Lech Poznań po meczu z Cracovią może odetchnąć z ulgą. To było dla „Kolejorza” naprawdę trudne spotkanie. Długimi fragmentami to właśnie goście stanowili siłę dominującą w tym starciu, a poznańscy kibice mogli drżeć o to, czy ich zespół zdoła wykorzystać potknięcia Rakowa i Jagiellonii. Wbrew pozorom, mimo wszystkich ciężkich momentów wczorajszej nocy, Lech Poznań może patrzeć w przyszłość z optymizmem. „Kolejorz” coraz lepiej radzi sobie w trudnych warunkach, do świetnej formy wrócili liderzy tej drużyny, a walka o mistrzostwo Polski w ciągu ostatnich tygodni znacząco zmieniła swój rytm. Nic nie jest jeszcze wyjaśnione.
„Kolejorz” potrzebował przekonywującego zwycięstwa. Wiosną od meczu z Widzewem Łódź nie oglądaliśmy drużyny Nielsa Frederiksena, która potrafiłaby dominować od pierwszej do ostatniej minuty spotkania i wygrywać w sposób bezapelacyjny. Zarówno z Koroną Kielce, jak i Motorem Lublin poznaniacy musieli pójść na wymianę ciosów. Wyniki ostatnich starć Lecha Poznań zależały od słupków, fenomenalnej formy Bartosza Mrozka i drobnych pomyłek przeciwników. Nic nie było pewne, a przecież margines błędu Lecha Poznań jest obecnie naprawdę minimalny.
Starcie z Cracovią wcale tych wątpliwości nie rozwiało. Lech przeżył w tym spotkaniu kilka naprawdę trudnych chwil, musiał gonić zwycięstwo i w zasadzie odmienić całkowicie przebieg tego pojedynku. To był trzeci z rzędu, naprawdę niełatwy, mecz dla drużyny z Poznania – ale jednocześnie kolejny wygrany wymagający mecz „Kolejorza”.
Nowe środowisko
Wygląda na to, że drużyna Nielsa Frederiksena wreszcie zaczęła się odnajdywać w niesprzyjających warunkach, gdy nie wszystko idzie po myśli duńskiego trenera „Kolejorza”. Jesienią w zasadzie wyłącznie po starciu w Kielcach można było stwierdzić, że Lech wyszedł zwycięsko z naprawdę wyrównanego starcia. W pozostałych meczach Lechowi albo wychodziło niemal wszystko, tak jak z Legią Warszawa, czy Jagiellonią Białystok. Albo nie wychodziło poznaniakom nic, a mecze kończyły się tak jak w starciach z Puszczą lub Piastem Gliwice.
Ostatnie tygodnie przynoszą w tej kwestii przełom. Korona Kielce w pierwszej części starcia z Lechem w Poznaniu stworzyła sobie sporo sytuacji, a o zwycięstwie Lecha przesądziły indywidualności Patrika Walemarka i Mikaela Ishaka. Druga połowa w Lublinie również była dla „Kolejorza” niezwykle wymagająca, a Motor narzucił niezwykle szybkie tempo. Cracovia, w szczególności w drugiej połowie, również była bardzo groźna pod bramką Lecha Poznań i kilkukrotnie sytuację uspokajać musiał Bartosz Mrozek.











