Długo nie trzeba było czekać na powrót do punktowania na własnym stadionie. Po porażce z Radomiakiem Radom tym razem Lechia Gdańsk pokonała u siebie Widzew Łódź i na pewno mocno odetchnęła z ulgą. Drużyna Johna Carvera nadal znajduje się w strefie spadkowej, ale każda wygrana będzie przybliżać ją do wskoczenia ponad kreskę. Bohaterem Lechii ponownie okazał się Tomas Bobcek, który wskoczył na pozycję lidera klasyfikacji strzelców.
Drużyny będące w strefie spadkowej z tygodnia na tydzień mają coraz trudniejszą sytuację. W tym gronie niezmiennie jest Lechia Gdańsk, która nawet nie może się już pocieszać tym, że dzieje się tak tylko przez odjęte punkty. Przed startem 15. kolejki drużyna prowadzona przez Johna Carvera do bezpiecznego miejsca traciła pięć punktów. Dodatkowo atmosfera wokół zespołu robiła się coraz gęstsza po domowej porażce z Radomiakiem Radom. Wiary w pozytywne zakończenie rundy jednak nie tracono, a korzystny terminarz na pewno ten optymizm utrzymywał.
Lechię do końca roku czekały cztery ligowe spotkania – w tym trzy na własnym stadionie. O wiele łatwiej w takiej sytuacji liczyć na punkty, a podnieść morale w drużynie miało starcie z Widzewem Łódź. Rywal na pewno trudny, gdyż napakowany dobrymi zawodnikami, ale nadal niepokazujący w pełni swojego potencjału. Tak też ponownie było w sobotnie popołudnie nad morzem. Przyjezdni mieli jedynie kilka dobrych momentów i w drugiej połowie dali się zaskoczyć Lechii, a dokładnie Tomasowi Bobcekowi.
Momentalna odpowiedź lepiej podziałała na gospodarzy
Wspomnianą jakość piłkarską można było momentami dostrzec w pierwszej połowie tego spotkania. Lechia Gdańsk, próbując tworzyć akcje atakiem pozycyjnym, kilka razy nadziała się na kontry rywala, które stwarzały zagrożenie. Można było się zastanawiać, dlaczego do przerwy Widzew Łódź nie prowadził w Gdańsku, gdyż po błędzie defensywy Lechii piłki do pustej bramki nie potrafił skierować Angel Baena Perez. Dodatkowo po jednym ze stałych fragmentów gry doskonałą sytuację ze skraju pola karnego miał Szymon Czyż, ale fatalnie przestrzelił.
Tuż po przerwie w dosyć kontrowersyjnych okolicznościach Widzew dopiął swego i wyszedł na prowadzenie po golu Sebastiana Bergiera. Nie było mu dane jednak cieszyć się zbyt długo, gdyż kilka minut później zdenerwowani zawodnicy Lechii zdołali doprowadzić do wyrównania. Po świetnym zachowaniu na skrzydle Kacpra Sezonienki piłkę do bramki skierował Tomas Bobcek. Słowak po lekkim przestoju w ostatnich tygodniach wrócił do dobrej formy i znowu imponuje skutecznością. Tu warto też wyróżnić Kacpra, który wrócił do składu i znowu pokazał, że może dać wiele drużynie.











