Liga Mistrzów CAF i Puchar Konfederacji Afryki – najciekawsze wydarzenia faz grupowych. Kącik egzotyczny #12


Afrykańskie puchary przechodzą w fazę play-offów. Co nietypowego wydarzyło się podczas rozgrywek grupowych?

3 kwietnia 2023 Liga Mistrzów CAF i Puchar Konfederacji Afryki – najciekawsze wydarzenia faz grupowych. Kącik egzotyczny #12
sabcsport.com

Liga Mistrzów CAF i Puchar Konfederacji Afryki to w tym momencie jedyne kontynentalne rozgrywki klubowe na Czarnym Lądzie. Jest ich mniej niż w Europie, a na dodatek – o wiele trudniej jest się do nich dostać. W fazach grupowych każdego z turniejów występuje jedynie 16 zespołów. Dodatkowo – nawet zwycięzca rozgrywek z poprzedniego sezonu nie ma zapewnionego miejsca w turnieju na następny rok. Dzięki temu Liga Mistrzów CAF i Puchar Konfederacji Afryki (odpowiednik Ligi Europy UEFA) cieszą się dużym prestiżem na swoim kontynencie.


Udostępnij na Udostępnij na

Liga Mistrzów CAF – sezon sezonowi nierówny

Przeglądając internet oraz rozmawiając ze znajomymi, łatwo natknąć się na opinię, że Liga Mistrzów UEFA bywa zbyt powtarzalna. Według tej teorii co roku w decydującej fazie są niemal te same zespoły. Po zweryfikowaniu tych informacji często okazuje się, że jest to prawda jedynie w połowie.

Jak to wygląda w najważniejszych rozgrywkach w Afryce? W ostatnich latach Liga Mistrzów CAF została kompletnie zdominowana przez egipskie Al Ahly. Na ostatnich sześć edycji klub ten zagrał aż pięć razy w finale! Jednak jego rywale w najważniejszych meczach rozgrywek dosyć mocno się przeplatali. Pochodzili oni aż z czterech różnych krajów – Republiki Południowej Afryki, Tunezji, Maroka oraz również z Egiptu.

Świadczy to o względnie dużej różnorodności rozgrywek – nie wliczając w to egipskiego dominatora. Przykładem na to jest ES Setif, które w zeszłym roku zagrało w półfinale rozgrywek, a w tym nie było w stanie nawet przystąpić do kwalifikacji. Jednak to jeszcze nic w porównaniu z wyczynem tej drużyny z sezonu 1988. Wówczas ES Setif w ciągu kilku dni wygrało afrykańską Ligę Mistrzów i… spadło do drugiej ligi algierskiej.

To dokonanie w aktualnej edycji próbuje powtórzyć inna drużyna z tego kraju – JS Kabylie. Liga Mistrzów CAF stoi przed nią otworem, gdyż już po pięciu meczach w grupie algierska ekipa zapewniła sobie awans do ćwierćfinału. Jednocześnie w swojej rodzimej lidze znajduje się ona na przedostatniej lokacie, a minęła już ponad połowa sezonu.

JS Kabylie z walki o awans wygryzło półfinalistę poprzedniej edycji afrykańskiej Ligi Mistrzów – Petro de Luandę. Było to niemałe zaskoczenie, szczególnie że klub ten w każdym meczu do ostatniej minuty bił się o każdy metr boiska. Robił to każdy zawodnik. Dosłownie. Nawet bramkarz.

Brutalne wybudzenie z pięknego snu

Jak już zostało wspomniane, Liga Mistrzów CAF jest turniejem, w którym gra jedynie szesnaście najlepszych drużyn z kontynentu. Dlatego sam awans do fazy grupowej jest wyczynem. W tym roku największym zaskoczeniem była obecność w niej ugandyjskiego Vipers SC. Drugi raz w historii drużyna z tego kraju dostała się do Ligi Mistrzów CAF, więc w Ugandzie na jej pierwszy mecz kibice przygotowywali się jak do święta narodowego. Bardzo szybko i bardzo brutalnie zostali sprowadzeni na ziemię.

