Wszystko wskazywało na mecz dla koneserów. Jak się okazało, wystarczyło nieco cierpliwości i spotkanie się rozkręciło. Lech Poznań pokonuje na własnym boisku Górnik Zabrze 2:1. Gole dla „Kolejorza” strzelali Leo Bengtsson i Mikael Ishak. Strzelcem kontaktowej bramki dla gości był Ousmane Sow.
Pierwsza połowa dla konesera
Konfrontacje „Kolejorza” z „Żabolami” nie słyną z niezwykłych boiskowych emocji. Dziś szału nie było, jednak gdy zestawimy pierwszą część spotkania z drugą, ujrzymy niemałą różnicę w dynamice czy liczbie ofensywnych akcji.
Górnik Zabrze grał konsekwentnie. Podopieczni Michala Gasparika ustawili nisko linię defensywy. Centrum akcji stał się obszar środka pola. Ze strony Lecha mało która akcja miała okazję zagrozić bramce Marcela Lubika. Górnik w pierwszej odsłonie miał dużo więcej momentów, w których wykorzystywał błahe straty rywala, by przenieść piłkę bliżej linii defensywy rywala. Obrona Lecha Poznań była jednak zdyscyplinowana. Solidny występ zaliczył Mateusz Skrzypczak, pełny spokoju był także Joao Moutinho.
Dla kibiców „Kolejorza” jest to miła odmiana. W ostatnich tygodniach po lewej stronie obrony występował Michał Gurgul. Bocznemu obrońcy trudno odmówić talentu, jest także piłkarzem dyspozycyjnym, na tle całego zespołu nie jest aż tak podatny na kontuzje, co w przypadku „Kolejorza” jest już dużym atutem. Niemniej w spotkaniach przeciwko Legii Warszawa i Cracovii popełniał dużo indywidualnych błędów, które kończyły się groźnymi sytuacjami rywali czy nawet stratą gola.
Dobra gra drużyny, brakowało indywidualności
Największym atutem zabrzan był kolektyw. Niełatwo wyróżnić jakiegokolwiek piłkarza w ekipie gości. Być może dlatego Górnik miewał kłopoty z wypracowaniem dogodnej sytuacji i zamienieniem jej na bramkę. Piłkarze ze Śląska, gdy już zagrażali rywalom, plątali się w polu karnym rywala pozbawieni pomysłu na wykończenie akcji. W tym aspekcie brakowało nieco Roberto Massimo, nowego piłkarza Górnika, z którym kibice wiążą niemałe nadzieje – 24-latek ma na koncie 42 występy w Bundeslidze, swego czasu był uważany za niemały talent. W pierwszej połowie sprawiał wrażenie przytłoczonego. Lech Poznań nieco poprawił się w defensywnych stałych fragmentach gry. Górnik miał okazję aż osiem razy zagrozić rywalom z rzutu rożnego, mało która próba realnie zagroziła rywalom – a przecież w Zabrzu nie brakuje graczy, którzy przy stałych fragmentach gry są w stanie zagrozić.
Genialny Pereira, skuteczny Bengtsson
Braki w jakości Górnika przesądziły o tym, jak potoczył się mecz. Brakowało indywidualnych błysków, pomysłu na realizacje końcowych faz akcji. Lech Poznań to miał. Na bramkę otwierającą wynik spotkania trzeba było czekać godzinę. Joel Pereira zagrał wysoką piłkę z własnej połowy na nadbiegającego w pole karne Leo Bengtssona. Szwed dzięki godnej pozazdroszczenia szybkości i fenomenalnej kontroli piłki wyminął Marcela Łubika i strzelił na pustą bramkę. Bramkarz Górnika nie popisał się w tej akcji, choć do tego momentu rozgrywał dobre spotkanie. Błysk geniuszu Joela Pereiry, ogrom jakości Bengtssona.











