Rozkręcamy się. Nadciągające kolejki ligowe nie będą już tymi pierwszymi – trzeba powoli przyzwyczajać się do nowego (starego?) porządku w naszej ukochanej, ekstraklasowej młócce. Co istotnego wydarzyło się w kolejce numer dwa? Zapraszamy do lektury.
1) Trafny Ruch Fornalika
Pierwszy mecz drugiej kolejki przyniósł pierwsze duże zaskoczenie. Ruch Fornalika, ten bez napastnika (rym nieświadomy), potrafił całkiem bezproblemowo pokonać Piasta Gliwice. Mało tego, obie bramki padły po strzałach napastników (tych, których ponoć w klubie nie ma), a więc Eduardsa Visnjakovsa i Michała Efira. Z dobrej strony, już po raz drugi, pokazał się Patryk Lipski. Braki kadrowe sprawiają, że czasem można potknąć się o nieoszlifowaną, diamentową bryłę. Lipski wygląda właśnie na kogoś takiego. Chorzowianie dopisują sobie trzy punkty, ale nieprawdą byłoby stwierdzenie, że zdominowali oni swojego przeciwnika. Piast starał się pokazać taktyczną wyższość, przechytrzył ich jednak Fornalik. Podopieczni Radoslava Latala bili głową w mur – pomimo optycznej przewagi niewiele z niej wynikało. Z grą zbliżoną do dzisiejszej gliwiczanie będą walczyli o utrzymanie. Co ciekawe, „Niebiescy” również.
2) Derby nie zawiodły
Derby Krakowa od zawsze wzbudzają emocje. Te jednak miały być jeszcze lepsze, pierwszy raz od dawien dawna Wisła bowiem nie była faworytem. Kto mecz oglądał, z pewnością się nie zawiódł, bo piątkowe starcie uznać należy za stuprocentowy hit kolejki. Pierwsza połowa rozgrywała się w takim tempie, że przyprawić mogła ona o kontuzję oczu, a doznania były tak wielkie, że prezesi obu klubów nie wytrzymali do ostatniego gwizdka na trybunach. Bramki padały jednak po błędach indywidualnych: mylili się Wójcicki i – jak za starych, dobrych czasów – Głowacki. O ile „Biała Gwiazda” pokazała jedynie swoje duże ambicje, o tyle Cracovia potwierdziła wysoką formę i przedłużyła swoją passę spotkań bez porażki. Najbardziej szalał na boisku Mateusz Cetnarski. Odczuwalny jest jednak brak napastnika. Po mieście krążą plotki, że przy ulicy Kałuży możemy za niedługi czas zobaczyć niejakiego Rudneva. Łotysz wyleciał niedawno z niemieckiego HSV, a ofert z zadłużonej Grecji boi się przyjmować. Czyżby zanosiło się na wielki powrót do ekstraklasy?
https://youtu.be/iRdhJH5ogSY
3) Przybyła maszyna do Lubina

Mało kto spodziewał się takiego startu Korony w lidze. Sześć punktów wywalczonych w meczach z Jagiellonią i na trudnym wyjeździe w Lubinie może się bardzo przydać w przyszłej walce o utrzymanie (bujającym w obłokach przypominam: to ciągle jest cel Korony). Zamiast zbierać solidny łomot od każdego przeciwnika, Korona z początku sezonu wygląda na ekipę nad wyraz solidną. Dobrze grają weterani, znakomitą formę osiągnęli ci, którzy mieli być kluczowi, niebywale odpalili młodzi. Marcin Cebula i Michał Przybyła mogą stać się w niedalekiej przyszłości bardzo głośnym duetem. Ten pierwszy ciągle bawi się (z) przeciwnikami, pokazując luz w grze, ten drugi bezlitośnie wykańcza akcje kielczan. W meczu z Zagłębiem zdobył swoją trzecią bramkę w drugim meczu ligowym tego sezonu, na dobrą sprawę było to jego pierwsze „czyste” trafienie – teraz nikt nie może powiedzieć, że napastnik Korony miał po prostu szczęście. „Miedziowi” mają o czym rozmawiać we własnym gronie. Potrafią oni przecież grać w piłkę, tymczasem po remisie z Podbeskidziem lubinianom przytrafiła się pierwsza ligowa porażka w 2015 roku (niepokonani wiosną w I lidze). Jeśli szybko nie odpalą, znowu zrobi się nerwowo.













