszech może by się podobał, bo gra z rozmachem i bez kompleksów. Ma taki zadatek na bycie Roberto Donadonim w dawnym stylu, ale trudno cokolwiek spekulować na ten temat. W Salamona mocno wierzę i jest on bliżej sukcesu niż w przypadku Wszołka.
Rafał Wolski jest piłkarzem Fiorentiny. Myśli Pan, że może odnotować duży postęp we Włoszech i w przyszłości zrobić taką karierę jak Marek Koźmiński, który był na włoskich boiskachbardzo dobrym graczem?
Na pewno będzie to dla niego duży krok. W tym wieku trafił do Fiorentiny, do ligi włoskiej. Jeśli będzie grać i trenować na co dzień z takimi piłkarzami, jacy są we Fiorentinie, czy też występować obok zawodników Serie A, to siłą rzeczy nie ma możliwości, żeby nie zrobił postępów. W tym wypadku są tylko same plusy. Nawet jak zostanie lada moment wypożyczony do jakiegoś innego słabszego klubu, to nie ma możliwości, żeby się nie rozwijał. Myślę, że może zrobić większą karierę niż Marek Koźmiński, który był oczywiście dobrym zawodnikiem, bo wiele czasu spędził we Włoszech, ale skala talentu Wolskiego jest dużo większa, dlatego myślę, że może być piłkarzem większego formatu.
Dlaczego większość polskich piłkarzy wybiera kierunek niemiecki, turecki, francuski, a nie spróbują swych sił na Półwyspie Apenińskim?
El Shaarawy, AC Milan (fot. Sport360.com)
Dlatego że tam ich bardziej chcą. W Niemczech mają w postaci trzech zawodników z Dortmundu dobrą reklamę, że niemieckie kluby lepiej patrzą na polskich zawodników. Łatwiej jest też o pracę w Turcji, a we Włoszech powoli się to wszystko przeciera, bo dawno nie było takiej zimy, żeby zainteresowanie polskimi piłkarzami było tak duże. Paweł Wszołek, Bartosz Salamon, Rafał Wolski, Kamil Glik, jeszcze przecież Lewandowski, którego nazwisko ciągle się przewija, chociaż szanse na jego przyjście są niewielkie. Dawno nie było takiego zainteresowania, bo Włosi zmienili taktykę transferową. Kiedyś szykowali się na grube ryby, czyli wielkich zawodników z wielkimi osiągnięciami i nazwiskami. Teraz szukają młodszych perspektywicznych i przede wszystkim tańszych piłkarzy i w tym gronie mieszczą się Polacy.
Ostatnio Kamil Glik zbiera bardzo dobre noty we Włoszech. Uważa Pan, że obrońca reprezentacji Polski zrobi większy postęp i przeniesie się do silniejszej drużyny?
Myślę, że jeżeli będzie tak grał, będzie to kwestią czasu, ale Torino to w Polsce mało doceniany klub, który ma przed sobą duże możliwości i perspektywy. Rzeczywiście jest to zespół, który ma wspaniałą historię i jest skazany na to, aby być silniejszym z każdym rokiem. Jeśli zatem Glik zostanie tam przez dwa, trzy sezony, to nie będzie to dla niego staniem w miejscu. Może cieszyć przede wszystkim to, że tak dobrze sobie radzi, jest chwalony, bo Torino traci mało goli, występuje w pierwszym składzie i został dostrzeżony. Myślę, że jeżeli wszystko będzie szło w tym kierunku, to transfer do silniejszego klubu jest kwestią czasu, ale Torino to dla niego właściwa drużyna.
Czego brakuje polskiemu piłkarzowi, kiedy decyduje się na grę w Serie A?
Niczego. Jeżeli ma umiejętności, jest otwarty na świat, nie ma kompleksów, to niczego. Dobry piłkarz poradzi sobie w każdej lidze, nawet we włoskiej. Trochę zaznajomi się z taktyką, bo nie jest to wcale stereotyp, że Włosi są na tym punkcie bardzo wyczuleni. Zatem po paru lekcjach i po paru tygodniach zobaczymy, jak to wygląda od strony technicznej. Myślę, że Polacy nie są na tyle źle wyszkoleni i nie grają w piłkę gorzej niż Włosi.
Wcześniej we Włoszech występowali tacy piłkarze jak Kamil Kosowski i Radosław Matusiak. Dlaczego Pana zdaniem ich przygoda z calcio tak szybko się skończyła?
Matusiakowi zabrakło charakteru, co do tego nie mam wątpliwości. Dość szybko się zniechęcił, poza tym miał pecha, że natrafił na taką postać jak Edinson Cavani, z którym zaczęto go porównywać i na samym starcie przegrał rywalizację, a miejsc w ataku nie było zbyt wiele. Może też rola napastnika grającego we Włoszech jest na tyle niewdzięczna i jest dużo trudniej, dlatego Matusiak sobie nie poradził. Kamil Kosowski za późno trafił do ligi włoskiej, może też do niewłaściwego klubu, bo Chievo to nie był zespół, który by go motywował. Przede wszystkim ta ekipa walczyła o utrzymanie. Kosowski przyszedł do Włoch, żeby zdobyć doświadczenie, a nie po to, żeby zawojować ligę włoską.
