Eliminacje do europejskich pucharów to dla polskich klubów zwykle pasmo bolesnych upokorzeń. Co roku mamy nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Jako pierwsza do walki o fazę grupową Champions League stanie w środę warszawska Legia. Rywal? Najbardziej wymagający z możliwych do wylosowania. Mistrz Norwegii – FK Bodo/Glimt. Pierwszą bitwę o awans do następnej rundy legioniści stoczą za kołem podbiegunowym.
Lipiec i sierpień to z perspektywy mistrza Polski kluczowe miesiące w kontekście całego sezonu. Okres przygotowawczy, kształtowanie kadry i eliminacje do europejskich pucharów. Te wszystkie czynniki wpływają na to, jak odbierany będzie zaczynający się właśnie sezon. Legia Warszawa przystępuje do niego niekoniecznie przygotowana na 100%. Sprawy nie ułatwia też fakt, że pierwszym rywalem „Wojskowych” będzie bardzo silny zespół z Bodo.
Transfery są czy raczej będą
Odejścia z klubu i pojawiające się w nim nowe twarze to coś, co najbardziej elektryzuje fanów w sezonie ogórkowym. Po zdobytym tytule mistrzowskim przy Łazienkowskiej doszło do niemałej rewolucji kadrowej. Z klubem pożegnało się dziesięciu piłkarzy i być może na tym się nie skończy, bo po dobrej postawie na mistrzostwach Europy ze stolicy odejść mogą Juranović czy Pekhart. W klubie pojawili się już ich następcy, jednak na większość z nich będziemy musieli jeszcze poczekać.
Jedynym zawodnikiem, który tego lata z miejsca wzmocnił Legię, jest Mahir Emreli. Pochodzący z Azerbejdżanu napastnik w przedsezonowych sparingach imponował skutecznością, techniką użytkową oraz wiedzą na temat swojego nowego miejsca pracy. W Warszawie dużo obiecują sobie po Azerze. Przy Łazienkowskiej tego typu napastnika brakowało, od kiedy do Chicago Fire przeniósł się Nemanja Nikolić.
Na Mahirze Emrelim realne wzmocnienia drużyny Czesława Michniewicza się kończą. Mattias Johansson, Josue, Maik Nawrocki czy Lindsay Rose zdaniem trenera potrzebują jeszcze kilku tygodni, aby dojść do odpowiedniej dyspozycji. Niewykluczone, że kilku z wcześniej wymienionych zobaczymy już w rewanżu z Bodo/Glimt, lecz to może być już za późno. Podobnie sytuacja wygląda z Jasurbkiem Yaxshiboyevem. Atakujący stracił początek przygotowań przez COVID, a następnie przez uraz.
Spośród zawodników, którzy w ostatnim roku pojawili się przy Łazienkowskiej, gotowy do walki o pierwszy skład powinien być tylko Ernest Muci. Młodzieżowy reprezentant Albanii zaaklimatyzował się w stolicy i podczas przygotowań pokazywał swój potencjał, jaki prezentował na treningach i podczas sparingów. Za wspomniane gry kontrolne trener Michniewicz chwalił swój zespół za postawę w ofensywie, gorzej jednak miała się sytuacja w obronie.











