Lech na stadionie Jana Breydela walczył o awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Poznaniacy pokonali w pierwszym meczu Club Brugge 1:0 i teoretycznie przed spotkaniem uznawani byli za faworytów rewanżowego pojedynku. W rzeczywistości okazali się gorsi i odpadli z rywalizacji o awans do kolejnej fazy LE.
W meczowej osiemnastce „Kolejorza” ogłoszonej przez Jacka Zielińskiego na mecz z Belgami wielkim nieobecnym był Sławomir Peszko. Pomocnik Lecha ma na swoim koncie już dwie żółte kartki w tej edycji Ligi Europejskiej i musi pauzować. Jego nieobecność była wyraźnie odczuwalna. Marcin Kikut nie jest w takiej formie jak Peszko, zdobywca jedynej bramki z pierwszego meczu we Wronkach.

Pierwsza połowa to zdecydowana przewaga gospodarzy, mimo to piłkarzom Lecha udało się trafić do siatki. Gol Stilicia nie został jednak uznany. W 35. minucie Stilić trafił do bramki z rzutu wolnego, ale sędzia Alan Kelly stwierdził, że Hernan Rengifo faulował swojego rywala w polu karnym. Gospodarze nie mieli problemu z przedarciem się w pole karne Lecha. Niestety większość akcji podopiecznych Adrie Kostera kończyła się faulami poznaniaków i rzutami wolnymi dla Brugge z bliskich odległości. Mimo przewagi piłkarzy w niebieskich koszulkach, nie stworzyli sobie oni klarownych sytuacji pod bramką Grzegorza Kasprzika. Większość dośrodkowań była słaba albo bramkarz Lecha bez problemu wygrywał pojedynki w powietrzu i wyłapywał piłkę. Mecz obfitował w wiele stałych fragmentów gry, głownie z powodu dużej ilości fauli z jednej i drugiej strony. Żaden z zawodników nie odstawiał nogi, każdy ostro walczył o piłkę.
Druga połowa to szalone ataki Brugge i desperackie kontry Lecha, pierwszym brakowało dokładności, drugim zimnej krwi. W 54. minucie Stilić fenomenalnie podał do Roberta Lewandowskiego, ale przegrał pojedynek z golkiperem gospodarzy. Ta sytuacja powinna zakończyć się bramką. Gdyby tak było, piłkarze Brugge musieliby zdobyć aż trzy gole, aby awansować. Mogłoby więc być już po meczu.
W 63. minucie Akpala po podaniu Soncka miał jedną z lepszych sytuacji do zdobycia gola, ale świetnie ubiegł go Seweryn Gancarczyk, wybijając piłkę na rzut rożny. Zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki mieli piłkarze Club Brugge. Nieraz gorąco było pod bramką Kasprzika, najbardziej chyba w 78. minucie, kiedy po strzale głową Simaeysa piłka trafiła w słupek.
W 79. minucie dobrze broniący Kasprzik w końcu się pomylił. Błąd był katastrofalny, bo skutkował golem dla gospodarzy. Odjidja strzelał z dwudziestu metrów prosto w Kasprzika, ten odbił piłkę wprost przed siebie, a do niej dopadł Wesley Sonck. 50-krotny reprezentant Belgii nie miał problemu z pokonaniem bramkarza Lecha. Brugge odrobiło straty i mecz zaczął się na nowo. Niestety załamani Lechici wciąż nie byli w stanie na dłużej wyjść z własnego pola karnego i często gościli rywali w pobliżu swojej bramki. W doliczonym czasie gry dobrą okazję do wyrównania miał jeszcze Seweryn Gancarczyk z rzutu wolnego, lecz strzelił za wysoko. Do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka…











