Motor Lublin pokonał lidera PKO BP Ekstraklasy na jego własnym stadionie! W końcu odblokował się Samuel Mraz! Czy w drużynie Lecha Poznań, po świetnym początku sezonu, pojawił się kryzys? Jak Mateusz Stolarski przechytrzył taktycznie Nielsa Frederiksena? Co może być powodem obniżki formy drużyny ze stolicy Wielkopolski oraz jaka piosenka może być lekarstwem na bolączki „Kolejorza”?
Lech Poznań przystępował do starcia z Motorem Lublin z dużymi nadziejami. Przyjezdni w środku tygodnia grali mecz w Pucharze Polski i mieli w nogach aż 120 minut biegania. Wobec tego oczekiwania względem drużyny Nielsa Frederiksena były spore. W głowach kibiców wciąż siedzi kompromitująca porażka z drugoligową Resovią, a w spotkaniu z Koroną Kielce „Kolejorz” długimi fragmentami wyglądał znacznie gorzej niż podopieczni Jacka Zielińskiego. W związku z tym kibice poznańskiego zespołu ponownie chcieliby zobaczyć na Bułgarskiej mecz, w którym ich drużyna znów będzie w stanie zdominować rywala. Tak jak Niels Frederiksen zrobił to w starciach z Jagiellonią Białystok lub Pogonią Szczecin.
Natomiast Motor Lublin mógł z mniejszą presją przyjeżdżać do lidera PKO BP Ekstraklasy. W poprzedniej kolejce wielką determinacją udało się im wyrwać zwycięstwo Śląskowi Wrocław. Były to bardzo cenne trzy punkty. Dzięki temu drużyna Mateusza Stolarskiego może z większym spokojem patrzeć w ligową tabelę. Z drugiej jednak strony lublinianie mogli mieć chrapkę na trzy punkty zdobyte w meczu z „Kolejorzem”. Ich atutem do tej pory była bowiem wysoka intensywność i skuteczne zakładanie pressingu. A z tak grającymi drużynami problemy miał Niels Frederiksen. W ten sposób przechytrzył Duńczyka na początku sezonu Daniel Myśliwiec. Na dodatek nad Lechem ciążyła presja. Kolejną wygraną z rzędu w Radomiu wywalczył Raków Częstochowa i ekipa Marka Papszuna zaczęła lidera z Poznania skrobać po piętach.
Wrócił stary dobry Lech Frederiksena?
I na początku meczu wydawało się, że wrócił stary dobry Lech Poznań Nielsa Frederiksena, który uczynił ze stadionu przy ulicy Bułgarskiej twierdzę. Lech całkowicie kontrolował spotkanie, wymieniał między sobą podania, a piłkarze Motoru Lublin przypominali bardziej obserwatorów. W „Kolejorzu” nie było widać braku Antonio Milicia, którego zastępował młody Maksymilian Pingot. Stoperzy Lecha Poznań ustawieni byli bardzo wysoko i do spółki z Radosławem Murawskim uniemożliwiali przyjezdnym wszelkie próby kontrataków. Fantastycznie od początku spotkania spisywał się Alex Douglas, który swoimi umiejętnościami dryblingu i mijania przeciwników przewyższa niejednego skrzydłowego klubów PKO BP Ekstraklasy. Poza świetnym wyprowadzeniem piłki i dynamizowaniem akcji, był niemal bezbłędny przy asekurowaniu swoich kolegów.











