Cztery mecze w tym roku, trzy gole, wszystkie ze stałych fragmentów. Lechia Gdańsk sprawia wrażenie drużyny, która totalnie zatraciła możliwości ofensywne. Gdy do tego przychodzi jej grać na wyjeździe, to można być w wielkim szoku, że nadal zajmuje miejsce w czołówce ligowej. Mecze domowe bardzo ratują skórę drużynie Tomasza Kaczmarka, ale potrzeba jednak solidnego wstrząsu, by wyczekiwana jakość w końcu się pojawiła. Najlepsza okazja ku temu będzie w sobotnim spotkaniu z Wisłą Kraków.
5. miejsce w tabeli ligowej. Punktowo na równi z czwartym Radomiakiem Radom, z którym w ostatni weekend Lechia przegrała na wyjeździe 0:2. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie jest źle. W czołówce gdańszczanie utrzymują się przecież od dawna i nadal mają duże szanse na zajęcie 4. miejsca, które może dać eliminacje do Ligi Konferencji. Jednak im dalej w las, tym już tak kolorowo nie jest.
Ostatnie osiem spotkań Lechii to zaledwie trzy zwycięstwa i aż sześć porażek. Od listopadowego blamażu w Szczecinie zaczęło się coś ewidentnie w drużynie niezbyt kleić. Trudno było jednak o lepsze wyniki, jeśli siadła gra ofensywna. Momentami drużyna Tomasza Kaczmarka wygląda tak, jakby nie wiedziała kompletnie, jak zagrozić bramce rywala. Problem ten oczywiście trener zauważa i stara się szybko poszukać rozwiązania, które spowoduje szybką poprawę, na co wszyscy liczą. Przed meczem z Wisłą Kraków nie uciekł od tego tematu:
– Musimy polepszyć naszą dynamikę, rotacje z boku boiska muszą być robione z większym przekonaniem, większa liczba zawodników musi wbiegać w pole karne. Nie ma co ukrywać, że szczególnie w dwóch ostatnich wyjazdowych meczach brakowało nam w ofensywie siły przebicia, i to jest do szybkiego poprawienia.
Fakty są takie, że wszystkie trzy bramki zdobyte w tej rundzie padły po stałych fragmentach gry. Były one oczywiście bardzo cenne, bo dające sześć punktów w dwóch domowych meczach. Na wyjazdach nawet to niestety nie funkcjonowało i gra Lechii wyglądała dramatycznie, kompletnie bez żadnego polotu. Warto jeszcze zauważyć, że problem z tworzeniem sytuacji trwał już jesienią. Dwa ostatnie mecze zeszłego roku Lechia Gdańsk przegrała odpowiednio 1:2 z Jagiellonią i 0:1 z Wisłą Płock, a jedynego gola z rzutu karnego zdobył Flavio Paixao. Sześć spotkań bez gola z gry? Całkiem solidna seria.
Mało kreatywny środek pola
Dużo marazmu w gdańskiej drużynie pojawiło się w środku pola. Etatową dwójkę na pozycjach 6 i 8 tworzą Jarosław Kubicki i Maciej Gajos. Z formą obu zawodników jest w tym sezonie bardzo różnie, jednakże więcej jest negatywów. Wielokrotnie potrafili znikać w trakcie spotkania, czego efektem było mało kreacji w środkowej strefie, przerzucenie odpowiedzialności na skrzydłowych. Był moment, gdy spore przebłyski miał Maciej Gajos, ale to niestety nie potrwało długo. Korzyść jednak udało mu się uzyskać, gdyż finalnie przedłużył kontrakt z Lechią, mimo iż jeszcze kilka tygodni temu nie wydawało się to takie pewne.











