Przed meczem z Niemcami odważnie i głośno wypowiadał się Kevin-Prince Boateng. Według piłkarza Schalke Niemcy nie mają w swoich szeregach lidera, który w pojedynkę poprowadziłby ich do zwycięstwa. W dużej mierze ta wypowiedź mogła być spowodowana tym, że sam Boateng chciałby być tym liderem, a nie dostał takiej szansy. Może jednak jest w tym stwierdzeniu trochę racji.Niemcy we wczorajszym meczu z Ghaną byli w długich fragmentach wyraźnie stłamszeni. Agresja zawodników z Afryki nie pozwalała „Die Nationalelf” na swobodne rozgrywanie akcji, a nisko ustawiona linia obrony uniemożliwiała zagrywanie prostopadłych piłek na wolne pole. Do tego wszystkie zagrania w pole karne były zatrzymywane przez ofiarnie interweniujących obrońców, a żaden z niemieckich piłkarzy nie decydował się na indywidualne akcje. O korzystnym rezultacie zadecydowały dwa dobre dośrodkowania i choć Mats Hummels twierdzi, że Niemcy są obecnie w szczytowej formie, to skoro nie jest to wystarczające na ekipę Ghany, jak ma wystarczyć na pokonanie silniejszych rywali?
Po meczu z Portugalią wydawało się, że Niemcy z łatwością wyjdą ze swojej grupy, może nie miażdżąc kolejnych rywali tak jak Ronaldo i spółkę, ale pewnie wygrywając. Do zwycięstwa nad drużyną z Półwyspu Iberyjskiego poprowadził ich Thomas Müller, ale nie jest to piłkarz, który indywidualnymi umiejętnościami przesądzi o losach meczu. Kompletnie swoją formę zagubił Mario Götze, a Mesut Özil błyszczy tylko w wypadku, gdy ma wsparcie kolegów, którzy pokażą mu się do podania i wykończą je. Jeśli mielibyśmy wskazać największą zaletę zespołu zza naszej zachodniej granicy, na pewno byłaby to zespołowość i wyrównana kadra. Jeśli jednak ktoś kazałby wskazać lidera, najlepszego piłkarza czy największą gwiazdę, już pojawiłby się problem. Oczywiście nie musi być to problem dla zespołu, ale we wczorajszym meczu na pewno przydałby się ktoś lekko „szalony”, który niespodziewanym zagraniem czy też samodzielną akcją zmieniłby oblicze meczu.
Wczorajsze spotkanie uratowali doświadczeni Miroslav Klose i Bastian Schweinsteiger. Może to właśnie w którymś z nich należy upatrywać tego, który pociągnie reprezentację Niemiec do sukcesów? Według mnie mocnym kandydatem jest też Lukas Podolski, który niezależnie od postawy w klubie, w reprezentacji nie zawodzi nigdy. Jak to więc w końcu jest? Niemcy mają lidera czy nie mają? Oczywiście, że nie mają, przynajmniej nie w takim znaczeniu, w jakim rozumie to starszy z Boatengów. Jednak każdy z chłopców Löwa jest na tyle mocny, iż nawet wchodząc z ławki, jest w stanie zmienić przebieg spotkania. Tej drużynie nie potrzeba człowieka, który jest w stanie minąć pięciu zawodników, ale jednocześnie przez 80 minut spotkania grać piach.
W zespole Löwa brakuje agresji? Mają straszyć rywala? Okej, być może we wczorajszym meczu Ghańczycy ich stłamsili, ale pamiętajmy, że to oni walczyli o życie. Jestem przekonany, że tacy piłkarze, jak: Müller, Klose, Khedira, Boateng czy Hummels są w stanie pójść na wojnę fizyczną i psychiczną. Pokazało to chociażby starcie Müllera z Pepe, kiedy to piłkarz Bayernu zamiast kłaść się i symulować, od razu po kontakcie głową z Portugalczykiem podniósł się i miał wyraźną ochotę wyjaśnić wszelkie niejasności w mało dyplomatyczny sposób. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić Niemców, którzy odpuszczają i cofają nogę, bo rywal jest zbyt agresywny. To zupełnie nie w ich stylu. Ale już wyrachowanie i nierzucanie wszystkich sił na mecz grupowy? Jak najbardziej. Zresztą pamiętajmy, że drugi mecz na mundialu od kilkunastu już lat sprawia naszym zachodnim sąsiadom spore problemy.










