O tym, jak gra drużyna, decyduje kolektyw. Piłka nożna jest grą zespołową i bez współpracy między poszczególnymi zawodnikami nie ma szans na zwycięstwa i sukcesy. Jest jednak coś, co sprawia, że jedne drużyny są lepsze od drugich. Lider, ktoś, kto potrafi nie tylko swoimi umiejętnościami piłkarskimi, ale też charyzmą i dobrym wpływem na pozostałych, „pociągnąć” grę swojej jedenastki. W Premiership liderów nie brakuje, a ich osoby przekładają się najczęściej na miejsce danej ekipy w ligowej tabeli.
Piłka nożna jest grą zespołową, ale w przypadku, gdy drużyny walczące na boisku prezentują podobny poziom, decydują indywidualności. Potrzebny jest wtedy ktoś, kto weźmie na siebie odpowiedzialność za grę zespołu, przejmie dowodzenie i poprowadzi zespół do zwycięstwa.
Takim kimś jest obecnie w Arsenalu Cesc Fabregas. Chociaż Hiszpan jest jeszcze bardzo młody, na najwyższym poziomie gra już dobrych kilka lat i z wiekiem dojrzewał do roli lidera „Kanonierów”. Szkoleniowiec londyńczyków, Arsene Wenger, doskonale wiedział, co robi, dając szansę Fabregasowi już w młodym wieku. Francuz zauważył w Hiszpanie potencjał, ale nie tylko ten piłkarski, ale też przywódczy. Obecnie trudno wyobrazić sobie jedenastkę z północnego Londynu bez 22-latka.
Fabregas w tym sezonie strzela bramki, ale przede wszystkim asystuje przy golach kolegów, a cztery asysty i gol w ostatnim spotkaniu ligowym „Kanonierów” to wyczyn godny najlepszych piłkarzy świata. Dodatkowo Hiszpan kontroluje grę Arsenalu, kiedy trzeba mobilizuje kolegów, a kiedy jest taka potrzeba – uspokaja emocje, chociaż czasem zdarza się, że da się ponieść wyobraźni i zbyt energicznie dyskutuje z sędzią bądź innymi piłkarzami.
Na szczęście, takie sytuacje mają miejsce coraz rzadziej, a przecież Fabregas jest dopiero u progu piłkarskiej kariery i jeśli dalej będzie się rozwijał, wkrótce może być najlepszym piłkarzem świata. Trener Wenger ma ponadto szczęście, że mimo młodego wieku swoich piłkarzy wielu z nich jest w stanie kandydować do roli lidera, kiedy Fabregasa na boisku nie ma. W ostatnim czasie na godnego pomocnika dla Hiszpana wyrasta Thomas Vermaelen, który okazuje się być świetnie trafionym letnim transferem.
Mówiąc o liderach, nie można pominąć Stevena Gerrarda. Anglik również w bardzo młodym wieku przebił się do składu „The Reds” i już na początku pretendował do „prowadzenia” jedenastki z Merseyside. Świetne uderzenie, piękne asysty i niezliczona ilość kilometrów przebiegana na boisku, to cechuje reprezentanta Anglii. Dodatkowo do rangi lidera predestynuje go to, że całą dorosłą piłkarską karierę spędził na Anfield Road. Gerrard identyfikuje się z klubem i w każdej chwili jest w stanie doprowadzić do porządku „stranierich”, którzy mogą nie wkładać całego serca w grę Liverpoolu. Niestety, Anglik podobnie jak Fabregas ma czasem problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy, ale nie zmienia to faktu, że bez niego jedenastka z Merseyside na pewno nie prezentowałaby tak wysokiego poziomu.
Swojego lidera mają też „The Blues”, a właściwie jest ich dwóch. Myślę, że każdy kibic wie o kim mowa. Frank Lampard i John Terry, dwie opoki, które trzymają w ryzach drużynę Chelsea. Chociaż autorytet Terry’ego został trochę nadszarpnięty latem, kiedy obrońca „romansował” z prowadzonym przez Marka Hughesa Manchesterem City, to kibice już mu to wybaczyli i nie wyobrażają sobie składu bez reprezentanta Anglii.










