Wraz z początkiem sezonu 2020/2021 na najwyższych szczeblach rozgrywkowych w Polsce osiedli się dziesięć zespołów rezerw klubów ekstraklasy. Osiem z nich będzie występować w 3. lidze, a pozostała dwójka, czyli Śląsk Wrocław i Lech Poznań, rozpocznie kampanię na poziomie centralnym. Tam, z gotowością do bronienia swoich ziem, czekają już inne ekipy 2-ligowe, które oprócz odpierania obecnych ataków muszą przygotować się na ekspansję Legii Warszawa, Cracovii czy Korony Kielce. Nie ma co ukrywać, że ci najwięksi pragną dla siebie jak najlepszych warunków, a to klubom pokroju Elany Toruń czy Garbarnii Kraków zwiastuje jedno – kłopoty. Ekstraklasa nadciąga.
Nadchodzą gorsze czasy dla klubów „nieekstraklasowych”?
Jeśli szturm rezerw na 2. ligę będzie postępował, a ich świeżo postawione zasieki na nowo zdobytym polu będą wystarczająco silne, może dojść do sytuacji, gdy – mówiąc kolokwialnie – zrobi się ciasno. Co oczywiste, dla klubów z mniejszymi budżetami, które nie mają możliwości wezwania posiłków (w postaci piłkarzy) dwie klasy lepszych tak po prostu, z dnia na dzień. I o ile można powiedzieć, że taki jest futbol, a kolej rzeczy na zasadzie większy zjada mniejszego to w sporcie rzecz zupełnie normalna, o tyle niepokojący jest fakt, że z biegiem czasu 2. ligę (potencjalnie) może zdominować ekstraklasa. To znaczy szereg jej zespołów.
Jeden kontrargument jest tutaj niepodważalny. Na przykładzie Lecha Poznań można zauważyć, że występy na wyższym poziomie rozgrywkowym niewątpliwie sprzyjają rozwojowi młodzieży. W końcu prędzej w meczu ekstraklasy wystąpi 18-latek, który zebrał szlify w 2. lidze, niż 18-latek, który zostanie włączony do kadry pierwszego zespołu z 4-ligowej murawy. Nie każdy klub jednak posiada taką filozofię, jaką wyznaje się w stolicy Wielkopolski, co w dużym skrócie oznacza, że na pierwszej linii szczebla centralnego niektórzy sięgną po bardziej radykalne środki.
Czytaj: większą liczbę piłkarzy z ekstraklasy. Przy (całkiem prawdopodobnym) założeniu, że w niedalekiej przyszłości drzwi do 2. ligi otworzy sobie więcej niż kilka zespołów rezerw (np. 5–6), nietrudno będzie o dość groteskowy obraz rozgrywek pod kątem nierówności w rywalizacji. Pytanie, czy jest to obraz, jaki chcielibyśmy zobaczyć?
Nie! Fikcję literacką czas zacząć: Ekstraklasa U-23
Ktoś wykrzyknie: „Człowieku, ale to już było, nie wypaliło i nie wróci więcej!”. Fakt, projekt tego rodzaju swoje miejsce w historii polskiej piłki ma i trudno wspominać go dobrze. Trwał jedynie przez sześć sezonów i ogólnego poziomu tutejszej młodzieży w sposób zauważalny nie poprawił. Mimo że zainspirowany włoskim systemem rozgrywek nie nawiązał do sukcesu, jaki swego czasu osiągnął pomysł na Półwyspie Apenińskim. Dzisiaj ligę dla polskich młodzieżowców wspominamy z małym niesmakiem, choć są kluby (Legia Warszawa i Zagłębie Lubin), które nie mogły narzekać, wiodąc prym w tej kategorii.











