Legia Warszawa jest na fali. Po najsłabszym meczu Korony Kielce w tym sezonie podopieczni Macieja Skorży rozgromili wicelidera Ekstraklasy aż 4:1.
Gospodarze do starcia z legionistami przystąpili osłabieni brakiem Vukovicia, Mijailovicia i Niedzielana. Jak wielki wpływ ma na ten zespół brak czołowych zawodników pokazała akcja z 7. minuty. Wówczas gości na prowadzenie wyprowadził Kucharczyk, który dobił swój strzał w słupek. Zdobyta bramka dodała pewności graczom Macieja Skorży, którzy przez pierwsze 20 minut nie dali dojść do głosu „Złocisto-krwistym”. Po tym okresie do głosu doszli gospodarze, a strzał Korzyma z ostrego kąta wybronił Machnowskyj. Z minuty na minutę spotkanie stawało się coraz ciekawsze, a szanse na zmianę rezultatu mieli Sobolewski i Kucharczyk. W 25. minucie kolejny raz w opałach był ukraiński golkiper Legii, który końcami palców wybronił uderzenie Korzyma. 180 sekund później na tablicy wyników widniał remis, który kielczanom dał Stano. Sytuacja zmieniała się jednak jak w kalejdoskopie – w 30. minucie do długiego podania obrońcy Legii za pleców obrońców Korony, którym nie udała się pułapka ofsajdowa, doszedł Radović, który efektownie minął Małkowskiego. Były bramkarz Hibernian łapał go jednak za nogę, za co został ukarany czerwoną kartką. Rzut karny pewnie wykorzystał Vrdoljak, który precyzyjnym i mocnym strzałem od słupka pokonał Cierzniaka.
Na drugą połowę piłkarze wicelidera wyszli o wiele bardziej zmobilizowani. Pomimo gry w osłabieniu, podopieczni Marcina Sasala potrafili sobie stwarzać sytuacje do zdobycia bramki. Najwięcej miał ich Maciej Korzym. Legioniści nie byli jednak bierni, a 20 minut po wznowieniu gry w drugiej połowie wyprowadzili trzeci cios. Po wspaniałej akcji Kucharczyka, który na szybkości minął Hernaniego, dograł do Iwańskiego. Ten w sytuacji sam na sam na raty trafił do siatki. Trzecia bramka uspokoiła poczynania podopiecznych Macieja Skorży, którzy na Arenie Kielce czuli się niczym na treningu. Legia rozgrywała piłkę z wielkim spokojem, bardzo uprzykrzając grę piłkarzom Marcina Sasala. Goście sporadycznie próbowali zmienić stan spotkania. W 79. I 84. minucie w dobrej sytuacji był Stano, jednak obrońcy Korony w obu przypadkach zabrakło skuteczności. Nie brakło jej Radoviciowi, który w 87. minucie, po wspaniałym dośrodkowaniu Manu, głową trafił do pustej bramki.










