Warunki pogodowe w Lublinie nie do końca sprzyjały, ale obu drużynom nie przeszkodziło to rozegraniu ciekawego spotkania. Lechia Gdańsk przyjechała na Lubelszczyznę z chęcią kontynuowania serii bez porażek i tego też dokonała. Drużyna Johna Carvera po interesującym meczu pokonała Motor Lublin 3:2 i pokazała, że bez Tomasa Bobcka też można strzelać dużo goli. Na słowa uznania zasłużył Camilo Mena, który strzelił dwa gole. Lechia tym samym zadamawia się w rejonach środka tabeli i może niedługo zapukać do górnej części tabeli.
Motor Lublin w końcu przełamany
W ostatnich latach Lechia Gdańsk kompletnie nie potrafiła wygrywać z Motorem Lublin. Nie sprzyjała im nawet przewaga własnego stadionu i czegoś zawsze brakowało. Obaj trenerzy darzą się olbrzymim szacunkiem i przed tym starciem padały z ich ust spore komplementy. W niedzielne popołudnie w Lublinie doszło jednak do wyczekiwanego przez zespół Johna Carvera przełamania. Mimo opadów śniegu udało się w miarę przygotować murawę do tego spotkania i postronni kibice na pewno się nie nudzili. Motor i Lechia zagrały ofensywnie, ale finalnie to goście strzelili jednego gola więcej i do Gdańska wracają z kompletem punktów.
Wyścig w Lublinie wygrany 🫡#MOTLGD pic.twitter.com/SzPPSNiokT
— Lechia Gdańsk (@LechiaGdanskSA) February 15, 2026
Motor Lublin ponownie zaprezentował sporą dezorganizację w defensywie i na nic zdało się to, że to gospodarze objęli prowadzenie po golu Bartosza Wolskiego. Lechia Gdańsk zdołała migiem na to odpowiedzieć, a dokonał tego Camilo Mena, wykorzystując lekkie zamieszanie pod bramką Ivana Brkicia. Jakość tego dnia była po stronie Lechii, ale do zwycięstwa potrzebny był rzut karny w drugiej połowie. Fatalnie we własnym polu karnym zachował się Karol Czubak, który sfaulował Mateja Rodina. Decydujące trafienie z jedenastu metrów zaliczył Camilo Mena, notując tym samym dublet w tym meczu. Ten gol już kompletnie dobił Motor, który potem zostawiał za dużo miejsca na boisku i może dziękować rywalowi, że przegrał tylko 2:3. Doskonałych sytuacji w końcówce nie wykorzystali Wjunnyk i Mena, któremu obok nosa przeszło ustrzelenie hattricka.
Było to naprawdę dobre widowisko, ale też czego innego oczekiwać, gdy na boisko wychodzi Lechia Gdańsk. Mecze z jej udziałem nie potrafią być brzydkie i nudne, więc zawsze chętnie się to ogląda. Drużyna Johna Carvera ma już na koncie 44 strzelone gole i nikt w lidze nie jest nawet blisko tego dorobku. Podobnie jest z golami straconymi, których jest już 41. Jeżeli jednak ma to dawać takie efekty, jak seria siedmiu spotkań bez porażki z rzędu, to nikt nie będzie nad tą drugą statystyką mocno ubolewał.
Brawo John Carver!
Jestem fanem.
Brawo Lechia!
Carver nie narzeka.
Ma pomysł, pracuje, znajduje rozwiązania.
Nie narzeka, nie męczy teoriami, nie komplikuje. Dziś Lechia zagrała bez swojego najlepszego snajpera Bobčka i strzeliła na wyjeździe 3 gole.
Lechia ugrała już 32…— Mateusz Borek (@BorekMati) February 15, 2026
Brak Bobcka nie zaszkodził
Zwycięstwo w Lublinie jest o tyle istotne, że doszło do tego bez udziału Tomasa Bobcka. Słowacki napastnik nie mógł zagrać w tym spotkaniu, z powodu pauzy za żółte kartki. Lechia Gdańsk jednak zdołała sobie poradzić bez swojego najlepszego strzelca i fakt, że strzeliła aż trzy gole trzeba szczególnie docenić. Idealnie to pokazało, że drużyna nie jest zależna tylko od 24-latka i tu wielkie brawa należą się trenerowi Carverowi. Z całą pewnością Bobcka brakowało na boisku, bo z nim gra ofensywna wygląda znacznie lepiej, ale na szczęście dla Lechii potoczyło się to korzystnie.
Taki mecz, że nikt w ogóle nie dyskutuje o braku Tomasa Bobcka.
— Tomasz Galiński (@T_Galinski) February 15, 2026
Nie wszystko w tym meczu jednak wyszło idealnie, gdyż zastępujący Słowaka Dawid Kurminowski rozegrał bardzo słabe spotkanie. Swoje dołożył jeszcze Bohdan Wjunnyk, który w końcówce meczu zmienił Kurminowskiego. Ukraiński snajper fatalnie zmarnował idealną kontrę zespołu, będąc sam na sam z Brkiciem. Była to sytuacja na 4:2 i szybsze zamknięcie meczu, ale Wjunnyk uderzył prosto w bramkarza. Zmiennicy zatem nie dojechali i po prostu pokazali, czemu tych szans dostają niezbyt dużo. Na pewno jednak potrzebni wiosną będą, ale przy otrzymywanych szansach muszą wykrzesać z siebie więcej.
