„La Saeta Rubia” pierwsze kroki z piłką w seniorskiej karierze stawiał w CA River Plate. Jego ulubieńcem był piłkarz ligi angielskiej, Thomas Lawton. Zawodnik z ogromną siłą, wszechstronnymi umiejętnościami w ataku i niebywałą precyzją. Patrząc na ulubieńca, niewinne kopanie piłki na dworze zapoczątkowało piękną drogę do kart historii sportu. Argentyna, Kolumbia, na koniec Hiszpania, a tam legenda La Liga i Realu Madryt.
28 grudnia 1947 – ten dzień ze wszystkich mógł zapaść w pamięci Alfredo aż do śmierci. Wtedy właśnie w Guayaquil na Estadio Capwell sędzia Mario Ruben Heyn zakończył mecz Argentyna vs Urugwaj wynikiem 3:1. „Albiceleste” wygrali Copa America. Di Stefano nie zdobył w tym meczu bramek. Mimo tego wraz z Mendezem i Marinem był drugim z najlepszych strzelców turnieju. W mistrzostwach zagrał sześć meczów i zdobył sześć goli.
Nie były to jednak jego pierwsze bramki, lecz jego pierwsze i ostatnie trofeum w drużynie „Biało-błękitnych”. Di Stefano pomógł zdobyć właśnie ten jeden puchar Argentynie. Nigdy więcej nie zagrał już w barwach i z flagą ojczyzny na piersi. Natomiast wszystko potoczyło się dalej.
Szczęśliwe, ale niełatwe dzieciństwo
Alfredo Di Stefano jako chłopiec szybko pokochał piłkę nożną i odkrył talent. W wieku siedmiu lat zapisał się do miejscowej drużyny Unidos Venceremos. Pomijając występy w klubie, bardzo lubił grać też razem z kolegami na ulicy Buenos Aires. Nie było na niego mocnych, a młodsi chcieli być zawsze tacy jak on. Jego przyjacielem był młodszy o dziesięć lat obecny papież Franciszek. Chodzili razem nawet do szkoły.
Z piłki nigdy nie zrezygnował, niestety ze szkoły musiał. W wieku trzynastu lat przestał się uczyć, gdyż pomagał ojcu w pracy. Karierę kontynuował w drużynie Los Cardeles. Di Stefano swoją karierę zawdzięczał… matce, która załatwiła mu testy piłkarskie u trenera drużyny River Plate. Miał wtedy siedemnaście lat i podpisał swój pierwszy kontrakt.
Kolejne kroki
W 1943 roku dołączył do River Plate, w którym jego kariera (i on sam) miała się rozwijać. Siedemnastolatek ciężko pracował cały czas, nawet poza treningami. Jego pierwszy trener, Carlos Peucelle, wspomniał: – Nigdy nie widziałem chłopaka tak silnego i zdeterminowanego. Żaden nie robił tak błyskawicznych postępów.
Młodzieńcowi nie wystarczały tylko dobre słowa, chciał grać, grać w pierwszej drużynie seniorskiej. W składzie River nie było to jednak możliwe, więc w 1946 roku przeszedł na wypożyczenie do CA Huracan. Tam szybko wpasował się w zespół, co przełożyło się na grę. W 25 meczach strzelił dziesięć goli, by po roku wrócić do River. Powrót był jak marzenie. Szybko stał się graczem pierwszego składu, który trafiał prawie co mecz. Raz sięgnął po króla strzelców ligi, a dwa razy po mistrzostwo kraju. Trener Adolfo Pederner był zadowolony, a wręcz dumny, że ma takiego zawodnika w drużynie. W trzy lata w 66 występach mógł pochwalić się 49 bramkami. Niestety, kiedy piłkarze ligi argentyńskiej zaczęli strajkować, 23-latek musiał opuścić ojczyznę.
Alfredo Di Stefano skorzystał z propozycji gry w Kolumbii, podpisał kontrakt z klubem Millonarios FC. Była to bardzo korzystna dla młodzieńca oferta. Tamtejsi biznesmeni sporo inwestowali w piłkę nożną. Grał w I lidze Kolumbijskiej od 1949 do 1953 roku. Z klubem zdobył trzykrotnie mistrzostwo ligi, zostając także dwukrotnym królem strzelców. Zaczęto go nazywać „Niebieskim Tancerzem”. Było jasne, że Di Stefano ma niezwykłe umiejętności snajperskie oraz charakter przywódcy na murawie. Często zmieniał pozycje na boisku, co utrudniało pilnowanie go przez obrońców. Cały czas był jednak problem, gdyż na prowincji trwała wojna domowa (zwana La Violencia).











