W środę z funkcji trenera Wisły Płock zwolniony został Kibu Vicuna. Zespół prowadzony przez Hiszpana zajmuje obecnie przedostatnie miejsce w tabeli ekstraklasy. Na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej Wisła traci trzy punkty do będącej miejsce wyżej Arki. Tyle samo punktów co „Nafciarze” ma ostatnia drużyna tego sezonu – Zagłębie Sosnowiec. Ci złapali jednak wiatr w żagle i nie wykluczone, że zdołają się utrzymać. Czy Ojrzyński będzie w stanie poprowadzić Wisłę Płock na właściwe tory i utrzymać zespół w ekstraklasie? Dziś przyjrzymy się jego postaci.
Na przełomie kilku ostatnich dni zwolnionych zostało aż czterech trenerów ekstraklasy. Jednym z nich jest Kibu Vicuna, były szkoleniowiec Wisły Płock. Jego miejsce zajmie dobrze znany w Polsce Leszek Ojrzyński. Przymierzany do Widzewa trener sądzi, że byłby w stanie poprowadzić Legię Warszawa, odrzucił ofertę z Azerbejdżanu, by teraz ratować kolejny zespół przed spadkiem z ekstraklasy.
Druga szansa
Dwanaście lat temu Leszek Ojrzyński jako młody trener otrzymał szansę od Wisły Płock. Występujący ówcześnie w drugiej lidze (dziś 1. liga) „Nafciarze” z usług trenera zrezygnowali zaledwie sześć miesięcy później. Trener pożegnał się z klubem wraz z zakończeniem sezonu 2007/2008. Prowadził zespół w dziewięciu spotkaniach, z czego drużyna wygrała trzy, przegrała pięć, a jeden zakończył się remisem.
Po wielu latach, znów obejmuje Wisłę, znów dziewięć meczów przed końcem sezonu. Tym razem w roli doświadczonego trenera z osiągnięciami na koncie. Trenera, który ma sprawić, że zespół z Płocka w następnym sezonie zagra w ekstraklasie, a nie poziom niżej. Trudno uwierzyć, że drużyna, która jeszcze rok temu biła się o występ w europejskich pucharach znajduje się teraz niemal na dnie tabeli. Tylko czy o Ojrzyńskim można myśleć jako o nadziei dla Wisły? Trener, mimo że doświadczony, obok sukcesów ma też na swoim koncie wtopy, takie jak ta, kiedy prowadził Górnika Zabrze w sezonie 2015/2016.
Ojrzyński – pogrążony przez własny sukces
Ojrzyński po raz pierwszy na stadionie ekstraklasy w roli trenera pojawił się jako szkoleniowiec Korony Kielce. W pierwszym sezonie Korona Ojrzyńskiego zajęła wysokie, piąte miejsce. Tylko pięć punktów zabrakło, aby w Kielcach kibice mogli cieszyć się z miejsca w pucharach. Trener, który wcześniej nie mógł zagrzać miejsca w klubie na dłużej niż rok dostał od Korony szansę zaistnienia w ekstraklasie i wykorzystał ją. Problem w tym, że był to jedynie jeden dobry sezon Korony pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego. Rok później Korona zakończyła rywalizację na 11 miejscu. Zarząd klubu wymagał od Ojrzyńskiego lepszych wyników i kiedy na starcie sezonu 2013/2014 zespół z Kielc w trzech meczach zdobył tylko jeden punkt przeciwko teoretycznie słabszym rywalom, postanowiono zwolnić trenera.
Ojrzyński zaliczył dobry okres w Podbeskidziu Bielsko-Biała. W październiku 2013 roku przejął drużynę, która spośród dwunastu meczów zdołała wygrać zaledwie jeden… z Koroną Kielce. Ojrzyński znalazł się więc w podobnej sytuacji co dziś – zatrudniony po to, aby zrobić co tylko się da, aby utrzymać drużynę w Ekstraklasie. I o ile dzisiejsza sytuacja Wisły Płock jest nieco zaskakująca, bo kto by pomyślał, że „Nafciarze” będą w tym roku ocierać się o dno , tak Podbeskidzie od początku sezonu typowane było jako kandydat do spadku. Mimo to, Leszek Ojrzyński zdołał wywalczyć z drużyną dziesiąte miejsce w tabeli. Pracę w Bielsku Ojrzyński zakończył w kwietniu 2015 roku po, wydawałoby się, dobrej jak na Podbeskidzie rundzie zasadniczej. Zarządowi klubu śniło się jednak miejsce w pierwszej ósemce i podjęto decyzję o zwolnieniu trenera.