Odkrycie początku rundy
Na wielkie słowa uznania za początki tej rundy zasłużył Tomasz Neugebauer. Już pierwszy mecz na wyjeździe w Poznaniu pokazał, że jego forma wygląda na bardzo dobrą. 22-latek strzelił ważnego gola na 1:0 i był jednym z najlepszych zawodników na placu. Lechia Gdańsk wygrała 3:1, a jedynym minusem był fakt, że Neugebauer ujrzał czwartą żółtą kartkę i musiał pauzować w starciu z Cracovią. Środkowy pomocnik po tym zawieszeniu wskoczył ponownie do podstawowego składu na mecz z Motorem Lublin i ponownie dał konkrety. Ponownie jego trafienie dało Lechii prowadzenie, tym razem 2:1. Gol był dodatkowo pięknej urody, bo idealnie wykorzystał dośrodkowanie Matusa Vojtko. W tej sytuacji zachował się jak rasowy snajper.
𝐓𝐎𝐌𝐀𝐒𝐙 𝐍𝐄𝐔𝐆𝐄𝐁𝐀𝐔𝐄𝐑! ⚽ Piękny strzał głową! 👌 Lechia prowadzi w Lublinie!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/RNoqIIjmlh
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 15, 2026
Neugebauer wrócił, ponownie strzelił gola i ponownie finalnie pomogło to w zdobyciu trzech punktów. Zimowe zgrupowanie w Turcji najwidoczniej bardzo mu posłużyło i być może John Carver zdołał do niego dotrzeć. Nadal w miarę młody zawodnik wielokrotnie zbierał za swoje występy ogrom krytyki i zarzucano mu brak rozwoju piłkarskiego. Ale kto może do niego dotrzeć, jak nie angielski fachowiec? Neugebauer jest w dobrych rękach i niech to będzie początek bardzo dobrej rundy w jego wykonaniu. Na tym drużyna na pewno zyska, bo będzie tez więcej możliwości w środku pola – nie tracąc przy tym na jakości.
O co faktycznie może powalczyć Lechia Gdańsk?
Po zwycięstwie z Motorem Lublin, Lechia wskoczyła na dziewiąte miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Oczywiście po zakończeniu kolejki może być to miejsce nieco niższe, bo tabela w tych rejonach jest bardzo spłaszczona. Każdy punkt zmienia pozycje czasem nawet kilku klubów. Strata drużyny z Pomorza do piątej Cracovii i czwartego Zagłębia Lubin to zaledwie pięć punktów, więc można nawet myśleć o włączeniu się do walki o puchary. Podobna przewaga na ten moment jest także nad strefą spadkową, ale czy Lechia Gdańsk może aż tak patrzeć za siebie? Mowa tu o drużynie, mającej w ostatnich siedmiu kolejkach pięć wygranych i dwa remisy, z bilansem bramkowym 22-10.
We wspomnianych siedmiu ostatnich kolejkach, jedyną drużyną bez porażki jest właśnie Lechia Gdańsk. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nie widać tam podstaw do obawy o nagły spadek formy drużyny. Mimo straty dwóch goli w Lublinie, gra w defensywie ponownie wyglądała lepiej, niż miało to miejsce jesienią. Spory progres u boku Mateja Rodina poczynił Bujar Pllana i wracający po urazie Maksym Diaczuk nie musi mieć gwarancji regularnej gry. Właśnie kwestia defensywy będzie kluczowa wiosną, bo o ofensywę należy być spokojnym. Drużyna z odjętymi punktami powalczy o miejsce w pucharach? Wiele spotkań pozostało i na dziś to stwierdzenie nieco na wyrost, ale nie można tego wykluczać. Kibice innych drużyn doceniają Lechię i też jasno piszą o tym, że to nie byłoby zaskoczeniem.
Do meczu derbowego coraz bliżej
Przed Lechią bardzo ciekawe zakończenie lutego, a wszystko rozegra się nad morzem. Najpierw do Gdańska zawita Zagłębie Lubin, które w ostatnich spotkaniach zdobyło cztery punkty i nadal trzyma się twardo czołówki. Tuż po tym spotkaniu rozegrane zotaną Derby Trójmiasta, tym razem w Gdyni. Kto wie, czy wtedy Arka nie będzie z nożem na gardle, gdyż na ten moment zajmuje miejsce w strefie spadkowej. Dodatkowym smaczkiem będzie fakt, że jesienią w Gdańsku ponownie górą była Lechia, strzelając gola w końcówce spotkania. W obu spotkaniach Lechia Gdańsk nie będzie na straconej pozycji, a wręcz można przyznać, że dwukrotnie będzie faworytem – chociaż w meczu z Zagłębiem nie aż tak wyraźnym. Jedno jest pewne, emocji na pewno znowu nie zabraknie.