Milanu zajmuje szóste miejsce w ligowej tabeli i nie jest tajemnicą, że przechodzi poważny kryzys. Sądzi Pan, że szybko z niego wyjdzie?
Nie. Może nie będzie się mówiło o kryzysie, bo ludzie się przyzwyczają, że możliwości finansowe Milanu są takie, a nie inne. To nie jest już klub, który będzie ściągał piłkarzy z najwyższej półki. Będzie się starał polepszać swoją pozycję – w miarę silną, ale nie najsilniejszą – poprzez sprowadzanie nowych zawodników i ich szkolenie. Nie sądzę, by władze było stać na wydanie 20-30 milionów euro na transfery. Zatem to będzie silny klub, ale nie najsilniejszy w ciągu dwóch, trzech lat we Włoszech czy w Europie.
W tym sezonie gigantyczny postęp zrobił Stephan El Shaarawy. Będzie on przez wiele lat barwną postacią w linii ataku mediolańczyków czy włodarze klubu postanowią sprzedać tego zawodnika do innego klubu?
Myślę, że nie, bo dla Milanu jest to duże szczęście, że objawił się ktoś, kto został sprowadzony za niewielkie pieniądze, ktoś, na kogo nikt nie liczył. W ogóle czarna rozpacz, jeżeli popatrzymy na Milan w tym sezonie. El Shaarawy jest to gość, wokół którego można budować nieco lepszą przyszłość, jest bardzo młody, ma 21 lat, więc nie sądzę, żeby go sprzedano. Uważam, że kibice mocno by się załamali. El Shaarawy zostanie w Milanie, tego jestem pewny, chyba że ktoś byłby w stanie zapłacić 30-40 milionów euro, ale w tej chwili takich możliwości nie ma.
Dlaczego w Milanie młodzi perspektywiczni zawodnicy, tacy jak chociażby Simone Ganz i Andrea Petanga, nie dostają swich szans?
Są inni zawodnicy, na przykład Sciglio, który się świetnie sprawdza i potrzebuje czasu. Nie można nagle, kiedy drużynie się nie wiedzie, wprowadzić kilku zawodników z Primavery do pierwszej drużyny, bo daleko się na tym nie zajedzie. Trzeba to wszystko robić stopniowo. I tak Milan jest dość młody, bo jak Allegri stawia na trójkę ofensywnych piłkarzy, którzy łącznie mają 60 lat, takich jak Niang, El Shaarawy i Bojan Krkić, to jest jakaś rewolucja. Niedawno mówiło się o Milanie jako drużynie piłkarskich emerytów. Zatem z pierwszego zespołu nie może się zrobić Milan Primavera. Jeżeli będą utalentowani, to przyjdzie na nich czas, ale spokojnie.
Edinson Cavani przewodziobecniew klasyfikacji strzelców Serie A, co budzi zainteresowanie wielueuropejskichklubów. W rachubę wchodzą bardzo duże pieniądze. Aurelio De Laurentiis skusi się na sprzedaż swojego snajpera czy zawodnik nadal będzie radował sympatyków z Neapolu swoimi bramkami?
Prezes Aurelio De Laurentiis cały czas twierdzi, że Cavani nie jest na sprzedaż. Jednak jeśli znajdzie się klub, który zapłaci dokładnie 63 miliony euro, to wtedy De Laurentiis nie będzie miał nic do powiedzenia i będzie musiał go sprzedać, bo taka jest klauzula odstępnego. Zatem nie ma co dyskutować, bo 63 miliony euro to jest cena za Cavaniego, taką kwotę ma wpisaną do swojego kontraktu. Jeśli pojawi się zespół, który tyle zapłaci, a Cavani zdecyduje się odejść, uzna, że ta oferta jest atrakcyjniejsza, to wtedy odejdzie. Na razie takiego klubu nie ma, więc Cavani robi swoje dla Napoli i ku zadowoleniu wszystkich neapolitańczyków.
Juventus na razie nie ma sobie równych we Włoszech. Czy ta drużyna może być lepsza od Interu Jose Mourinho?
Może. Jest to zupełnie inna drużyna i zobaczymy, jak będzie jej szło w Lidze Mistrzów. Jest to na pewno ekipa bardzo ciekawa i rozbudowana – ma szeroką kadrę. Brakuje tam napastników, ale z tego, co widać, to włodarze pracują nad tym, żeby kogoś sprowadzić. Potencjał jest ogromny, dlatego Conte można spokojnie porównywać z Mourinho, bo to jest wymagający człowiek. Nie zadowala się tym, co w tej chwili osiągnął, ale ciągle patrzy do przodu i pod tym względem można porównać Juventus z poprzednim Interem. Ja z niecierpliwością czekam na Ligę Mistrzów, bo Celtic wydaje się łatwym rywalem, a zobaczymy, co będzie później.