Nic nie przemawia za tym, by Lechia Gdańsk zdołała cudem wywalczyć utrzymanie. Przed spotkaniem z Zagłębiem Lubin, istnieją jednak jeszcze matematyczne szanse na pozostanie w ekstraklasie. Tylko czy ta matematyka ma jakąkolwiek rację bytu? Raczej nie, gdyż z taką formą gdańszczanie prędzej czy później już oficjalnie staną się spadkowiczami. Ewentualna porażka w sobotni wieczór z drużyną Waldemara Fornalika może właśnie do tego doprowadzić.
– Tak naprawdę spadliśmy po prostu. (…) Sytuacja jest taka, że spada po prostu klub, spada miasto, spadają ludzie związani z miastem, którzy oddają tutaj serce od wielu lat, kibice którzy jeżdżą na każdy mecz. No i co można powiedzieć?
Takie słowa w stacji Canal plus padły z ust podłamanego Jakuba Bartkowskiego. Miało to miejsce tuż po ostatniej wysokiej porażce 0:4 z Rakowem. Oczywiście taka wypowiedź, mając na uwadze nadal jakieś szanse na pozostanie w lidze, została odebrana w różny sposób. Wielu kibiców Lechii potrafiło jednak docenić szczerość swojego zawodnika, który nie pudruje rzeczywistości i mówi wprost jak jest. Lechia przecież od dawna wyglądała jak drużyna pogodzona ze swym losem.
Jak by tego było mało, to jeszcze dosyć dziwne rzeczy działy się z Dusanem Kuciakiem. Doświadczony bramkarz w ostatnim czasie miewał różne sytuacje podczas i po rozmowach z dziennikarzami. Po jednej z wypowiedzi klub postanowił go odsunąć od meczu z Rakowem. Zawieszenie nie ominęło także Mario Malocy. Tutaj powodem był „brak odpowiedniej postawy, która jest wymagana od członka Rady Drużyny” – tak było to tłumaczone na oficjalnej stronie.
Jest jeden człowiek, który zapewne wolałby mieć lepszy początek w klubie. Mowa o nowym prezesie, którym na początku kwietnia został Zbigniew Deptuła. Spadek z ligi oczywiście nie będzie obciążał jego konta, bo winy nie ma w tym żadnej. Szkoda tylko, że atmosfera wokół klubu nie pozwoli mu na spokojny start pracy.
Finał za finałem
Zmiana trenera, która miała na celu wskrzeszenie ognia w drużynie na końcówkę sezonu, była szeroko komentowana. Z jednej strony padały słowa o niepotrzebnym zwolnieniu Marcina Kaczmarka, a z drugiej o tym, że za niego do klubu przybył David Badia. Hiszpan nie miał zbyt bogatego CV, a ostatnie jego poczynania dawały olbrzymie obawy o to, czy ten plan ma jakąkolwiek szansę powodzenia. O ile samo rozstanie z byłym trenerem pod względem czysto sportowym miało dużo sensu, o tyle właśnie Badia był wyborem, łagodnie mówiąc, kontrowersyjnym.










