Legioniści zdołali zaledwie zremisować z Broendby Kopenhaga 2:2 w Warszawie i ostatecznie pożegnali się z Ligą Europejską.
Już przed meczem było wiadomo, że obie drużyny dadzą z siebie wszystko. Pierwsze minuty dokładnie potwierdziły te zapowiedzi i byliśmy świadkami zaciętej walki, przede wszystkim w środku pola. Bliscy strzelenia gola byli piłkarze Broendby, ale Jan Mucha z poświeceniem uratował swój zespół i wybił piłkę na rzut rożny. Chwilę później było już jednak 1:0 dla piłkarzy z Kopenhagi, bo dośrodkowanie ze wspomnianego stałego fragmentu gry na gola zamienił Von Schlebrugge.
Legia musiała wreszcie zacząć przeważać i stwarzać sobie okazje do wyrównania i zmiany niekorzystnego wyniku dwumeczu. W 11. minucie z trzech metrów głową uderzał Piotr Giza, ale nie trafił w bramkę. Kilkadziesiąt sekund później próbował Marcin Mięciel, ale niemal podał piłkę do bramkarza. W 16. minucie napór Legionistów został wynagrodzony! Fatalny błąd popełnił golkiper Broendby, po dośrodkowaniu Jakuba Rzeźniczaka i Giza mógł spokojnie posłać piłkę do siatki.
Podopieczni Jana Ubrana nie odpuścili po strzeleniu gola i przez kolejne minuty przeważali. Brakowało jednak ostatniego podania, które otworzyłoby drogę do bramki napastnikom. Znakomitą okazję Legia miała w 34. minucie, ale strzały kolejno Mięciela, Szałachowskiego i Gizy nie wpadły do siatki! W końcowej fazie pierwszej połowy to Duńczycy zaczęli zyskiwać nieco większą przewagę, ale również nie potrafili stworzyć sobie dogodnych sytuacji strzeleckich.
Początek drugiej odsłony to nieco zachowawcza gra obu ekip. Ciekawie zrobiło się dopiero w 54. minucie, kiedy to w polu karnym Broendby przewrócony został Mięciel i sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Maciej Iwański i pewnie umieścił piłkę w siatce. Legioniści nie zamierzali poprzestawać na tym golu, jednak to Duńczycy strzelili wyrównującą bramkę! Po rzucie rożnym z narożnika pola karnego uderzał piłkarz Broendby, futbolówkę odbił jeszcze Von Schelbrugge i Mucha nie miał szans na skuteczną interwencję.
Kolejne minuty upływały, a Legia nie potrafiła znaleźć sposobu na znakomicie dysponowanego w tej fazie spotkania Andersena. Bramkarz drużyny z Kopenhagi w 65. minucie zatrzymał Gizę przed polem karnym, a chwilę później świetnie obronił strzał Iwańskiego. Ta sytuacja dodała nieco otuchy Broendby i rywale Legii znowu zaczęli śmielej atakować. Gra się wyrównała i przez dłuższy czas piłkarze obu zespołów skupili się na walce w środku pola.
Świadoma uciekającego awansu Legia musiała wreszcie przejąć inicjatywę, ale udało jej się to dopiero około 80 minuty. Bramkę na 3:2 próbowali zdobyć Mięciel, Paluchowski i Rybus, ale bez powodzenia. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry znakomitą okazję miał Giza, ale strzał z woleja z siedmiu metrów znakomicie obronił Andersen! Legia od tej chwili straciła już chyba wszelkie nadzieje na strzelenie gola dającego awans i do końca meczu drużyny wybijały piłkę to na jedną, to na drugą połowę boiska.
Legia w Warszawie zaprezentowała się zdecydowanie lepiej niż w Kopenhadze, ale brakowało skutecznego wykończenia akcji, których w tym meczu nie brakowało. Piłkarze albo trafiali obok bramki, albo znakomicie bronił bramkarz Andersen. W dzisiejszym meczu podopieczni Jana Urbana mogli spokojnie odrobić straty, ale jak widać, nie było im to dane, i napastnicy będą trenować wykańczanie akcji już tylko w lidze polskiej.