Runda wiosenna miała być nowym otwarciem dla „Kolejorza”, który miał na poważnie włączyć się walkę o krajowy dublet. Już wiemy, że tak się nie stanie. Mało tego, Lech Poznań z powodu swojej koszmarnej gry ofensywnej może za chwilę stracić szanse i na mistrzostwo Polski, a nawet europejskie puchary.
W takim klubie jak Lech Poznań granica między sukcesem a porażką jest niezwykle cienka. Choć klub nie przegrał jeszcze walki ani o mistrzostwo, ani o europejskie puchary, to nastroje przy Bułgarskiej nie są dobre. Przed startem rundy Mariusz Rumak narzucił drużynie bardzo surowe wymagania. „Kolejorz” mógł jego zdaniem potknąć się maksymalnie dwa razy. Już na ten moment wiemy, że limit błędów został przekroczony. A patrząc na to, jak prezentują się formacje odpowiadające za zdobywanie goli i ich kreowanie, tych pomyłek pojawi się jeszcze więcej.
Mariusz Rumak jednak nie okazał się zbawcą i nie zniszczył wszystkich

Zacznijmy od paru słów o trenerze. Mariusz Rumak zastąpił Johna van Den Broma, z którym współpraca się wyczerpała. Wzięcie akurat jego było trochę szukaniem na gwałt, ponieważ poprzednie trenerskie przygody Rumaka nie napawały optymizmem. Nawet w pierwszoligowej Termalice czy Odrze Opole nie wykręcał wyników uznawanych za przyzwoite. Z Lechem po siedmiu meczach prezentuje się następująco.
Tragedii nie ma, ale nie jest to też szał. Jak bowiem widać, z drużyn z umownego TOP 6 tylko Śląsk Wrocław punktuje gorzej od Lecha. Jak na razie fraza „zniszczymy ich wszystkich” stała się obiektem kpin i szydery z nadmiernej buńczuczności opiekuna lechitów.
Lech Poznań: zdobyć mistrzostwo bez strzelania goli raczej jest niemożliwe
Podobno mecze wygrywa się atakiem, mistrzostwa zaś obroną, a tę Lech ma nad wyraz solidną, co widać na obrazku wyżej. Jednak panowie, żeby być tym mistrzem, to trzeba coś strzelać. A sześć goli po siedmiu meczach jest dla drużyny bijącej się o najwyższe cele zwyczajnym obciachem. Wynika to po części z mało widowiskowego stylu, jaki oferuje trener Rumak.
W siedmiu meczach w ekstraklasie Lech tylko dwa razy częściej oddawał więcej strzałów od rywala, za to aż cztery razy miał więcej strzałów celnych niż przeciwnik. Lecz widać również po piłkarzach, że brakuje tu jakiejś iskry, woli walki. Zamiast tego jest raczej bierne czekanie na to, aż któryś z kolegów weźmie piłkę i coś z nią zrobi.
Nam strzelać nie kazano, ofensywni piłkarze pod formą
Bo można zarzucić trenerowi średni start, nie do końca atrakcyjny styl, ale od czegoś chyba na boisku są też piłkarze. A ci zwyczajnie zawodzą, zwłaszcza zawodnicy z przednich formacji. Znakomita część ofensywnego arsenału Lecha jest wyraźnie pod formą, na czele z królem strzelców Mikhaelem Ishakiem.












