Leicester City w meczu z Chelsea pokazało, że nie znajduje się w samym czubie tabeli przez przypadek. Podopieczni Brendana Rodgersa pewnie pokonali „The Blues” i przynajmniej na kilkadziesiąt godzin wskoczyli na pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Na King Power Stadium na razie nikt nie mówi o mistrzowskich aspiracjach, ale jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kto wie, czy „Lisy” nie staną się czarnym koniem w walce o tytuł.
Wtorkowe starcie między Leicester City a Chelsea zapowiadało się na hit 18. kolejki Premier League. Oba zespoły chcą na koniec sezonu znaleźć się w najlepszej czwórce ligi. Przed meczem było więc pewne, że motywacji piłkarzom nie zabraknie. Wszyscy wiedzieli, o co toczy się gra. Mimo że jesteśmy dopiero na półmetku sezonu, zwycięstwo w takim spotkaniu dla jednych i drugich byłoby na wagę złota. Wygrana pozwoliłaby bowiem na oddalenie bądź zbliżenie się do przeciwników.
Przeciwległe bieguny
Oba zespoły przystępowały do wtorkowego starcia z zupełnie innego miejsca. Dla Leicester City wygrana z Chelsea oznaczałaby awans na pozycję lidera przynajmniej na kilkadziesiąt godzin. To z pewnością byłby świetny punkt wyjściowy dla podopiecznych Brendana Rodgersa. Po zeszłorocznym niepowodzeniu w końcówce sezonu, kiedy nie udało się awansować do Ligi Mistrzów, nikt nie chce na King Power Stadium dopuścić do podobnej sytuacji.
Na King Power Stadium cel jest jeden – zrobić kolejny krok naprzód i zająć miejsce w pierwszej czwórce. O kontynuacji, ciągłym rozwoju i obecnym sezonie wypowiedział się zresztą Brendan Rodgers. – Zawodnicy spisują się jak na razie bardzo dobrze. Kontynuujemy naszą pracę z zeszłego sezonu. Latem powiedziałem, że drużyna ma potencjał, ale potrzebuje czasu i konsekwencji. Pokazujemy to wszystko na naprawdę wysokim poziomie w obecnych rozgrywkach. Poradziliśmy sobie z urazami przy jednoczesnym zachowaniu naszego sposobu pracy i stylu – powiedział na przedmeczowej konferencji prasowej trener Leicester City.
Zupełnie w innym miejscu znajduje się natomiast Chelsea. Frank Lampard wciąż nie może być spokojny o swoją przyszłość. Jego zespół w sobotę co prawda pokonał Fulham, ale nie było to przekonujące zwycięstwo. Dla „The Blues” wtorkowe starcie miało więc ogromną wagę. Wygrana z Leicester City dałaby chwilę na złapanie oddechu. Ponadto poprawiłaby również nastroje w szatni i wśród kibiców. Na takim zwycięstwie można byłoby już budować fundamenty pod pozostałą część sezonu.











