18. kolejka Serie A rozpoczęła się od mocnego uderzenia – derby Rzymu zawsze dostarczają emocji, nie ma wyjątku. Tak też było tym razem. Lazio, co by nie mówić, dość niespodziewanie rozprawiło się z ekipą „Giallorossich” aż 3:0. Wydaje się, że mecz ten pozwala odpowiedzieć nam na kilka prostych pytań. Wyszczególnił on zarówno mocne strony podopiecznych Simone Inzaghiego, jak i słabości Romy.
Można było przecierać oczy ze zdumienia, patrząc na obie drużyny na boisku, po czym spoglądając na tabelę Serie A. W takiej dyspozycji ekipy z Rzymu powinny zamienić się miejscami.
Rzymskie wakacje w AS Roma
Jeśli stwierdzimy, że Roger Ibanez rozegrał słabe spotkanie, to w zasadzie oszczędzimy Brazylijczyka. 22-latek już w starciu z Interem wyglądał dość niepewnie. W derbowym pojedynku prezentował się jeszcze gorzej. Najpierw w 14. minucie popełnił fatalny błąd, tracąc równowagę po podaniu od Pau Lopeza. Noga postawna obrońcy Romy straciła przyczepność, co poskutkowało upadkiem zawodnika. Z takiego prezentu skorzystał Ciro Immobile, który w sytuacji sam na sam nie dał żadnych szans golkiperowi „Giallorossich”.
Zaledwie dziewięć minut później Ibanez nie dał rady Manuelowi Lazzariemu – gdy ten mu „odjechał”, obrońca Romy przewrócił go w polu karnym. Włoch natomiast zamiast domagać się rzutu karnego, wstał, podał do Luisa Alberto, a ten z pierwszej piłki podwyższył prowadzenie. Koszmar Brazylijczyka trwał w najlepsze.
Nie można jednak zwalać całej winy na wspomnianego obrońcę. Gra podopiecznych Paulo Fonseci od samego początku nie zazębiała się. Najlepiej oddają to statystyki strzeleckie, które jasno pokazują, kto dziś dzielił i rządził na Stadio Olimpico.

Jedynym zawodnikiem Romy, którego można wyróżnić, jest bramkarz – Pau Lopez. Hiszpan potwierdził wysoką formę, którą prezentował w spotkaniu z „Nerazzurri”. Szczególnie w drugiej połowie przy stanie 2:0 dwoił się i troił, aby jego zespół nie przegrywał jeszcze wyżej. Niestety dla niego sztuka ta mu się nie udała.
Lazio – i sędzia – pomogli szczęściu
Trzeba jednakże oddać, że prowadzący to spotkanie Daniele Orsato również nie zaliczy tego meczu do udanych. Popełniał błędy w obie strony, lecz zdaje się, że Roma może czuć się bardziej pokrzywdzona. Mowa szczególnie o sytuacji przy drugiej bramce, która de facto nie powinna zostać uznana. W momencie oddania strzału przez Luisa Alberto Felipe Caicedo znajdował się bowiem na pozycji spalonej. Nie brał on udziału w akcji, lecz stał za blisko bramkarza, co jest równoznaczne z tym, że absorbował jego uwagę. Orsato nie zauważył tego, tak samo jak sędziowie siedzący przy VAR. Co więcej, Lazzari, upadając w polu karnym, dotknął piłkę ręką. I to dwa razy.
https://twitter.com/matiswiecicki/status/1350204072171868161











