Na problemy mecz derbowy – tak ponownie mogą sobie myśleć wszyscy w Gdańsku. Lechia Gdańsk borykała się z wieloma problemami, a przede wszystkim nie potrafiła odnieść pierwszego zwycięstwa w sezonie. Trzeba było zatem liczyć na to, że uda się to uczynić w rozgrywanych u siebie derbach Trójmiasta. Łatwo z całą pewnością nie było, ale po golu w końcówce spotkania ten upragniony cel udało się osiągnąć. Na uwagę zasługuje pierwsze trafienie w barwach Lechii Dawida Kurminowskiego, które na pewno wiele dla niego znaczy.
Na starcie derbowe pomiędzy Lechią Gdańsk i Arką Gdynia w PKO Ekstraklasie trzeba było czekać ponad pięć lat. Ostatnie miało miejsce wiosną 2020 roku, w okresie pandemicznym. Wtedy w Gdańsku górą byli gospodarze, wygrywając 4:3. Przez następne lata udało się jednak rozegrać dwa mecze, ale na poziomie pierwszoligowym. W Gdyni górą była Arka, a w Gdańsku standardowo Lechia. Ogólnie rzecz biorąc, Arka Gdynia niezbyt lubi rozgrywać derby na wyjeździe. Dawno nie zaznała tam smaku wygranej, a nawet remisu. Dodatkowo nigdy nie miało miejsca inne rozstrzygnięcie w Gdańsku na poziomie PKO Ekstraklasy niż zwycięstwo gospodarzy.
Historia zatem przemawiała za Lechią, nawet mając na uwadze fakt, że początek tego sezonu nie jest dla nich udany. Spokojniejsze podejście do tego spotkania zdało jednak egzamin i drużyna Johna Carvera mogła po końcowym gwizdku świętować pierwsze trzy punkty trwającej kampanii. Było to już ósme zwycięstwo domowe z Arką na poziomie PKO Ekstraklasy – na osiem rozegranych spotkań. Łączny bilans meczów derbowych na najwyższym szczeblu po niedzieli to 12 zwycięstw Lechii, cztery remisy i zero zwycięstw Arki. Przepaść, która się systematycznie powiększa.
Dużo sennych momentów
Derby Trójmiasta słyną z tego, że dostarczają widzom wielkich emocji. Tym razem było jednak wyjątkowo inaczej. Zarówno Lechia Gdańsk, jak i Arka Gdynia były dosyć niemrawe przez większość spotkania. Żadna z drużyn nie chciała się zbyt mocno otworzyć i wielokrotnie na boisku panował klincz. Optyczna przewaga była po stronie gospodarzy, ale ich zrywy ofensywne były przeprowadzane seriami. Po nich następowały spokojne momenty i szukanie innych opcji na sforsowanie defensywy rywala. Najwięcej z gry przed przerwą miał Camilo Mena, ale jego dogrania w pole karne po przebojowych akcjach skrzydłem skutecznie wybijali defensorzy rywala.
Mocny chaos w ofensywie panował za to w drużynie Arki. To znaczy, trudno nazwać to nawet ofensywą, gdyż ich wyjścia do przodu były sporadyczne i nie sprawiały zbytnio problemów defensywie Lechii. Nawet jeżeli był jakiś pomysł na zaskoczenie najsłabszej obrony w PKO Ekstraklasie, to chyba po prostu zabrakło tam odpowiedniej jakości. Jedna dobra sytuacja w pierwszej połowie i jedna znakomita sytuacja w doliczonym czasie gry drugiej połowy – to wszystko, na co było stać przyjezdnych tego wieczoru. Długimi momentami można było odczuć, że utrzymujący się remis bardzo pasuje Arce i najlepiej dla nich, jeśli tak się ten mecz zakończy.
Nieoczywisty bohater
Niestety dla nich, mecz takim wynikiem się nie zakończył. Historia ich niczego nie nauczyła, a było dobrze wiadomo, że Lechia Gdańsk wielokrotnie w derbach potrafiła rozstrzygać mecz w samej końcówce. Kluczowym momentem drugiej połowy była 70. minuta, gdy na boisku pojawił się Dawid Kurminowski, zmieniając – ku zdziwieniu kibiców – Tomasa Bobcka. Nowy napastnik nie miał na razie udanego wejścia do drużyny, ale też było wiadome, że potrzebuje trochę czasu. 26-latek był po wejściu dosyć aktywny w pressingu i było widać, że powoli coś drgnęło. Najistotniejsze było jednak to, co zrobił w 85. minucie, gdy idealnie wykorzystał bardzo dobre dośrodkowanie Matusa Vojtko.










