W drugim półfinałowym spotkaniu mierzyły się ze sobą drużyny z Poznania i Gdańska. W tym sezonie ekstraklasy Lechia wygrała u siebie 2:1, z kolei w rewanżu górą był Lech (2:0). Dzisiaj stawką był awans do finału Pucharu Polski. Udało się tego dokonać ekipie trenera Stokowca, która pokonała Lecha. To „Biało-zieloni” zagrają 24 lipca w Lublinie z Cracovią o wzbogacenie klubowej gabloty.
„Kolejorz” chciał kontynuować zwycięską serię. Szczególnie natchnieni poznaniacy mogli być po niedawnym pokonaniu Legii Warszawa. Walkę w starciu z Lechią zapowiedział trener Dariusz Żuraw na konferencji po wygranym meczu z drużyną ze stolicy.
– W każdym meczu teraz gramy o trzy punkty, walczymy o „pudło”, to jest nasz cel. Musimy się szybko zregenerować i zrobić w środę to samo, co udało nam się dziś. Chcemy awansować do finału Pucharu Polski – przyznał otwarcie.
Swoją motywację mieli też zawodnicy z Gdańska. W przypadku awansu mecz finałowy byłby dla ich szkoleniowca, Piotra Stokowca, setnym w roli trenera „Biało-zielonych”. Stawka tej konfrontacji była wysoka – dla jednych i drugich.
Brak konkretów
W pierwszej połowie Lech grał w swoim stylu. W środku pola dobre zawody rozgrywał Moder, który przejmował piłki, rozgrywał. Kolejny raz udowadniał swoją przydatność w drużynie. Z przodu szalał Gytkjær, który zmarnował dobrą okazję na objęcie prowadzenia. Swoją obecność zaznaczali młodzi, dynamiczni skrzydłowi, czyli Jóźwiak i Kamiński. Dosyć aktywny był również lewy obrońca – Tymoteusz Puchacz. Lech atakował, robił dużo zamieszania w polu karnym gości. Zawodnicy łącznie oddali kilka strzałów, ale większość nie przynosiła oczekiwanego efektu. Ewentualnie udawało im się wywalczyć rzuty rożne, z których też niewiele wynikało.
Po stronie Lechii strzałów próbował Ze Gomes, jednak nie było realnego zagrożenia pod bramką strzeżoną przez van der Harta. W objęciu prowadzenia nie pomógł strzelec największej liczby bramek dla gdańskiego zespołu w ekstraklasie – Flavio Paixao. Do przerwy na tablicy wyników w Poznaniu widniał bezbramkowy remis. Pomimo tego, że pierwsza część była niezła, zabrakło najważniejszego, czyli udokumentowania przewagi w postaci strzelonej bramki.
Trudno powiedzieć, czy wynik odzwierciedlał dobrą grę obu bloków obronnych. Może bardziej nieporadność i brak skuteczności tych, którzy grali z przodu.
Dramatyczny przebieg wydarzeń
Na początku drugich 45 minut serca kibiców Lechii mogły szybciej zabić. W ich polu karnym przewrócił się Puchacz. Jednak sędzia Tomasz Musiał nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Po przerwie dużo aktywniejszym zespołem wydawał się Lech Poznań. Z większą łatwością docierał w obręb „szesnastki” gdańszczan.











