Dni Johna van den Broma w Poznaniu są już policzone. Według wielu już nic nie jest w stanie go uratować. Pozostał mu zatem tylko jeden mecz. Najprawdopodobniej pożegnalny, po którym opuści Polskę. Ostatni przystanek w jego historii to Radom. Jakże symboliczny moment to może być. Lech Poznań może zwolnić trenera po meczu, w którym Radomiaka będzie prowadzić były asystent Holendra. Jedno jest jednak pewne. Zimą w Poznaniu nie będzie nudno.
Lech Poznań zakończy tę nieudaną rundę meczem z Radomiakiem. Można powiedzieć, że całe szczęście kończy się już to wszystko, i będzie można w końcu odświeżyć głowy i zresetować się. Co by nie mówić, kibice z Poznania trochę przeżyli tej jesieni. Niestety w większości nie są to miłe chwile.
Lech Poznań pożegna się z trenerem?
Nastroje w Poznaniu są tak grobowe po dwóch porażkach przy Bułgarskiej, że mało kto wierzy już w Johna van den Broma. Zwycięstwo nad Radomiakiem byłoby tylko małą osłodą po tych dwóch ciosach, które złamały serce niejednemu kibicowi. Aczkolwiek należy rozpatrywać również taką opcję, że Lech fantastycznie zaprezentuje się w Radomiu i nagle jeszcze wszyscy uwierzą w projekt Holendra. Chociaż szczerze powiedziawszy, nie nazwalibyśmy tego nawet meczem ostatniej szansy dla Johna van den Broma. On już nagrabił sobie zdecydowanie wcześniej.
Jeśli patrzymy na tego „Kolejorza”, to nawet trudno uwierzyć, że mógłby on nagle zacząć grać na miarę oczekiwań. Można rzec, że w tym momencie wszystko idzie nie tak. Nikt nic nie gra, mentalnie zespół jest w rozsypce, a i John van den Brom wygląda na takiego, co nie ma pojęcia, jak uzdrowić tego Lecha. Zwycięstwo poznaniaków trzeba by rozpatrywać w kategoriach cudu. Zdecydowanie bardziej prawdopodobny jest gwóźdź do trumny.
Przypomnijmy w ogóle, dlaczego Holender jest pod takim ostrzałem. Lech Poznań, odpadłszy na Słowacji z europejskich pucharów, miał za zadanie zdobyć mistrzostwo. Nie da się wygrać nawet PKO Ekstraklasy, zdobywając w siedmiu spotkaniach dziewięć punktów. I to nie tak, że Lech grał dobrze, ale zawsze czegoś brakowało. Ten mizerny dorobek jest jak najbardziej zasłużony. Świadczy o tym również statystyka expected goals, która jasno pokazuje, że „Kolejorz” zdobył więcej punktów, niż powinien, a zatem można rzec, że 3. lokata i tak jest trochę na wyrost. Przy rozgrywaniu jednego meczu w tygodniu nie tego wszyscy się spodziewali. Po prostu od Lecha wymaga się więcej w takiej sytuacji.











