Polak, Czech, dwa bratanki? Z różnych badań wynika, że Polacy darzą swoich południowych sąsiadów dużą sympatią. Czy z wzajemnością? Niekoniecznie. Przekładając to na realia futbolowe, Ireneusz Mamrot nie mógł liczyć na ciepłe przyjęcie, a potem wyjazd z pełnymi rękoma. Nie, Vitezslav Lavicka stawia bowiem we Wrocławiu bardzo trudne, niegościnne wręcz warunki, o czym doskonale świadczą liczby: seria sześciu meczów na własnym stadionie bez porażki. Teraz siedmiu!
Co więcej, przed spotkaniem Śląska Wrocław z Jagiellonią Białystok wrocławianie mogli pochwalić się kapitalną średnią strzelanych bramek na mecz w roli gospodarza. 2,25 – poprzeczka ustawiona wysoko! Ba, nawet wyżej w porównaniu do całej ligowej stawki. Czy ekipa białostoczan mogła się bać? Patrząc na fakt, że WKS nie wygrał meczu od 17 sierpnia, zdecydowanie nie . Z drugiej jednak strony… Ireneusz Mamrot przed dzisiejszym wieczorem nie wygrał ze Śląskiem ani razu (4 spotkania – remis, trzy porażki).

Jak na grzybach
Od samego początku spotkania można było zauważyć, że spotkały się zespoły, które od dłuższego czasu czekają na ligowe zwycięstwo. Bezpieczne zapoznanie z rywalem, brak ryzyka, szacunek i spokojne tempo. Jeśli ktoś spodziewał się strzelaniny, powinien był obejrzeć powtórkę meczu Śląska Wrocław z Zagłębiem Lubin, bo dzisiejszy wieczór z biegiem kolejnych minut nie sprawiał wrażenia, jakby w stolicy Dolnego Śląska miał pęknąć worek z bramkami.
Co ważne, gospodarze do pewnego momentu absolutnie nie mieli się czego bać. Przez pierwsze 30 minut Ireneusz Mamrot na pewno nie mógł być zadowolony ze swojej drużyny, ponieważ nie stwarzała ona żadnego zagrożenia. Vitezslav Lavicka tak poustawiał swoich podopiecznych, że Jagiellonia poza kilkoma wyjątkami nawet nie pojawiała się w polu karnym rywala. A jeśli już, to dzięki presji wywieranej na lewą flankę Śląska, gdzie przyjezdni uderzali najczęściej. Ewidentnie taki był plan na spotkanie szkoleniowca „Jagi”.
Nieco ciekawej potoczyła się końcówka pierwszej połowy, kiedy Juan Camara dzięki indywidualnej akcji wywalczył rzut wolny przed polem karnym Śląska. Wówczas Jagiellonia oddała… dopiero pierwszy celny strzał na bramkę w całym meczu. Szachy? Być może, bo o ile niewiele było wrażeń w postaci akcji podbramkowych, o tyle pojedynek Lavicka vs Mamrot pod kątem taktycznym oglądało się całkiem dobrze.











