Ligowa piłka wraca na Wyspy


Po prawie trzech miesiącach przerwy do gry wraca najsilniejsza liga na świecie. Szalone „okienko transferowe”, podczas którego wiele znaczących postaci opuściło Anglię, wcale nie spowodowało, że rozgrywki Premiership stracą na wartości. W blokach startowych na starcie wyścigu po mistrzostwo Anglii stoi dwadzieścia drużyn. Kto będzie triumfował na mecie? To rozstrzygnie się na boisku – inauguracja już jutro.


Udostępnij na Udostępnij na

Wielu fachowców twierdzi, że broniący mistrzowskiego tytułu gracze Manchesteru United nie będą w stanie powtórzyć sukcesu z trzech ostatnich sezonów. Jako powód podają odejście gwiazd „Czerwonych Diabłów” – Cristiano Ronaldo i Carlosa Teveza. Większość znawców angielskiego futbolu z pobłażaniem pukała się w czoło, słysząc wieści płynące z Old Trafford odnośnie transferów. W tym szaleństwie jest zapewne jakaś metoda, bo trudno podejrzewać najbardziej doświadczonego trenera na Wyspach – sir Alexa Fergusona o brak pomysłu na grę „Czerwonych Diabłów” w najbliższym sezonie. 68-letni Szkot z pewnością ma plan, który ma zapewnić czwarte z rzędu mistrzostwo dla United.

Na początek jednak, do boju stanie inny pretendent do mistrzowskiego tronu – Chelsea Londyn. Swoją siłę „The Blues” pokazali, pokonując w meczu o Tarczę Wspólnoty ekipę Fergusona. Debiut na stanowisku szkoleniowca był więc nadzwyczaj udany dla Carlo Ancelotti’ego. Na Stamford Bridge po długim okresie niepewności udało się zatrzymać Johna Terry’ego, do zespołu dołączyli Jurij Żyrkow i Claudio Pizzaro, a to oczywisty sygnał wysyłany z zachodniego Londynu – będziemy walczyć o mistrzostwo. Na inaugurację „The Blues” zmierzą się z graczami Phila Browna – Hull City. „Tygrysy” w tym meczu skazywane są na pożarcie, ale wszyscy pamiętają, jak świetny start w Premiership zaliczyli w zeszłym sezonie piłkarze z KC Stadium. Wtedy były to dobre złego początki. Jak będzie teraz? Początek spotkania już jutro o 12.45.

Niezwykle ciekawie zapowiada się też ostatnie z sobotnich spotkań. Na Goodison Park w Liverpoolu, miejscowy Everton zmierzy się z Arsenalem Londyn. „Kanonierzy” marzą o tym, aby w końcu zawalczyć w Premiership „o coś więcej”. Mimo wielu znaczących nazwisk w składzie i bardzo dobrego szkoleniowca – Arsene’a Wengera, na ławce trenerskiej, Arsenal ma problemy z walką o najwyższe cele. Teraz, na inaugurację sezonu, piłkarze z północnego Londynu udają się do Liverpoolu, by walczyć o pierwsze punkty z Evertonem. Piłkarze Davida Moyesa w poprzednich rozgrywkach uplasowali się w tabeli za Arsenalem, ale z roku na rok robią postępy i grają coraz lepiej. Trener „The Toffees” jest jednym z najlepszych szkoleniowców w Premiership i sam sir Alex Ferguson powiedział kiedyś, że jeśli miałby wskazać swojego następce, to byłby nim właśnie Moyes. Na boisku wydaje się jednak, że więcej atutów mają „Kanonierzy”, ale wszystko wyjaśni się na zielonej murawie już jutro późnym popołudniem.

W niedzielne przed- i popołudnie zaplanowano dwa spotkania. Najpierw na Old Trafford do boju staną mistrzowie Anglii naprzeciw beniaminka z Birmingham. Każdy inny wynik niż zwycięstwo „Czerwonych Diabłów” byłby nie lada sensacją. Piłkarze Fergusona, jeśli marzą o obronie tytułu, spotkania z beniaminkami muszą wygrywać, bo stawka na starcie Premiership dawno nie była tak wyrównana. Każde potknięcie i strata punktów w starciu ze słabszym rywalem, może być trudna do odrobienia.

Ostatnim meczem inauguracyjnej kolejki będzie starcie na White Hart Lane. Tottenham podejmie na własnym obiekcie wicemistrzów Anglii – jedenastkę Liverpoolu. Ostatnie spotkanie obu ekip w Londynie ma w pamięci zapewne Rafa Benitez. Jego drużyna przegrała wtedy 2:1, z okupującymi od początku rozgrywek dolne regiony tabeli, „Kogutami”. Był to równocześnie debiut na ławce trenerskiej „Spurs” Harry’ego Redknappa. Zwycięstwo nad Liverpoolem było początkiem niesamowitej serii, po której z kolejki na kolejkę piłkarze z północnego Londynu pięli się w górę tabeli, by ostatecznie zakończyć rozgrywki na ósmym miejscu. O podobnym do poprzedniego starcie sezonu na White Hart Lane nie myślą nawet w najczarniejszych koszmarach. Na dobry początek kibice chcieliby zwycięstwa, ale będzie to trudne zadanie, bo Rafa Benitez marzy o wywalczeniu mistrzostwa, a żeby to uczynić trzeba wygrywać z każdym, nawet na trudnym boisku rywala. Mecz zapowiada się niezwykle emocjonująco i powinien być dobrym zwieńczeniem pierwszej kolejki Premiership.

Przed nami dwa dni walki na angielskich boiskach. Po tym weekendzie będziemy o wiele mądrzejsi i jasne będzie, kto jest naprawdę mocny.

Najsilniejsza liga wraca do gry, w weekend czeka nas prawdziwa piłkarska uczta, kibicom wypada więc życzyć tylko jednego – smacznego.

Komentarze
~Pysio (gość) - 16 lat temu

Siły w Anglii tak sie wyrównały , że kazy zespół z
czołowej 8 może walczyć o mistrzostwo :)

Najnowsze