Kolejny raz ligowa kolejka portugalskiej ekstraklasy wyczekiwana jest ze względu na jedno spotkanie, niepodważalny hit. Sporting Lizbona podejmie na własnym stadionie FC Porto i będzie to jedna z ostatnich okazji do zatrzymania rozpędzonego lidera.
W ostatnim czasie portugalskie media porównały trenera Andre Villasa do wielkiego Jose Mourinho, selekcjonera kojarzonego z największymi sukcesami FC Porto z ostatnich lat. Działo się tak nie przez przypadek, gdyż obecny szkoleniowiec zespołu Pawła Kieszka, swego czasu był współpracownikiem wielkiego Jose. Teraz ma szansę potwierdzić opinię według, której drużyna znów zacznie kroczyć drogą pełną sukcesów. Krótko mówiąc, ma pokonać Sporting Lizbona.

Gospodarze niedzielnego spotkania stoją przed zadaniem niezwykle trudnym. Czy tę misję niemożliwą da się w ogóle wykonać? Każdy przecież pamięta, jak fatalnie skończyła Benfica, tak głośno mówiąca o chęci pokonania Porto. Tylko, że to właśnie Sporting jest mądrzejszy o doświadczenia Benfiki…
Mistrzowie Portugalii w meczu z Porto byli zestawieni zbyt defensywnie, przez co nie potrafili odpowiadać na składne akcje rywala. Sporting może zastosować manewr polegający na jak najmocniejszym naciskaniu piłkarzy Villasa, a to może przynieść niezwykle wymierne korzyści. Być może nawet zwycięstwo? Zresztą zaskoczenie to nie jedyny atut jakim może walczyć drużyna prowadzona przez Paulo Sergio. Sporting będzie miał w składzie kogoś takiego, jak Manichę, były piłkarz Porto, który w najważniejszych meczach potrafi grać znakomicie i nawet w starciu z tak niezwykłym środkiem pola, jakim dysponuje rywal, może pokazać wielką klasę.
Po drugiej stronie jest jednak również wielu wojowników, a smaczku dodaje fakt, że wśród gości pojawi się Joao Moutinho, w ostatnich latach jedna z największych gwiazd Sportingu, która opuściła Lizbonę, gdyż nie potrafiła dogadać się z działaczami w sprawie nowego kontraktu. My, postronni obserwatorzy, możemy się tylko cieszyć, ponieważ zapowiada się niesamowita walka.
Czy FC Porto można pokonać? Oczywiście, że tak. Skoro Barcelona potrafi przegrać na Camp Nou z Herkulesem, to Porto może przegrać z tak silnym rywalem jak Sporting. Kluczem do zwycięstwa wydaje się być to, co gospodarze będą mieli w głowie i czy nie przegrają meczu już w szatni. Tak jak Benfica.











