Przed nami 7. kolejka polskiej Ekstraklasy. Absolutnym hitem tego weekendu będzie pojedynek Legii Warszawa z Lechem Poznań. Jednak na innych stadionach również emocji nie zabraknie.
Skorża nad przepaścią
Najciekawszym meczem 7. kolejki Ekstraklasy będzie starcie pomiędzy warszawską Legią i Lechem Poznań. Pojedynki tych drużyn od wielu lat elektryzują całą piłkarską Polskę, a w tym sezonie dodatkowego smaczku dodaje słaba postawa obu klubów w rozgrywkach ligowych. „Kolejorz” zajmuje obecnie ósmą pozycję, natomiast Legia znalazła się tuż nad strefą spadkową i jeśli w meczu z mistrzem Polski nie wzbogaci się o kolejne punkty, to posada trenera Macieja Skorży zawiśnie na włosku. W piątkowym meczu z Lechem na pewno nie zobaczymy Macieja Iwańskiego, Piotra Gizy i Jakuba Wawrzyniaka, którzy zostali przesunięci do zespołu Młodej Ekstraklasy. Poznaniacy nie są lepszej sytuacji, bo w ich składzie na pewno zabraknie Tomasza Bandrowskiego, po meczu z GKS-em Tychy na uraz więzadeł pobocznych narzeka Ivan Djurdjević, a z powodu dyskwalifikacji opiekun lechitów nie będzie mógł zasiąść na ławce trenerskiej

Do tej pory obie ekipy spotkały się ze sobą w lidze 94 razy. Legia zwyciężyła w 37 pojedynkach, 28 razy triumfował Lech, a 27 meczów zakończyło się remisem, a ostatni mecz w Warszawie zakończył się wygraną Legii 2:0. Wydaje się, że wobec słabej postawy „Wojskowych”, w tym sezonie podopieczni Jacka Zielińskiego mają szansę poprawić nieco statystyki. Historia pojedynków między tymi klubami podpowiada jednak, że w takich sytuacjach faworyt zazwyczaj nie stawał na wysokości zadania. A więc śmiało można powiedzieć, że w piątek czekają nas emocje na najwyższym poziomie.
Bełchatowski egzamin Maaskanta
Po ostatniej porażce z Górnikiem Zabrze fotel wicelidera opuścił PGE GKS Bełchatów. Teraz przed ekipą trenera Macieja Bartoszka kolejne trudne zadanie, bo na stadion przy ulicy Sportowej przyjeżdża krakowska Wisła. „Biała Gwiazda” jak na razie nie zachwyca w rozgrywkach ligowych, ale nie ulega wątpliwości fakt, że potencjał piłkarski jest w tym klubie bardzo duży i w każdej chwili niespełniający oczekiwań faworyt może się przeobrazić w maszynkę do wygrywania. Już w poprzednim meczu zespół Roberta Maaskanta pokazał, że nie brakuje im ambicji i woli walki. Mecz z Bełchatowem ma być dowodem na to, że nie był to jedynie jednorazowy zryw, z okazji powrotu na stadion przy ulicy Reymonta, lecz pierwsze efekty pracy holenderskiego szkoleniowca.
Rewanż za Puchar Polski?













