Pięć punktów. Taką przewagę miał Piast nad Legią przed powrotem piłkarskiej wiosny. Ale wskutek problemów gliwiczan z wygrywaniem w 2016 roku (na razie dwa remisy i porażka) drużyna z Warszawy ma okazję niespodziewanie szybko odrobić tę stratę i zasiąść w fotelu lidera.
Zespół prowadzony przez Stanisława Czerczesowa wszedł w nowy rok z przytupem. Zaczęło się od pokonania Jagielonii Białystok (4:0), a następnie przyszła wyjazdowa wiktoria nad Zagłębiem w Lubinie. W tym pierwszym starciu widać było dużo jakości w grze wicemistrza Polski, szczególnie jeśli chodzi o grę pressingiem. Nic dziwnego, skoro Czerczesow ten aspekt gry określa jako stan jego duszy.
Podcięte skrzydła Legii
Jednak gdy następnie przyszło się zmierzyć z „Miedziowymi” prowadzonymi przez Piotra Stokowca, nie było już tak wesoło. Oczywiście udało się powiększyć liczbę punktów o kolejne trzy oczka, co było przecież celem wyjazdu do południowo-zachodniej Polski, ale gra nie wyglądała już tak dobrze.
https://www.youtube.com/watch?time_continue=4&v=ODDzcjrdsrE
Legia, za sprawą Aleksandara Prijovicia, szybko strzeliła bramkę i mimo że poźniej dołożyła drugą, nie kontrolowała wydarzeń boiskowych. Zawodziło rozegranie piłki, pressing nie był już tak skuteczny i to Zagłębie przez sporą część meczu wykazywało dominującą rolę nad przebiegiem wydarzeń. Zresztą potwierdzeniem niezłej dyspozycji lubinian był ich piątkowy wyjazd do Krakowa, gdzie na stadionie przy ul. Kałuży ograli trzecią ekipę naszej ligi, Cracovię.
Bardzo niepokojącym, martwiącym pewnie niejednego kibica „Wojskowych” problemem, z jakim zespół wrócił do Warszawy po tamtym starciu, były zawieszenia, jakie przez nadmiar żółtych kartek czekają Michała Kucharczyka i Guilherme w nadchodzącym spotkaniu z Ruchem. To oznacza, że przeciwko Ruchowi Legia nie będzie miała do dyspozycji żadnego nominalnego skrzydłowego.
Deficyt kadrowy na tej pozycji ma zostać zniwelowany kupnem Michaiła Aleksandrowa, 26-letniego Bułgara ostatnio grającego w Łudogorcu Razgrad. Sprawa transferu jest ponoć na ostatniej prostej. To też oznacza, że na Łazienkowskiej raczej nie będziemy oglądać Kamila Grosickiego. Skrzydłowy Rennes miał trafić z powrotem do klubu, w którym w przeszłości występował, by mieć większe ogranie meczowe przed Euro 2016, ale transfer ma małe szanse na powodzenie.
Na bokach najprawdopodobniej zagrają więc Ondrej Duda na lewej i Bartosz Bereszyński na prawej stronie. Jako że ten pierwszy jest prawonożny, to zapewne dość często będziemy oglądali go schodzącego do środka boiska, jego naturalnej strefy gry. To automatycznie będzie wymagało większego niż zwykle zaangażowania Adama Hlouska w podłączanie się do akcji ofensywnych. Z kolei z prawej strony możemy się spodziewać większej ilości dośrodkowań w pole karne, bo Bereszyński jest przecież nominalnym bocznym obrońcą.











