Do przerwy wydawało się, że podopieczni Piotra Stokowca swoją przygodę w tegorocznej edycji Pucharu Polski zakończą na 1/8 finału. Tymczasem w drugiej odsłonie na przestrzeni dziewięciu minut potrafili odrobić dwubramkową stratę i do tego objąć prowadzenie. Także szansa na historyczną obronę Pucharu Polski wciąż pozostaje w zasięgu lechistów!
Podopieczni Piotra Stokowca przyzwyczaili nas w zeszłym sezonie do tego, że to oni z reguły pierwsi obejmowali prowadzenie. Następnie bez większego ryzyka mieli za zadanie owe prowadzenie za wszelką cenę bronić. I faktem jest, że styl gry lechistów zazwyczaj nie bywał porywający, o tyle skuteczności odmówić mu nie można. Gdańszczanie mieli w zwyczaju zdobywać regularnie komplet punktów po trudnych spotkaniach, w których podopieczni Piotra Stokowca zostawiali ogrom serca na boisku.
Dzisiejsze spotkanie od samego początku nie szło po myśli Lechii Gdańsk. Gdańszczanie do przerwy przegrywali 0:2 i trudno było uwierzyć w to, że mogliby odrobić ową stratę. Tymczasem futbol po raz kolejny zaskoczył i lechiści potrafili przechylić losy spotkania na swoją korzyść. Najpierw gola kontaktowego zdobył w 54. minucie Tomasz Makowski, minutę później wyrównał Lukas Haraslin, a gola na wagę awansu do ćwierćfinału Pucharu Tysiąca Drużyn zdobył z rzutu karnego Flavio Paixao!
Świadomi swoich błędów
Piotr Stokowiec doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Zagłębie to trudny rywal. W poprzednim spotkaniu gdańszczanie ulegli lubinianom 1:2 i jak sam trener podkreślił na konferencji prasowej przed dzisiejszym spotkaniem – obie bramki wynikały z prostych błędów. Dzisiejsze starcie z Zagłębiem miało być udanym rewanżem za porażkę sprzed dwóch miesięcy.
– Musimy być skoncentrowani, bo w poprzednim spotkaniu z lubinianami straciliśmy oba gole po indywidualnym błędach. Nie możemy sobie pozwolić na słabsze momenty, bo wiemy, że nasz najbliższy rywal ma sporo jakości. My też jednak posiadamy swoje atuty i chcemy je wykorzystać – tłumaczył Stokowiec.
Tymczasem w dzisiejszym meczu również podopieczni Piotra Stokowca musieli dwa razy wyjmować piłkę z siatki. Z tą różnicą, że ostatecznie schodzili z boiska z podniesionymi czołami. Zwycięstwo to jest o tyle ważne, że Lechia w dalszym ciągu ma szansę na obronę trofeum z zeszłego sezonu. A to byłby nie lada wyczyn, gdyż do tej pory ta sztuka gdańszczanom się jeszcze nie udała.










