12. kolejka polskiej Ekstraklasy stała pod znakiem derbów Krakowa i debiutu Jose Marii Bakero w meczu ligowym jako szkoleniowca Lecha Poznań. Jednak najlepsze wrażenie pozostawiła po sobie warszawska Legia, która pokonała liderującą Jagiellonię Białystok 2:0.
W 12. kolejce Ekstraklasy padło 14 bramek, co dało średnią 1,75 gola na mecz. Czterokrotnie górą byli gospodarze, przy trzech zwycięstwach gości, tylko jedno spotkanie zakończyło się remisem. Godny odnotowania jest fakt, że po raz trzeci z rzędu czyste konto zachował golkiper Ruchu Matko Perdijić, którego po raz ostatni pokonał Saidi Ntibazonkiza w 9. kolejce. Chorwacki bramkarz ma już na koncie 277 minut bez puszczenia gola. A oto, co działo się w poszczególnych spotkaniach.

Wisła panuje w Krakowie
Wielkie derby miały być świętem nie tylko Krakowa, ale i całej piłkarskiej Polski. Zawodnikom nie można odmówić waleczności, lecz spodziewaliśmy się odrobinę więcej emocji czysto piłkarskich. Cracovia, piastująca ostatnie miejsce w tabeli, grała bardzo odważnie. Raz po raz podopieczni Szatałowa stwarzali sobie okazje, z których najlepsze marnował Ntibazonkiza. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się bezbramkowym remisem, gola zdobyła „Biała Gwiazda”. Płaską piłkę w pole karne zagrał Kirm, a zagranie to na gola zamienił Boukhari. Wisła dopisała do swojego konta bardzo ważne trzy punkty, które w ostatecznym rozrachunku mogą okazać się niezwykle cenne.
Cenne punkty Zagłębia
Ciężko było wskazać faworyta tego spotkania. Pokazała to chociażby pierwsza połowa, w której obie drużyny grały bardzo nudną piłkę. To jednak kibice gospodarzy byli bardziej zadowoleni po 45 minutach, ponieważ bramkę dla „Miedziowych” zdobył Plizga. Zawodnik Zagłębia popisał się świetnym strzałem z dystansu, który jak się później okazało, zapewnił drużynie wygraną. W drugiej części rozgrywek mecz nabrał rumieńców. Gra się nieco ożywiła. Inicjatywę posiadali gracze Widzewa, którzy nie potrafili pokonać Isailovicia. W doliczonym czasie bardzo bliski zdobycia gola był Sernas, ale jego strzał zatrzymał się na słupku. Zwycięstwem w tym spotkaniu piłkarze „Miedziowych” być może choć trochę odkupią winy za przegrany mecz derbowy ze Śląskiem.
Legia na fali
Kolejne zwycięstwo odnieśli podopieczni Macieja Skorży, którzy najwyraźniej zapomnieli już o kryzysie z początku sezonu. Tym razem ofiarą warszawian padł zespół lidera Ekstraklasy. Jagiellonia przy Łazienkowskiej miała swoje sytuacje do zdobycia bramki, jednak więcej okazji mieli gospodarze, którzy byli też znacznie bardziej skuteczni niż podopieczni Michała Probierza. Gościom gola do szatni wbił… Skerla, który w 44. minucie pokonał własnego bramkarza. Wynik ustalił w doliczonym czasie gry Rzeźniczak. Legia wygrała czwarty mecz z rzędu i za tydzień jej siłę sprawdzi przy Reymonta krakowska Wisła. Przewaga „Dumy Podlasia” topnieje bardzo szybko i wielce prawdopodobne, że niedługo zostanie strącona z fotela lidera Ekstraklasy.











