Trzecia drużyna ligi podejmuje lidera. Spotykają się najwięksi wrogowie od lat, zespoły ze składami pełnymi młodzieży, najszczelniejsza obrona kontra najskuteczniejszy atak, komplet widzów na trybunach… Czy ten mecz naprawdę trzeba szczególnie zapowiadać?
Mecz Lecha z Legią, nazywany przez niektórych „polskim Gran Derbi”, elektryzuje od jakiegoś czasu całą piłkarską Polskę. Największa gorączka trwa właśnie w Poznaniu, gdzie bilety na mecz z liderem rozeszły się jak świeże bułeczki. Według niektórych jutro możemy oczekiwać kompletu publiczności, ale na trybunach najprawdopodobniej zasiądzie około 39 tysięcy kibiców. Frekwencja na iście światowym poziomie.

Legia, mimo porażki w ostatnim ligowym meczu z Jagiellonią, nadal utrzymuje pierwsze miejsce w tabeli. Jednak przegrany mecz, tym bardziej na własnym stadionie, zdecydowanie obniżył morale legionistów, a przede wszystkim spowodował stopnienie przewagi nad Polonią i właśnie Lechem do jednego punktu. Z kolei Lech jest na fali wznoszącej – dwa zwycięstwa z rzędu, i to na wyjazdach, mogą robić wrażenie. Fakt, że „Kolejorz” pokonywał Widzew i Wisłę wynikiem tylko 1:0, może nieco umniejszać zasługi poznaniaków, ale właśnie dzięki takim meczom Lech utrzymuje się w ścisłej czołówce.
Pierwsze spotkanie Lecha z Legią odbyło się 64 lata temu, wtedy „Kolejorz” pokonał stołeczny zespół 5:4. Od tego czasu te dwa zespoły grały ze sobą 108 razy, 44 razy górą byli „Wojskowi”, w 31 meczach padał remis, a 33-krotnie zwyciężali poznaniacy. Legia straciła w meczach z Lechem w sumie 101 goli, z kolei legioniści umieszczali piłkę w siatce lechitów aż 146 razy. Jednak jutrzejsi gospodarze mają z obecnym liderem dobrą statystykę ostatnich trzech spotkań, Legia bowiem w ostatnich trzech spotkaniach dwukrotnie z Lechem przegrywała, a raz piłkarze schodzili z boiska z remisowym rezultatem.
Legia w tym sezonie wyśmienicie spisuje się na wyjazdach – w pięciu spotkaniach straciła raptem cztery punkty, ale w tych meczów aplikowała rywalom co najmniej dwa gole. Z kolei Lech nie imponuje na własnym boisku. Dwa zwycięstwa w pięciu spotkaniach przy ul. Bułgarskiej na pewno nie są szczytem marzeń kibiców z Poznania.
Większy komfort w doborze składu na ten mecz ma z pewnością Mariusz Rumak. Jedynym problemem, za to bardzo poważnym, jest groźny uraz Manuela Arboledy. Kolumbijczyk zerwał więzadła krzyżowe i czeka go półroczna przerwa w grze. Warto dodać, że czarnoskóry obrońca był prawdziwym filarem gry defensywnej „Kolejorza” i trudno go będzie zastąpić Kamińskim czy Wołąkiewiczem. Do zdrowia wraca za to Bartosz Ślusarski, ale wątpliwy jest jego występ w pierwszym składzie Lecha. Na drugim biegunie znajduje się Jan Urban, który już od dłuższego czasu nie może skorzystać z Efira, Saganowskiego, Wolskiego i Choto, a ostatnio do grona kontuzjowanych dołączył Ivica Vrdoljak, który nie trenował w tym tygodniu z zespołem. Indywidualnie trenowali także Wawrzyniak i Ljuboja, ale oni prawdopodobnie w Poznaniu będą już w pełni sił.