Vipers SC już w 5. minucie pierwszego meczu straciło absurdalną bramkę. Zawodnik marokańskiego Raja Casablanca – Hamza Khabba – strzelił gola głową z około 25 metrów.

Wielu powodów do uśmiechu w tej edycji Ligi Mistrzów CAF nie mieli również kibice gwinejskiej Horoyi. Klub ten jest jedynym z zachodniej części Czarnego Lądu, który regularnie kwalifikuje się do fazy grupowej afrykańskich pucharów. Jak co roku Horoya chciała powalczyć o awans do play-offów. Początek miała naprawdę dobry, gdyż pokonała na własnym stadionie swojego bezpośredniego rywala w walce o 2. miejsce – Simbę.

Kluczowe w kwestii awansu miało być spotkanie rewanżowe między tymi drużynami, w ramach 5. kolejki fazy grupowej. Horoyi wystarczył remis, by całkiem dobrze się ustawić przed ostatnią kolejką, w której miała się ona zmierzyć u siebie ze słabiutkim Vipers, a Simba miała zagrać na wyjeździe z Rają. Jak zatem potoczyło się bezpośrednie spotkanie? Czy Horoya dała sobie szansę na awans do fazy play-off?

Otóż nie. Liga Mistrzów CAF nie widziała w swojej historii zbyt wielu takich pogromów, jaki nastąpił w tym meczu. Tanzańska Simba wygrała 7:0, mimo że w pozostałych pięciu meczach fazy grupowej zdobyła tylko trzy bramki.

Puchar Konfederacji Afryki – lustrzane odbicie

Liga Mistrzów CAF przyniosła nam już wiele nietypowych wątków w trwającej edycji. Puchar Konfederacji Afryki jest w tym sezonie jej lustrzanym odbiciem.

Marumo Gallants jest południowoafrykańskim odzwierciedleniem algierskiego JS Kabylie. Drużyna ta dostała się do kwalifikacji Pucharu Konfederacji Afryki dzięki zajęciu 2. miejsca w Pucharze RPA. W samej lidze Marumo Gallants zajęło 10. miejsce. Ku zaskoczeniu – udało się tej drużynie przejść przez eliminacje i awansować do fazy grupowej. Co więcej, już kolejkę przed jej zakończeniem zapewniła sobie miejsce w ćwierćfinale! Jednak afrykańskie puchary wydają się pocałunkiem śmierci dla tego klubu. Czemu? W lidze południowoafrykańskiej zajmuje on ostatnie miejsce, a do końca pozostało siedem kolejek.

Drużyną idącą śladami ugandyjskiego Vipers jest togijskie ASKO Kara. Pierwszy raz w historii drużyna z tego kraju dostała się do fazy grupowej Pucharu Konfederacji Afryki, więc awans był naprawdę dużym wydarzeniem. Zespół z Togo dużo lepiej wszedł w rozgrywki niż Vipers (co właściwie nie było trudne). ASKO Kara w swoim debiutanckim spotkaniu zremisowało 1:1 z egipskim Future FC.

Potem już tak kolorowo nie było. Pozostałe spotkania to cztery porażki i jeden remis. Żeby było jeszcze ciekawiej – zespół z Togo sam się pogrążył. Okazało się bowiem, że w pierwszym meczu z Future na boisku w zespole gospodarzy pojawił się Kagnvini Ama Tchoutchoui, którego nie powinno na nim być. W sezonie 2021/2022 w barwach mauretańskiego Nouadhibou FC otrzymał on karę trzech meczów zawieszenia za swoje brutalne zachowanie. Dwa spotkania odczekał w swoim byłym klubie. Zostało mu jeszcze jedno, ale zarząd ASKO Kara jakimś cudem się nie zorientował i zamiast posadzić na trybunach – wystawił go w pierwszym składzie. Togijczykom remis został odebrany i zostali ukarani walkowerem. Cóż, te okoliczności powrotu są chyba jeszcze gorsze niż te dotyczące Vipers.

Komentarze
snk (gość) - 1 rok temu

Zabrakło zdecydowanie opisu najlepszego zespołu bez porażki na świecie czyli Mamelodi Sundowns z RPA!

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze